Swans i ich album “Leaving Meaning.” zapraszają do kojącej duszę medytacji

Swans - Leaving Meaning; źrodło: https://www.facebook.com/SwansOfficial/
Swans - Leaving Meaning; źrodło: https://www.facebook.com/SwansOfficial/
Weterani gitarowej awangardy wciąż jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa. Kolejna pozycja w ich bogatej dyskografii odważnie mierzy się z kwestiami ostatecznymi i wychodzi z tego starcia obronną ręką.

Pomimo słyszalnych zewsząd głosów o śmierci rocka, trzeba przyznać, że na mapie współczesnej muzyki popularnej jest kilka formacji, których gitarowa stylistyka potrafi dostarczyć realnych, intensywnych emocji. Jeden z takich zespołów to Swans – działająca od lat osiemdziesiątych eksperymentalna grupa, której członkowie od zarania dziejów badają granice okołorockowej estetyki, flirtując m.in. z radykalnym industrialem, melancholijnym post-punkiem, czy nasuwającymi wręcz szamańskie skojarzenia rytualnymi brzmieniami.

Ich najnowszy album “Leaving Meaning.” opowiada przede wszystkim o akceptacji kruchości egzystencji człowieka.

Znajdujące się na krążku monolityczne utwory można nazwać poematami poświęconymi nowoczesnej, quasi-buddyjskiej ideologii. Narrator hipnotyzuje odbiorcę, snując metaforyczną kronikę jednostki godzącej się z czekającym ją rozkładem. Ozdabiająca jego monologi repetytywna, kolosalna ściana dźwięku nadaje natomiast konfrontacji z nieuchronnym losem podniosłości antycznej tragedii.

Cały krążek jest naszpikowany odwołaniami do religijnej symboliki. Wrażenie mistycznego doświadczenia potęguje również transowa struktura poszczególnych piosenek, zapraszająca słuchacza do wzięcia udziału w transcendentalnym obrzędzie. Ta specyficzna, uduchowiona estetyka wywołuje wrażenie obcowania ze sprawami ostatecznymi.

Rzeczywiście, Michael Gira i spółka mocno główkują na temat sensu życia oraz śmierci, lecz od większości podobnie myślących artystów odróżnia ich brak definitywnej konkluzji.

Siedemnasty album Swans ukazuje bowiem człowieka każdego dnia konsekwentnie zmierzającego do kompletnej dekompozycji. Akceptując perspektywę nieodwołalnego końca, nareszcie staje się w pełni niezależnym bytem. Nie odczuwa już bólu, strachu i gniewu, gdyż wszystkie te emocje wydają mu się trywialne, zwłaszcza w kontekście tak przewidywalnego i mało widowiskowego epilogu. Właśnie tę epifanię ilustrują pozbawione odpowiednich puent kompozycje, finiszujące poprzez powolną dezintegrację. “Leaving Meaning.” nie pozostawia złudzeń – nigdy nie zrozumiemy logiki wszechświata. Natomiast nie jest to żaden powód do rozpaczy.

W majestatycznym fonicznym pejzażu odnajdziemy mnóstwo mrocznych barw, lecz nie wywołują one lęku. Podobnie jak bezkres kosmosu, potęga muzyki tego zespołu znokautuje nawet największego twardziela, jednakże na pewno nie zostawi głębokich ran. Przytłaczająca otchłań otulająca siły otaczającej nas natury jest tu potraktowana ze zdrowym dystansem. Takie podejście zachęca odbiorcę do poszukania w tajemnicach naszego świata harmonii, zamiast definiowania ich poprzez fobię przed wszystkim, co nieznane.

Pozornie druzgocąca płyta, tak naprawdę celebruje niczym niezmącony spokój ducha.

Wspomniany stoicyzm akcentuje medytacyjne tempo wszystkich utworów. Leniwie rozwijające się kompozycje przypominają wnętrze umysłu buddyjskiego mnicha. Funkcjonują niczym odwiedzające nasz mózg myśli, pojawiające się i znikające niemalże w tej samej chwili. Twórcy kreują obraz osoby spoglądającej na własne refleksje “na zimno”, równie neutralnie podchodząc do pozytywnych oraz negatywnych idei. Pozwala im swobodnie dryfować w zakamarkach podświadomości, tak samo, jak cierpliwy słuchacz pozwoli powoli budowanej narracji spokojnie egzystować w jego umyśle. 

Nowy album Swans to propozycja antidotum na szybkie, stresujące tempo życia w XXI wieku. Co prawda “Leaving Meaning.” nie rozwiewa egzystencjalnych wątpliwości, ani też nie obiecuje ludzkości satysfakcjonującego happy endu, ale za to zdradza tajemny przepis na szczęście. Brzmi on następująco: zamiast codziennie dusić się w plątaninie prywatnych odczuć, po prostu zatrzymaj się na chwilę i zaakceptuj ich istnienie.   

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Instagram jako muzeum sztuki internetowej

Instagramowe życie wcale nie musi ograniczać się do powierzchownej, internetowej aktywności. Z...
Czytaj wiecej