Test krwi wystarczy, by wykryć raka?

Test, Badanie krwi, Pixabay
Fot. Pixabay
Czy płynna biopsja będzie kolejnym triumfem nauki? Brytyjscy naukowcy twierdzą, że opracowali test, który z zaledwie kilku mililitrów krwi pozwoli wykryć jednego z kilkudziesięciu nowotworów. Trwają badania kliniczne ich przełomowego wynalazku, choć nie brak też obaw.

Naukowcy z Wielkiej Brytanii pracują nad testem, który pozwoli wykrywać kilkadziesiąt rodzajów raka z niewielkiej próbki krwi. Według pierwszych informacji do rozpoznania odpowiednio wcześnie pięćdziesięciu jeden odmian nowotworów złośliwych wystarczy zaledwie 10 ml krwi. Czy naprawdę badania mogą okazać się tak skuteczne? Metodę nazwano płynną biopsją.

Już w 2019 roku informowano o metodzie wykrywania nowotworów za pomocą badań krwi. Wówczas twórcy testu tłumaczyli, że wraz z rozwojem nowotworu w krwiobiegu pojawiają się fragmenty zmutowanego DNA, które można wykryć za pomocą odpowiednich metod. Problemem miał być fakt, że zmiany mogą być na tyle znikome, że układ odpornościowy może je pokonać i nie dopuścić do rozwoju.

Test trafi do kolejnej grupy badawczej

Płynna biopsja polega na wspomnianym odnalezieniu fragmentów DNA w naszej krwi, które noszą widoczne zmutowane zmiany. Zaledwie 10 ml ma pozwolić na ustalenie, jaki to nowotwór. Test musi być zatem niezwykle skuteczny. Wśród wykrywanych odmian znajdują się przede wszystkim te niezwykle groźne, które namnażają się i zaczynają naciekać okoliczne tkanki. Oczywiście nietrudno się domyślić, że czas wykrycia takiego schorzenia jest niezwykle istotny dla jego leczenia i przeżycia pacjenta.

Właśnie ruszają kolejne, jeszcze dokładniejsze badania. Poddanych próbie zostanie około stu czterdziestu tysięcy Brytyjczyków w między pięćdziesiątym a siedemdziesiątym siódmym rokiem życia. Pobrane zostaną od nich trzy próbki w rocznych odstępach. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w 2024 roku przetestować będzie się mogło około miliona osób.

Test mógłby uratować mnóstwo ludzi, a w przyszłości stać się standardowym narzędziem do badania okresowego pacjentów. Wątpliwości wobec tego wyraża jednak choćby amerykański naukowiec H. Gilbert Welch:

Problem polega na tym, że wprowadzenie nowej metody wykrywania raka zawsze prowadzi do zwiększenia liczby pacjentów, u których rozpoznajemy chorobę. Pytanie brzmi: czy wykrywanie raka na wczesnym etapie za pomocą płynnej biopsji faktycznie sprawi, że ci pacjenci będą żyć dłużej?

Dochodzi do tego także problem wydolności systemu

Welch podchodzi do problemu niemalże filozoficznie. Jego pytanie nie, choć przewrotne, sięga do sedna. Chodzi przede wszystkim o fakt, że wczesne wykrycie nie zawsze ma znaczenie. Wiele zmian nowotworowych, nawet wykrytych we wczesnym stadium, pozostanie bowiem nieuleczalnymi. Jakość życia pacjenta, który dowie się, że wykryto u niego nowotwór, ale nie można z nim nic zrobić, bez wątpienia ulegnie pogorszeniu.

System to druga strona medalu. Dzięki zwiększonej wykrywalności onkologia musiałaby zmierzyć się z większą liczbą pacjentów. Nie trzeba natomiast dodawać, że problemy z poziomem jej finansowania występują nie tylko w Polsce. Proces odpowiedniego przestawienia systemu kosztowałby zatem wiele i trwał dość długo. Z kolei badania nad płynną biopsją mogą potrwać jeszcze nawet dekadę. Dziś test jest także dość drogi. Potwierdzenie jego skuteczności może jednak wywołać popyt, który sprawi, że to się zmieni. Do tego jednak jeszcze długa droga, a w najbliższych latach przekonamy się, czy płynna biopsja rozwiąże kolejne nowotworowe problemy.

Autor artykułu
More from Kamil Jabłczyński

Smart Rope, czyli jak mądrze skakać

Każdego dnia staraj się być lepszą wersją siebie z wczoraj - mawiają...
Czytaj wiecej