Tajwan – niedoceniana wysepka, którą warto odwiedzić

Buddyjska świątynia w Kaohsiung (Tajwan), fot. Pixabay
Buddyjska świątynia w Kaohsiung (Tajwan), fot. Pixabay
Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia to wdzięczne kierunki dla osób, które pragną orientalnej przygody, nie chcąc wydawać na nią kroci (zwłaszcza w tym drugim przypadku). Nic więc dziwnego, że region ten cieszy się sporym zainteresowaniem mniej i bardziej wprawionych podróżników. Odnoszę jednak wrażenie, że Tajwan – zupełnie niesłusznie – pozostaje gdzieś na uboczu turystycznych szlaków...

Oczywiście po zerknięciu w statystyki można by stwierdzić, że przesadzam. Tajwan rocznie odwiedza przeszło dziesięć milionów osób – to niemal połowa jego populacji! – a popularność tego kraju stale rośnie. Wynik wypada też nieźle w porównaniu z państwami Azji Południowo-Wschodniej (poza Tajlandią i Malezją), choć już na tle Hongkongu czy Makau nie robi wrażenia. Nieprzypadkowo zresztą wymieniam akurat te dwa specjalne regiony administracyjne Chińskiej Republiki Ludowej. Tajwan, podobnie jak one, uchodzi za wysoko rozwinięty przemysłowo i zdaniem chińskich władz także należy do Państwa Środka. Tu jednak pojawia się opór lokalnego rządu, który wręcz przeciwnie twierdzi… że to terytorium Chin powinno znaleźć się pod zwierzchnictwem tajwańskich władz.

Te “prawdziwe” Chiny

Nocny targ w Keelung (Tajwan), fot. Pixabay
Nocny targ w Keelung (Tajwan), fot. Pixabay

Już sam fakt, że kraj z liczącej niespełna 36 000 kilometrów kwadratowych wysepki rości sobie prawa do terenów trzeciego co do wielkości i pierwszego co do liczby ludności państwa świata, musi robić wrażenie! Za tym kryje się jednak niesamowicie ciekawa historia wyspiarskiego państewka leżącego na pograniczu Mórz Południowo- i Wschodniochińskiego. Wątpię natomiast, by polityka była elementem jakkolwiek odstraszającym turystów. Co prawda Tajwan – na arenie międzynarodowej zwany też Chińskim Tajpej – ma dość napięte stosunki z kontynentalnym mocarstwem, jednak konflikt z Chinami nie ma szczególnego wpływu na funkcjonowanie nieuznawanej przez społeczność międzynarodową republiki. Ba, jako obywatele Unii Europejskiej możemy polecieć tam nawet bez wizy, o ile nasz pobyt nie przekroczy 90 dni.

Zdecydowanie bardziej niż przez politykę Tajwan cierpi z powodu łatki kraju silnie uprzemysłowionego. Stołeczne Tajpej oczywiście robi wrażenie, jednak miastu daleko do Hongkongu czy Makau. Reszta wyspy to natomiast wielka niewiadoma nawet dla osób, które choć pobieżnie interesują się azjatyckimi klimatami. Być może jest to efekt swoistej izolacji na arenie międzynarodowej, jednak skutek jest taki, że dla przeciętnego europejczyka to kraj Asusa, Acera, MSI czy HTC. Przyznacie chyba, że nawet czołowe pozycje wśród największych światowych producentów branży komputerowej nie są szczególną zachętą dla osoby, która chciałaby pozwiedzać? Ostatecznie sprawa wygląda więc tak, że spośród wspomnianych dziesięciu milionów zdecydowana większość odwiedza Tajpej i leci dalej – tymczasem można inaczej!

Tajwan, czyli “chińska Japonia”

Tajpej nocą, fot. Pixabay
Tajpej nocą, fot. Pixabay

Był taki okres w historii wyspy, gdy władzę nad nią sprawowali Japończycy. W ciągu pięćdziesięciu lat (1895-1945) udało się wpoić mieszkającym tu chińskim imigrantom sporo tamtejszych zasad. Dziś nie trudno więc o nawiązania zarówno mentalne, jak i kulturowe – i wszechobecne sushi, rzecz jasna. Być może właśnie dlatego po II wojnie światowej rozwinięta na japońską modłę prowincja nie chciała wrócić w objęcia Państwa Środka. Wielki wpływ na tę decyzję miało też przejęcie władzy przez komunistów, które poskutkowało “tymczasową” ewakuacją rządu Republiki Chińskiej właśnie na Tajwan. Mimo wszystko nie zapomniano więc o korzeniach, a jedynie spleciono je z naleciałościami innej krzewionej tu kultury. I wyszło zjawiskowo!

W tym kontekście może nawet lepiej, że Tajwan jest niewielkim krajem? Dzięki temu potrzeba stosunkowo mało czasu na jego zwiedzenie (o ile w ogóle zamierzamy ruszyć poza Tajpej). A jest co zwiedzać, bo to nie tylko japońskie i chińskie naleciałości. To Azja w pigułce.

