Chiński rząd (jeszcze) nie czyta w myślach obywateli, a technologia nadzoru emocjonalnego to bujda

Czy chińska technologia nadzoru emocjonalnego w ogóle działa?, fot. Robert Bibeau
Czy chińska technologia nadzoru emocjonalnego w ogóle działa?, fot. Robert Bibeau
W pogoni za technologicznym postępem łatwo o półprawdy, których celem jest budowanie wizerunku nie do końca odpowiadającego stanowi rzeczywistemu. I prawdopodobnie właśnie tym jest "Technologia nadzoru emocjonalnego", którą wprowadzono w chińskich fabrykach oraz wojsku.

Skandal związany z wykorzystywaniem przez firmę Cambridge Analytica danych użytkowników Facebooka zatrząsł niemal całym technologicznym światem. “Wszechobecna inwigilacja”, którą de facto sami sobie zgotowaliśmy, była w ostatnich tygodniach jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej. Wiele wskazuje na to, że… nieco na wyrost. Podczas gdy oczy wszystkich zwrócone były na tłumaczącego się przed amerykańskim Kongresem Marka Zuckerberga, Chińczycy niechcący stanęli w jego obronie. A przynajmniej tak można odebrać ogłoszenie, że posiadają znacznie bardziej zaawansowany system inwigilacji obywateli. Technologia nadzoru emocjonalnego, o której na przełomie kwietnia i maja poinformowała gazeta “South China Morning Post”, może jednak nie działać. Jeszcze.

O sprawie doniósł Stephen Chen. Według ujawnionych przez niego informacji skandal związany z Facebookiem to nic w porównaniu z rządowym programem inwigilacji chińskich obywateli. Technologia nadzoru emocjonalnego miała być stosowana wobec robotników linii produkcyjnych, żołnierzy oraz maszynistów kolei dużych prędkości. System oparto na czujnikach podobnych do elektrod wykorzystywanych podczas badania EEG. Bezprzewodowe sensory umieszczano – podobno – w roboczych nakryciach głowy, będących częścią uniformów. Pracownicy oczywiście wiedzą o wszystkim, a sama technologia nadzoru emocjonalnego jest stosowana przynajmniej od 2014 roku. I tu pojawia się pytanie: w czym problem?

"Czepki" wykorzystywane podczas badań EEG, na których bazuje chińska technologia nadzoru emocjonalnego, fot. Oli Scarff (Getty Images)
“Czepki” wykorzystywane podczas badań EEG, na których bazuje chińska technologia nadzoru emocjonalnego, fot. Oli Scarff (Getty Images)

Elektroencefalografia jest badaniem diagnostycznym wykorzystywanym na całym świecie. Na to, by użyć jej poza gabinetem lekarskim, wcale nie wpadli Chińczycy – oni po prostu wprowadzili ją na szeroką skalę do przemysłu. Wcześniej z tej metody korzystali między innymi amerykańscy sportowcy, którzy chcieli poprawić swoje wyniki (a jak wiadomo, głowa to połowa sukcesu). Jak więc technologia nadzoru emocjonalnego działa w chińskich fabrykach? Monitorowanie pracy mózgu każdego z pracowników pozwala na zbadanie ich stanu mentalnego. Na wielu stanowiskach jest on jednym z czynników decydujących o wydajności, co oznacza, że odesłanie rozkojarzonej osoby do domu ma widoczny wpływ na efektywność pracy całej linii produkcyjnej, którą dany pracownik mógł spowolnić. Tylko tyle i aż tyle. Z systemu korzystają największe chińskie firmy i nikt w Państwie Środka nie ma wątpliwości, że przynosi on wymierne korzyści.

Tyle teorii. Nie należy jednak brać tych doniesień zupełnie na poważnie. EEG to badanie bardzo czułe na wszelkie bodźce. Otwieranie bądź zamykanie ust czy nawet ruchy gałek ocznych mogą wpłynąć na wyniki. Ponadto celowo jest one przeprowadzane “na mokro”, gdyż specjalny żel pomaga w ukierunkowaniu sygnałów. Te wszystkie ograniczenia nie mogłyby natomiast zostać wyeliminowane w formie, jaką przedstawiają Chińczycy. Badanie “na sucho”, w ciągłym ruchu i prowadzone na tysiącach osób jednocześnie byłoby niemal niemożliwe do poprawnego przeprowadzenia. Technologia nadzoru emocjonalnego musiałaby przekroczyć także jeszcze jedną barierę – problematyczne obecnie zestawienie wyników encefalografii ze stanami emocjonalnymi człowieka.

Czy chińska technologia nadzoru emocjonalnego w ogóle działa?, fot. Getty Images
Czy chińska technologia nadzoru emocjonalnego w ogóle działa?, fot. Getty Images

Załóżmy jednak, że Chińczycy wykonali wielki postęp i ich system działa. Czy można mówić o tym, że technologia nadzoru emocjonalnego rzeczywiście jest naruszeniem prywatności czy wręcz inwigilacją pracowników? Szczerze wątpię. Wszelkie “futurystyczne” rozwiązania tego typu zawsze wiążą się z przywoływaniem “Roku 1984” George’a Orwella. To jednak obawy zdecydowanie na wyrost. Jak na razie system nie wykracza poza monitorowanie pracy mózgu, który – tu chyba wszyscy są zgodni – decyduje o naszym funkcjonowaniu. O ile działa! Jeśli więc mielibyśmy popełnić błąd, który wyeliminować może prowadzone na bieżąco badanie elektroencefalografem, zdaje się to nie tylko nie szkodzić pracownikom, ale przede wszystkim przynosić zysk pracodawcy. Przywołane przez Chena liczby mówią same za siebie – zyski firm, które wdrożyły technologię, w ciągu czterech lat stopniowo rosły od kilkuset milionów do nawet kilku miliardów juanów (odpowiednie kilkadziesiąt i kilkaset milionów dolarów).

Prawdziwym problemem jest tu natomiast rozwój tej technologii. Zachodnie firmy już teraz widzą w tym systemie wroga, ponieważ sprawne korzystanie z jego dobrodziejstw to prosty przepis na odskoczenie przez chińskie przedsiębiorstwa konkurencji. Niepokojące jest jednak to, że technologia nadzoru emocjonalnego wykorzystywana jest także w chińskiej armii, o czym nie mówi się już tak otwarcie, jak o sukcesach tamtejszych firm. Naukowcy z szanghajskiego Fudan University oraz tamtejszego szpitala donoszą też, że trwają badania nad nowymi zastosowaniami tego systemu. W grę wchodzą między innymi kontrola agresji oraz umożliwienie sterowania urządzeniami za pomocą myśli. Tu jednak wchodzimy na tematy bliższe science fiction, które – jak na razie – na Zachodzie są bagatelizowane. Wszystko wskazuje więc na to, że niewielki raban podniesiony w amerykańskich mediach obrazuje starą prawdę: jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o kasę.

Autor artykułu
More from Damian Halik

“Irlandczyk” kolejnym ciosem Netflixa w Hollywood?

Streamingowy gigant pokazał już śmietance branży filmowej, że jest w stanie odnieść...
Czytaj wiecej