Afryka

The podróż CZ.12 – Malawi, Likoma

przez

Dwukrotnie podczas wszystkich moich podróży musiałem dać łapówkę. A właściwie – zostały one ode mnie wzięte, raz – na lotnisku w Duszanbe urzędnik imigracyjny nie oddał mi długopisu („piękny prezent, dziękuję”, uznałem, że gra w odzyskanie pisadła nie jest warta świeczki), i drugi raz – w Malawi. Tu było niestety nieco grubiej.

THE PODRÓŻ cz.11

przez

Czas wyjechać z chatki bez prądu, z raju nad oceanem i pożegnać Mozambik. Podróż nie może dłużej czekać przecież, zabiera nas pick-upem znajomy Mozambijczyk „naszych” Włochów za 30 USD. Tak, bardzo drogo. Nie chcesz – nie jedź, mam ciężarówkę, mam pracę – mówi, nie muszę was brać – rzuca z pewną dezynwolturą a nawet bezczelnością kierowca, gdy narzekamy, że cena jest absurdalna.

Tor kolejowy na pasie startowym w Manakarze fot. Rafał Turowski

The Podróż 5 – Madagaskar

przez

Jesteśmy na wschodnim wybrzeżu wyspy, w Manakarze, miasteczku niewielkim, ale malowniczym, popularnym wśród turystów, mającym więc kosmopolityczną atmosferę, fajne knajpy oraz coś w skali świata unikatowe. To… pas startowy z przebiegającą przezeń linią kolejową.

Addis Abeba, źródło :kalejdoskop.h2.pl

Addis Abeba

przez

Z napisaniem tego tekstu nosiłem się prawie dwa miesiące, no cóż – trzeba to napisać jasno – owo miasto (i niewielka część kraju, którą zdążyłem zobaczyć) jest moim największym życiowym rozczarowaniem turystycznym, nie tylko dlatego, że dwukrotnie mnie tam okradziono, co nie zdarzyło się nawet w najbiedniejszych krajach Afryki, i nie tylko dlatego, że kradzież ową etiopska policja miała… właśnie tam.

zdj. Pixabay

Z wizą czy bez?

przez

Wizy są czymś okropnym, szczególnie, jeśli ich zdobycie wiąże się upokarzającymi procedurami, wypełnianiem absurdalnych formularzy, wysokimi opłatami. Może warto dodać, że właśnie taka jest procedura uzyskiwania wiz do UE, więc chyba nie powinniśmy się dziwić, że np. ambasady Erytrei czy Angoli działają w tym wypadku na zasadzie retorsji. W każdym razie – jeśli jakiś kraj twierdzi, że turystyka jest dlań priorytetem, a każe wyrabiać wizy, znaczy, że ździebko mija się z prawdą.

Kadr z filmu "Another Day of Life" ("Jeszcze dzień życia"), fot. Platige Image, Kanaki Films

Kapuściński w Cannes. Czekamy na “Another Day of Life”

przez

Od dawna było wiadomo, że trwają prace nad adaptacją książki “Jeszcze dzień życia” Ryszarda Kapuścińskiego. Czas biegł jednak nieubłaganie, a nawet najbardziej zagorzali fani zaczynali powątpiewać – tymczasem “Another Day of Life” doczeka się premiery w maju 2018 podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes!

U świętego Tomasza

przez

Nowy rok dla tego maleńkiego państewka rozpoczął się zmianami nieledwie rewolucyjnymi. Ale rewolucji nie było, obywatele i nieliczni wciąż turyści zarówno do denominacji jak i zmiany czasu, podeszli leve-leve. Znaczy – na luzie.

Do Beninu – NA SAFARI!

przez

1 stycznia wyruszamy do Beninu. Z nadzieją na zwiedzenie Parku Narodowego Pendjari, ale i z duszą na ramieniu, bo… nie mamy wiz. Polityka wizowa tego niewielkiego afrykańskiego państwa zmienia się z taką częstotliwością, że nawet informacje podane sobie przed podróżników na forach internetowych bywają (i były!) nieaktualne.

Dokąd? Do Burkina Faso!

przez

Być w Burkina Faso i nie zobaczyć Bobo, to tak jakby być w Polsce i nie widzieć Krakowa. Pozostając w tej narracji – tamtejszym Wawelem jest Wielki Meczet, najbardziej znana budowla i miasta i całego kraju, zbudowany w XIX wieku z gliny.