Gucci × Oura Ring – zdrowo i luksusowo

Wearable technology, czyli poszerzające nasze garderoby urządzenia elektroniczne, od kilku lat coraz mocniej wpisują się w codzienność. Wszelkie smartgadżety są dziś powszechne, a ich funkcjonalność i forma oczywiście zależne są między innymi od tego, ile jesteśmy w stanie zainwestować w nasze zdrowie. Pierścienie Oura Ring nie są tu wyjątkiem. Trzeba jednak przyznać, że na tle smartwatchy czy bliźniaczo podobnych do siebie opasek sportowych fiński produkt od razu się wyróżnia.

Precyzja i minimalizm

Oura
Fot. Oura Health

Fińska firma istnieje od niemal dekady, ale pierwszy swój pierścień zaprezentowała zaledwie sześć lat temu. Niewielki, nierzucający się w oczy, a przy tym niezwykle precyzyjny gadżet doczekał się jak dotąd trzech generacji – ostatnia zadebiutowała jesienią zeszłego roku. Wyposażony w liczne czujniki Oura Ring zbiera informacje biometryczne o stanie naszego zdrowia. Mierzy między innymi tętno czy temperaturę ciała, ale przedstawiciele firmy podkreślają, że powstał przede wszystkim z myślą o monitorowaniu snu.

Mogłoby się wydawać, że to nic nadzwyczajnego – wszak dokładnie to samo robią wszelkiej maści smartbandy, ale diabeł tkwi w szczegółach. Finowie są natomiast przekonani, że ich produkt jest w kwestii wydajności bezkonkurencyjny, oferując o wiele precyzyjniejsze pomiary dzięki większej częstotliwości ich przeprowadzania. Co ciekawe, głośno o Oura Ring zrobiło się w połowie 2020 roku, kiedy to firma nawiązała współpracę z NBA.

Media obiegła wówczas informacja, że fiński pierścień jest tak dokładny, iż potrafi wykryć zakażenie koronawirusem nawet na trzy dni przed wystąpieniem objawów. Władze najlepszej ligi koszykarskiej świata – jak wiele organizacji sportowych – szukały w tym czasie wszelkich sposobów, by dokończyć sezon. Pierścienie Oura Ring monitorujące zawodników najlepszych drużyn w trakcie zamkniętych play-offów miały to umożliwić.

Tym razem o Oura Ring usłyszeli także miłośnicy mody

Gucci × Oura Ring
Fot. Gucci × Oura Ring

Ogłoszenie współpracy fińskiej firmy z Gucci wywołało niemałe poruszenie. Marki modowe coraz częściej kolaborują z producentami odzieży sportowej, pójście w kierunku technologii zdrowotnych zdawało się więc jedynie kwestią czasu. Projekt promuje hasło o "celebracji indywidualności i odkrywaniu siebie od wewnątrz". Zdrowie w tym rozumieniu staje się więc podróżą złożoną z codziennych decyzji, nie zaś celem samym w sobie.

Pierścień Gucci × Oura Ring swój luksusowy charakter zdradza już na pierwszy rzut oka. Urządzenie – podobnie jak standardowe pierścienie marki – oczywiście wykonano z tytanu, ten jednak pokryto czarnym korundem oraz zdobieniami z osiemnastokaratowego złota. Dodatkowo jest on okrągły, podczas gdy inne produkty Finów zawsze miały spłaszczoną jedną stronę. Niezmienna jest natomiast waga – zaledwie cztery gramy. I tu pojawiają się niewielkie kontrowersje. Tak naprawdę mówimy o Oura Ring 3. generacji odzianym w bardzo luksusowe szaty. Standardowa wersja tego produktu kosztuje 300 dolarów (około 1300 złotych), podczas gdy pierścień Gucci × Oura Ring wyceniono na 950 dolarów (ponad 4100 złotych).

Technologicznie oba urządzenia nie odbiegają od siebie, płacimy więc przeszło trzykrotnie więcej za symbol Gucci – choć to też nie do końca prawda. Trzeba bowiem dodać, że wraz z droższym gadżetem otrzymujemy dożywotnią subskrypcję aplikacji Oura, która normalnie kosztuje 6 dolarów miesięcznie. Rzecz jasna można korzystać z pierścienia bez niej, ale dopiero pełny dostęp do danych pozwala nam na wykorzystanie możliwości urządzenia. Kwestią dyskusyjną pozostaje to, czy będziemy korzystać z Gucci × Oura Ring przez niemal dekadę. Przy założeniu, że rocznie zaoszczędzimy na subskrypcji 72 dolary, różnica między standardową a luksusową wersją urządzenia zwróci się po dziewięciu latach.

Pin It
Damian Halik

Damian Halik

Kulturoholik, level 99. Czas na filmy, książki, komiksy i gry, generowany gdzieś między pracą a codziennymi obowiązkami, zawdzięcza opanowaniu umiejętności zaginania czasoprzestrzeni.