wyprawa

3 dni w Jackucku

przez

Nie mam pewności, czy zrozumiecie moje intencje, ale zaryzykuję… Otóż od zawsze chciałem na własne oczy zobaczyć, jak wygląda życie i cała reszta w skutym pięćdziesięciostopniowym mrozem dużym mieście. Byłem akurat we Władywostoku, do Jakucka tylko trzy godziny lotu, to na rosyjskie warunki wybitnie niedaleko, skorzystałem więc z okazji, żeby tę fantazję z dzieciństwa zrealizować…

O Kolei Transsyberyjskiej

przez

Na liście 100 rzeczy, które zrobię w życiu w moim zeszycie od zawsze widniała pozycja „podróż koleją transsyberyjską”. Wiecie, jak z taką podróżą jest – może i chciałbym/chciałabym, ale to tak bardziej deklaratywnie niż naprawdę, albo – ciocia niezdrowa i w tym roku nie mogę, albo cośtam, albo brak czasu na przygotowanie, przemyślenie, itepe itete. Czas jednak płynie nieubłaganie, postanowiłem się zatem w tej sprawie ogarnąć, nie odkładać tego do świętego nigdy, stworzyć plan, zrealizować go – i… mam to doświadczenie już za sobą. Jak było?

THE PODRÓŻ CZ.16 – Sao Antao

przez

Tekst dzisiejszy może się wydać nieco egzaltowany, proszę o zrozumienie, dotyczyć bowiem będzie jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie, jakie widziałem. To wyspa Sao Antao, położona o godzinę drogi z Sao Vincente, i prom jest jedynym sposobem na dotarcie tutaj, brak zaś lotniska powoduje, że to miejsce nie jest jeszcze zadeptane, zatłoczone, skomercjalizowane. Jedźcie, póki czas, naprawdę, tylko jedna przesiadka plus prom.

THE PODRÓŻ CZ.15 – Santiago

przez

Cały kłopot z Wyspami Zielonego Przylądka polega na tym, że prawie wszyscy turyści rozpoczynają i kończą pobyt w tym kraju na Sal, na której poza faktycznie fantastyczną plażą, literalnie nic nie ma. A później – panuje skądinąd słuszna opinia, że… „tam jest piękna plaża i nic poza tym”. Gdy tymczasem wysp jest aż 10 (tych większych), a trzy które udało mi się zwiedzić, są o niebo od Sal ciekawsze, Sao Antao zaś zajmuje miejsce w pierwszej trójce na mojej liście osobiście widzianych najpiękniejszych miejsc świata.

THE PODRÓŻ CZ.14 – LIWONDE

przez

Być może ktoś z Was tak sobie rozmarza – „a może bym tak pojechał (pojechała) do Afryki, ale takiej prawdziwej, czarnej? Nie z biurem podróży, tylko z plecakiem, żeby i słonie były i nie za dużo ludzi? Żeby móc się dogadać, żeby było i miło, i bezpiecznie i nie za drogo?”. Jeśli tak – to proszę jechać do Malawi.