Najpiękniejszy symulator wyścigowy na świecie

Symulatory wyścigowe to dziś domena dwóch dziedzin: sportów motorowych oraz gamingu. W obu przypadkach niezwykle istotne są możliwości samego urządzenia i to, by oddawało doznania z toru w sposób maksymalnie realistyczny, ale gdy w grę wchodzi luksusowa zabawa, nie mniej istotny jest też jego design.

Symulator kojarzymy przede wszystkim z królową sportów motorowych, czyli Formułą 1, choć wykorzystuje się je we wszystkich tego typu sportach. W naszpikowanych najnowszymi technologiami urządzeniach kierowcy rozwijają bolidy, z których następnie ich zespoły korzystają na prawdziwych torach. Nie powinno więc dziwić, że jednym ze współtwórców firmy produkującej tego typu maszyny jest były rajdowy mistrz świata. David Richards od kilku dekad rozpycha się łokciami na rynku wyścigowym, a jego firma, Prodrive, niedawno zapisała kolejną kartę swojej historii.

Richards jest postacią niezwykle zasłużoną. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych był topowym pilotem rajdowym. Wraz z fińskim kierowcą Arim Vatanenem w 1980 zdobył Rajdowe Mistrzostwo Wielkiej Brytanii, a rok później sięgnąć po Rajdowe Mistrzostwo Świata. Po tym sukcesie Brytyjczyk postanowił przejść na emeryturę, ale nie opuścił branży. Zamiast jeździć, z powodzeniem prowadził zespoły i okołowyścigowe biznesy. W 1984 roku założył firmę Prodrive konstruującą bolidy. W 1989 nawiązał natomiast współpracę z marką Subaru, a pod jego skrzydłami rozwijały się talenty rajdowych legend – Colina McRae, Richarda Burnsa czy Pettera Solberga.

Symulator rozpoczyna nowy rozdział historii Prodrive

Najpiękniejszy symulator Prodrive Racing (proj. Ian Callum), fot. Prodrive

Choć David Richards ma na karku już siedemdziesiątkę, nie rezygnuje z aktywnego udziału w sportowym życiu. Poza zarządzaniem Prodrive jest też współwłaścicielem Aston Martina i fabrycznego zespołu wyścigowego tej marki. Jego firma konstruuje przede wszystkim samochody wyścigowe i infrastrukturę szkoleniową, ale symulator, który zaprojektowali wraz z Ianem Callumem, to zupełnie nowy rozdział w historii przedsiębiorstwa. A wszystko zaczęło się od wybuchu pandemii.

Kiedy świat realny się zamykał, wiele aktywności przeniesiono do świata wirtualnego. Nie inaczej stało się z wyścigami. Początkowo nowy symulator Prodrive służyć miał właśnie rywalizacji zespołu Richardsa w wirtualnym wyścigu Le Mans. Nie był to pierwszy symulator, który firma stworzyła. Dotąd jednak urządzenia te służyły głównie zapoznawaniu się z torami, na których drużynie przyjdzie się ścigać. Co jednak ciekawe, wyjątkowy wygląd nowego modelu zawdzięczamy po części żonie zasłużonego rajdowca.

Symulator Prodrive Racing (proj. Ian Callum), fot. Prodrive

Podobno Richards zapragnął, by jedno z takich urządzeń zagościło w jego willi – jako jeden z gadżetów w pokoju zabaw. Jego żona jasno jednak zakomunikowała mu: „Po moim trupie”. Kobieta miała świadomość, jak wyglądają symulatory wyścigowe – jak nieporęczne i brzydkie są. Założyciel Prodrive i ten problem potrafił jednak rozwiązać. Tak w jego głowie zrodził się kolejny pomysł – współpraca z Ianem Callumem, uznanym projektantem przez lata związanym między innymi z Jaguarem i Land Roverem, a od 2019 roku prowadzącym własne studio projektowe.

Prodrive i Callum stworzyli wyjątkowe urządzenie

Symulator Prodrive Racing (proj. Ian Callum), fot. Prodrive

Designerski symulator jego twórcy porównali do fortepianu. Chcieli, by gadżet można było postawić na widoku bez psucia wystroju wnętrza. Prodrive odpowiadało więc za techniczną stronę przedsięwzięcia, tworząc urządzenie bezkompromisowe. Richards miał świadomość, że rynek tego typu domowych symulatorów bardzo szybko się rozwija, dlatego – by być konkurencyjnym – zaproponował nowy poziom doznań. Ich dzieło ma oferować to, czego doświadczają zawodowi kierowcy. Wtórował mu projektant, który wprost stwierdził:

Chciałem zaproponować coś, co ludzie po prostu chcieliby kupić jako przedmiot sam w sobie. - Ian Callum

Dzięki partnerstwu najnowszych technologii i designu najwyższych lotów powstał symulator wyjątkowy. Coś, co zapewni swoim nabywcom doznania już na pierwszy rzut oka. Wygląda niczym współczesna rzeźba, ale mieści w sobie najnowocześniejszy sprzęt pozwalający poczuć się jak na torze wyścigowym. Oczywiście nie jest to gadżet tani, kosztuje bowiem ponad 40 000 funtów. Szczegóły znajdziecie tutaj. Za najlepszą rekomendację należy jednak uznać słowa pani Richards. Nie tylko zaakceptowała pojawienie się symulatora w domu, ale – jak relacjonuje jej mąż – tak zachwycił ją kształt urządzenia, że pozwoliła ustawić je w salonie.

Symulator Prodrive Racing (proj. Ian Callum), fot. Prodrive

Na górze strony: Prodrive Racing Simulator (proj. Ian Callum), fot. Prodrive

Pin It
Damian Halik

Damian Halik

Kulturoholik, level 99. Czas na filmy, książki, komiksy i gry, generowany gdzieś między pracą a codziennymi obowiązkami, zawdzięcza opanowaniu umiejętności zaginania czasoprzestrzeni.