Jeden z domów w "Tęczowej Wiosce" znajdującej się w mieście Taizhong, fot. Pixabay
Jeden z domów w “Tęczowej Wiosce” znajdującej się w mieście Taizhong, fot. Pixabay

Miłośnicy rozświetlonych neonami miast (czy po prostu wielkomiejskiego szaleństwa w azjatyckim stylu) udadzą się do Tajpej. Tam znajdziemy zatłoczone, typowo azjatyckie uliczki ze straganami uginającymi się pod lokalnymi przysmakami, ale też dziwactwa pokroju Modern Toilet Restaurant (jakież to japońskie!). Inne miasta, choć znacznie mniej zjawiskowe (może poza Kaohsiung), także kuszą choćby dzięki temu, że nie są aż tak oblegane przez turystów. Nie brak tu też ciekawostek pokroju Tęczowej Wioski w Taizhong czy miasteczka Jiufen, które możecie kojarzyć z kultowego “Spirited Away” Hayao Miyazakiego. Co więcej, na drugim końcu wyspy w Kaohsiung na chętnych czeka nawet “jaskinia Batmana”, będąca ciekawym zwieńczeniem podróży przez Tajwan. Zanim jednak przemierzymy wyspę, zobaczymy wiele majestatycznych miejsc.

Nie tylko miejska dżungla…

Mother Bridge – jeden z charakterystycznych punktów Parku Narodowego Taroko, fot. Pixabay
Mother Bridge – jeden z charakterystycznych punktów Parku Narodowego Taroko, fot. Pixabay

Jeszcze lepsze w Tajwanie jest to, że nawet pod względem walorów naturalnych świetnie oddaje klimat Chin. Tych właściwych – oddalonych od wielkich metropolii, skupionych na kultywowaniu szacunku dla środowiska. Liczne, strome wzgórza gęsto porośnięte drzewami, wodospady. Natura, którą ludzkie budowle przecinają, ale nie przysłaniają, to jedna z wizytówek tego kraju. Wystarczy opuścić miast, choć dla zwiększenia intensywności doznań warto odwiedzić któryś z parków narodowych – najlepiej Taroko. Wrażenia murowane, choć oczywiście nie dla każdego konieczne.

Właściwie jedyną grupą turystów, która może być z wyprawy do Tajwanu niezadowolona, są fani plażowania. Wyspiarski kraj nie oferuje co prawda złotych piasków i ciepłych wód, ale umówmy się – nie jedziemy tam wypoczywać, jedziemy zwiedzać. O ile jednak wybrzeże nie nadaje się do wylegiwania, o tyle wzrokowe walory nam to zupełnie rekompensują. Patrząc na kamienistą linię brzegową wyspy Ho Ping, możemy zobaczyć niszczycielskie piękno natury i jeszcze się nim zachwycić! Klify nieopodal, ale przede wszystkim te nietypowe formy skalne w promieniach zachodzącego słońca nabierają wręcz romantycznego klimatu.

Jezioro Meinong w Kaohsiung (Tajwan), fot. Pixabay
Jezioro Meinong w Kaohsiung (Tajwan), fot. Pixabay

Natura czy miasto… a dlaczego nie obie te opcje? Chyba najlepszym pomysłem, jaki można zrealizować w Tajwanie (przy założeniu, że mamy na czas i środki), jest podróż od Tajpej na południe. Da nam to szansę nie tylko na podziwianie wspaniałej natury, ale i poznanie lokalnej kultury poza stołecznym gwarem. Nie trudno bowiem domyślić się, że w Tajpej życie przebiega nieco inaczej, a przez to zmienia się też nastawienie. Tymczasem Tajwańczycy od zawsze uchodzą za jeden z najbardziej przyjaznych narodów – warto dać im szansę, by to pokazali.

Sam do końca nie jestem pewny, czy można nazwać Tajwan “niedocenianym kierunkiem turystycznym”. Liczba odwiedzających ten kraj z każdym rokiem rośnie, ale jakoś nie przekłada się to na społeczną świadomość. Nawet rozpoznawalne Tajpej niewiele mówi większości… i może właśnie w tym tkwi siła Republiki Chińskiej? Dziesięć milionów turystów rocznie to sporo, nawet jeśli stanowi to jedynie 1/3 liczby odwiedzających Tajlandię, Malezję, Hongkong czy Makau. Mniej ludzi to jednak większa szansa, by podróżować spokojnie i – co najważniejsze – wciąż stosunkowo tanio. A czy warto? Nie wiem, czego (poza plażowaniem) można by oczekiwać, by Tajwan tych oczekiwań nie spełnił. Ostatecznie bowiem wśród licznych pagód, niesamowitej natury, żywych miast i świetnej kuchni każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Złoty Budda z Fo Guang Shan Buddha Museum w Kaohsiung (Tajwan), fot. Pixabay
Złoty Budda z Fo Guang Shan Buddha Museum w Kaohsiung (Tajwan), fot. Pixabay
Autor artykułu
More from Damian Halik

Koncepcyjny Lexus GXOR jak marzenie globtrotera

Luksus i jazda terenowa nie mają zazwyczaj po drodze, ale w głowach...
Czytaj wiecej