“Ted Lasso” – bohater, którego potrzebowaliśmy [Recenzja]

Jason Sudeikis, Ted Lasso, Apple TV+
Jason Sudeikis jako tytułowy bohater serialu "Ted Lasso", fot. Apple TV+
Gdybym usłyszał dwa lata temu, że jeden z najlepszych aktualnie seriali będę oglądał na Apple TV+, nie uwierzyłbym. To jednak prawda – "Ted Lasso" jest absolutnie wyjątkowy.

Liczba platform streamingowych jest obecnie tak duża, że w pewnych momentach trudno się zdecydować na wieczorną rozrywkę. Czasami czas, przez jaki wybieramy coś do obejrzenia, niemal dorównuje metrażowi wybranej pozycji. Są jednak takie tytuły, po które powinniśmy sięgnąć i od których nie będziemy mogli się oderwać. Tak jak “Ted Lasso”.

Bohater znikąd

Jason Sudeikis, Ted Lasso, Apple TV+
Jason Sudeikis w serialu “Ted Lasso”, fot. Apple TV+

Serial od Apple TV+ pojawił się na platformie dość nieoczekiwanie w lecie zeszłego roku. Zdecydowanie nie był to jeden z tych najbardziej promowanych tytułów, które miały popularyzować nową usługę od Apple. Szybko jednak okazało się, że to właśnie na taki serial wszyscy czekali i bardzo szybko zaczął on odnosić sukcesy.

Dziś tytuł ma już na koncie kilka nagród Emmy (co nie udało się żadnemu debiutującemu serialowi komediowemu) oraz szereg innych statuetek. Choć od początku to takie tytuły jak “The Morning Show” czy “For All Mankind” były najgłośniejsze, to właśnie “Ted Lasso” rządzi u Apple’a. I nic dziwnego! To niemal doskonała produkcja, która, choć wydaje się przewidywalna, zaskakuje na każdym kroku.

Poradnik pozytywnego myślenia

Hannah Waddingham, Apple TV+
Hannah Waddingham w serialu “Ted Lasso”, fot. Apple TV+

Trener futbolu amerykańskiego Ted Lasso przyjeżdża do Londynu, by poprowadzić jeden z tamtejszych klubów piłki nożnej. Choć początkowo nie jest mile widziany ani przez zawodników, ani przez kibiców czy też dziennikarzy sportowych, szybko się to zmienia. Nasz bohater jest bowiem niezwykle ciepłym i pogodnym człowiekiem, który cały czas stara się myśleć pozytywnie. Dodatkowo wszystkich tym podejściem do życia zaraża. Początkowo odbiłem się o tego serialu. Po obejrzeniu pierwszego odcinka dałem z nim sobie spokój. Kilkanaście tygodni później postanowiłem jednak dać mu drugą szansę. W ten właśnie sposób zostałem ogromnym fanem “Teda Lasso”.

Twórcy

Cristo Fernandez, Apple TV+
Cristo Fernandez w serialu “Ted Lasso”, fot. Apple TV+

Za stworzenie serialu odpowiedzialny jest Bill Lawrence, który wiele lat temu stworzył między innymi jeden z moich ulubionych tytułów – “Scrubs” (w Polsce emitowany jako “Hoży doktorzy”). Nic więc dziwnego, że ostatecznie doskonale się odnalazłem w klimacie serialu. Co więcej, za produkcję odpowiedzialny jest również odtwórca tytułowej roli – Jason Sudeikis.

Przyznaję, że jest on największym zaskoczeniem i to zapewne nie tylko dla mnie. Sudeikisa większość osób może kojarzyć z rozmaitych amerykańskich komedii, często nazywanych głupotkowatymi. Tu zobaczymy go jednak w innym wcieleniu. Choć wciąż jest to serial komediowy, często wchodzący na pole absurdu, to jednak jest tu również sporo miejsca na dramatyzm – zwłaszcza w drugim sezonie.

Druga połowa

Brendan Hunt, Jason Sudeikis i Nick Mohammed, Ted Lasso, Apple TV+
Brendan Hunt, Jason Sudeikis i Nick Mohammed, fot. Apple TV+

Wyczekiwany przez wszystkich drugi sezon “Teda Lasso” miał premierę w lipcu tego roku. Co tydzień mogliśmy oglądać kolejne odcinki, które tym razem były nieco dłuższe niż w pierwszym sezonie. Trwały od trzydziestu do nawet sześćdziesięciu minut, lecz bardziej to cieszyło, niż zniechęcało. Twórcy serialu mieli wiele prostych ścieżek, którymi mogli podążyć, tworząc kolejną serię. Na szczęście jednak nie podążyli żadną z nich. Choć główna oś fabularna wynika bezpośrednio z zakończenia ostatniego odcinka pierwszego sezonu, to pojawia się tu wiele nowych wątków.

Wątków tak ważnych, że sama piłka nożna niejako schodzi na drugi plan. Wszystko jest jednak mistrzowsko napisane. “Ted Lasso” porusza tu takie tematy jak toksyczna męskość, wyrażanie emocji i uczuć, komunikacja w związkach czy próba odnalezienia się w społeczeństwie. Przy tych wszystkich ważnych kwestiach ani na chwilę nie odchodzi natomiast od swojej lekkości i umiejętności przekazu. Szczerze mówiąc, już dawno nie spotkałem się z tak dobrym sposobem, by o rzeczach ważnych opowiadać humorem, nie tracąc na tym poczucia, że mówimy o czymś ważnym. To wielka sztuka, która twórcom się znakomicie udała.

Czekamy na kontynuację

Juno Temple, Apple TV+
Juno Temple w serialu “Ted Lasso”. fot. Apple TV+

“Ted Lasso” to serial, o którym można pisać wiele. Fenomenalnie napisany, jeszcze lepiej zagrany, poruszający ważne kwestie społecznie, nie będąc przy tym nadętym. Każdy odcinek jest inny. Po każdym można poczuć gęsią skórkę. Dla przykładu, w sierpniu miała miejsce emisja odcinka świątecznego (tak, bożonarodzeniowego) i był on lepszy niż większość tego typu odcinków innych seriali czy nawet niż filmy świąteczne. To doskonały przykład na to, że wciąż jest miejsce na świeżość w telewizji. Dlatego cieszę się, że serial został przedłużony o kolejny sezon. Zapewne przyjdzie nam na niego poczekać do przyszłego roku, ale już teraz powrót Teda Lasso jest jednym z najbardziej przeze wyczekiwanych.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Spokój we wnętrzu Lexusa LC Convertible

Każdy miłośnik motoryzacji otwarcie przyzna, że auto ma nie tylko super wyglądać...
Czytaj wiecej