SZTUCZNA INTELIGENCJA TO NIE TYLKO FILMY SCIENCE-FICTION I NAUKOWE PROJEKTY

Bill Gates otrzymał od internauty intrygujące pytanie: gdyby Microsoft teraz zaczynał, jak dziś próbowałby uczynić świat lepszym miejscem?

Bill Gates otrzymał od internauty intrygujące pytanie: gdyby Microsoft teraz zaczynał, jak dziś próbowałby uczynić świat lepszym miejscem. Odpowiedź nie była zaskakująca: nadszedł czas na uczłowieczenie elektroniki.

Microsoft to firma, która wprowadziła komputery do domów tak zwanych „Kowalskich”. Wspólnie z firmą IBM opracowano tanią platformę dla użytkownika masowego, która okazała się tak wielkim sukcesem, że Bill Gates, lata później, musiał walczyć o to, by jego firma nie została podzielona z uwagi na jej monopol na rynku.

Misją Gatesa nie było jednak uczynienie komputerów domowych tanimi, ale również łatwymi w użytkowaniu. System Windows miał być przyjazny nie tylko dla technika, entuzjasty czy programisty, ale i dla pani Krysi z księgowości czy dla młodego Kazimierza, który przygotowuje projekt na zaliczenie szóstej klasy. Misja ta została osiągnięta: dziś wszystkie konsumenckie urządzenia elektroniczne są banalne w obsłudze, niezależnie od tego, czy pochodzą od Microsoftu, Google’a, Apple’a czy jeszcze innej firmy.

Te urządzenia mają jednak nadal jedno ograniczenie. Zazwyczaj doskonale potrafią zrozumieć o co nam chodzi. Wyświetl ten skoroszyt. Dodaj obrazek do tekstu. Pokaż zdjęcia śmiesznych kotków. Zagraj ze mną w grę. Nie potrafią jednak myśleć za nas, nigdy nie potrafiły. Bill Gates chciałby to zmienić, choć nie będzie prekursorem. Nawet jego własna firma prowadzi badania nad sztuczną inteligencją. A nawet oferuje usługi z nią związane.

Zrób to za mnie, wykaż inicjatywę

Sztuczna inteligencja jest już od dłuższego czasu obecna w przeróżnych firmach i korporacjach. A raczej jej prymitywna wersja, która nie jest samoświadoma, jak w filmach science-fiction, ale potrafi się uczyć i sama wyciągać wnioski. Jest przydatna głównie przy analizie dużej ilości nieskategoryzowanych danych, pozwalając z szumu informacji wyciągnąć cenne dane i wyciągnąć z nich wnioski. Ale czy tylko w firmach ów szum panuje?

Nasze telefony komórkowe potrafią nas zasypywać seriami powiadomień o różnych zdarzeniach. A co jeśli ktoś by po cichu je analizował, przetwarzał i porządkował, nie żądając za swoją pracę ani złotówki? Na ten sam pomysł wpadli twórcy oprogramowania na telefony. Siri, Cortana i Google Now to usługi działające na nowoczesnych urządzeniach, które nie tylko ułatwiają korzystanie z nich, ale również same wykazują inicjatywę. Jak to robią?

Chcesz zobaczyć nowy film? Google Now sam pokaże ci jego opis i nawet kupi na niego dla ciebie i kolegów bilety
Chcesz zobaczyć nowy film? Google Now sam pokaże ci jego opis i nawet kupi na niego dla ciebie i kolegów bilety

Prosty przykład: masz w kalendarzu wpisane, że wieczorem odbierasz córkę z lotniska. Wyżej wspomniane usługi są w stanie, na przykład, ostrzec cię, że są niespodziewane utrudnienia drogowe i że powinieneś wyruszyć wcześniej. Same, niepytane i nieproszone o to (choć, oczywiście, można je wyłączyć). Potrafią przypominać ci o zadaniach i sugerować dalsze działania. Możesz nawet im zlecić zarezerwowanie stolika dla dwojga w waszej ulubionej knajpie. Same rozgryzą jak to zrobić.

To dlaczego jeszcze z tego nie korzystamy?

Powód jest dość kuriozalny, a jest nim… język polski. Sztuczna inteligencja musi „rozumieć” dane, którymi jest karmiona. A większość z nich rozumie przede wszystkim język angielski, czasem też niemiecki czy francuski. Polski jest nie tylko skomplikowany, ale też relatywnie mało wykorzystywany na świecie. Na razie więc usługodawcy albo rezygnują z wprowadzania swoich asystentów w naszym kraju (patrz Cortana od Microsoftu), albo pojawiają się w ograniczonej formie, tak jak Google Now.

To jednak tylko kwestia czasu. Sztuczna inteligencja będzie coraz powszechniejsza w Polsce i na świecie, a także będzie „rozumiała” coraz więcej i więcej. Scenariusza rodem z filmów „Matrix” czy „Terminator” raczej obawiać się nie musimy. Warto się jednak w pewnym momencie zastanowić jak wiele chcemy tym cyfrowym asystentom przekazać informacji na nasz temat i gdzie kończy się granica zaufania zarówno do nich, jak i do firm, które tymi inteligentnymi tworami zarządzają.

Autor artykułu
More from Maciej Gajewski

Kindle to nie wszystko. Oto duży i wodoodporny Kobo Aura One

Nie lubisz drobnego druku i uwielbiasz czytać w wannie? Zamiast kombinować jak...
Czytaj wiecej