Swornegacie – czego turysta może chcieć więcej?

Swornegacie Kaszuby
Swornegacie - poranek na Kaszubach; fot. R. Turowski
Kaszubskie Swornegacie są idealnym miejscem na mały bądź większy urlop. Bowiem - i Park Narodowy Bory Tucholskie, i jezioro Karsińskie, rzeka Brda i cały Zaborski Park Krajobrazowy, na terenie którego wieś jest położona, oferują turystom fantastyczną chillerkę, którego to słowa nauczyłem się podczas wyjazdu od moich nastoletnich siostrzeńców także rozentuzjazmowanych wyjątkowością i urokiem tego miejsca.

Zacznijmy jednak od niezwykłej nazwy tej wsi. Jej dopełniacz ma brzmienie aż trojakie i wydaje się, że wszystkie wersje są równorzędnie poprawne. Można zatem jechać do Swornegaci, Swornychgaci, a nawet – do Swornychgać. Jak można się domyślać, nie ma to nic wspólnego ze spodniami. Gacenie to umacnianie brzegów jezior i rzek sworą, czyli gałęziami sosnowymi, w pewnym uproszczeniu mówiąc. W pobliżu jest zresztą więcej osad z niezwykłymi kaszubskimi nazwami, choćby Męcikał czy – Mylof, znany z hodowli pstrągów.

Swornegacie mają ponad 800 lat, mieszka tu niczym na pocztówce około 1000 mieszkańców. Wieś dysponuje bankomatem, pocztą, knajpami, autobusem do Chojnic, informacją turystyczną, miejscami noclegowymi na każdą kieszeń i wypożyczalniami sprzętu. Czego więcej może chcieć turysta?

Do tego ceny na miejscu – choć kurortowe – to jednak wydaje się, że niższe niż na innych popularnych pojezierzach, a zdecydowanie niższe niż nad Bałtykiem. Owszem, podczas długiego czerwcowego weekendu i tutaj było dość tłoczno, no ale na to rady niestety nie ma. Z wiadomych powodów rodacy spędzają w tym roku wakacje w ojczyźnie, więc tłumów spodziewajmy się wszędzie.

Park Narodowy Bory Tucholskie; fot. R. Turowski

Choć to atrakcje akwafluwialne (dziękuję za to piękne słówko Hiacyncie Bukiet) ściągają turystów na Kaszuby, to my jednak zaczynamy weekend od wycieczki rowerowej po Parku Narodowym Bory Tucholskie. Dojeżdżamy ścieżką do Drzewicza, gdzie przy bramie kupujemy bilety wstępu (3 zł/os.). Następnie wybieramy spośród kilku dostępnych opcji marszrutę na miarę naszych możliwości – nasza liczyła 23 kilometry, więc w sam raz dla mieszczucha spragnionego niezbyt angażującej rekreacji. Mijamy Jezioro Nierybno i leżący nieopodal staw, będący domem dla chyba miliona żab, które urządziły sobie głośny koncert kumkania. Uwierzcie, można tej symfonii słuchać w nieskończoność.

Jedziemy wzdłuż pięknego Jeziora Plęsno do kładki nad Strugą Siedmiu Jezior, gdzie stoi Dąb Bartuś, mający ok. 600 lat pomnik przyrody. Obok niego na skrzyżowaniu szlaków znajdujemy fantastyczną ścieżkę wiodąca wzdłuż brzegów niewielkiego jeziora Kacze Oko. Droga rowerowa dobiega dalej do wsi Bachorze. Stamtąd jedziemy do położonego na skarpie punktu widokowego na bajecznie piękne jezioro Charzykowskie, jemy rybę w Małych Swornychgaciach i po ostatnich pięciu kilometrach wracamy do bazy.

Struga Siedmiu Jezior Swornegacie
Struga Siedmiu Jezior; fot. R. Turowski

Trasy rowerowe na tym terenie są w dobrym stanie, wzdłuż dróg – zwykle utwardzone, a pozostałe i te w Parku Narodowym – gruntowe i piaszczyste. Uprzedzam więc, że po deszczu może być trochę błota. Innego dnia można wybrać się na bardzo relaksującą wycieczkę dwuśladem do Charzykowych, najbardziej znanego miejscowego kurortu,  i dalej – do Chojnic. W ogóle zwracam uwagę, że przez Swornegacie przebiegają liczne szlaki, zarówno piesze jak i rowerowe, ale również – kajakowe.

Wypożyczamy więc kolejnego dnia kajaki na równie niezobowiązującą wyprawę. Kilometrowy mniej więcej spływ Brdą do Jeziora Witoczno (i powrót) oraz przepłynięcie się po Jeziorze Karsińskim zajmuje nam kilka godzin. Brakuje już niestety czasu na uroczą, bardzo meandrującą rzeczkę Chocinę – od Chocińskiego Młyna do Swornychgaci płynie się mniej więcej 4 godziny. Ten odcinek uważany jest za idealny dla debiutujących na kajaku. Posiadacze patentów mogą w miejscowych wypożyczalniach skorzystać ze sprzętu profesjonalnego. Są także dostępne wodne rowery, dla najbardziej zaś pasywnych letników – leżaki.

Swornegacie - Nad Witocznem
Nad Witocznem; fot. R. Turowski

Skoro jesteśmy nad jeziorami, w menu knajp nie może zabraknąć ryb. Zjadłem kilka obłędnych zupełnie zup rybnych, ale najważniejszym wspomnieniem tego długiego weekendu będzie jednak smak sielawy. Sielawkę i wspomnianego już lokalnego pstrąga dostaniemy we wszystkich chyba restauracjach pojezierza. Zwracam także Waszą uwagę na inne produkty lokalne, np. kaszubskie miody i przetwory. Mus z owoców dzikiej róży jest znakomity, podobnie jak wyroby chojnickiego browaru, skutecznie gaszące pragnienie spalonych kaszubskim słońcem mieszczan, zwłaszcza pod koniec – pełnego wrażeń i fizycznych wyzwań – dnia.

More from Rafał Turowski

NA 78 RÓWOLEŻNIKU

Spojrzawszy na mapę, pomyślimy - to daleko. Lepiej jednak odległość z Oslo...
Czytaj wiecej