The Flaming Lips mają pomysł na pandemiczne koncerty?

The Flaming Lips, The Tonight Show, Jimmy Fallon, NBC, NBCUniversal
The Flaming Lips podczas czerwcowego występu w "The Tonight Show" Jimmy'ego Fallona, fot. NBCUniversal
Trasa koncertowa promująca nową płytę amerykańskiego zespołu rozpocznie się dopiero w styczniu 2021, ale już teraz muzycy testują swoje antycovidowe pomysły na bezpieczną zabawę pod sceną. Niedawny minikoncert kapeli to kolejny sygnał, że sztuka znajdzie sposób.

Wayne Coyne i jego trupa od trzydziestu siedmiu lat udowadniają, że ich kreatywność jest niczym nieograniczona. Talent lidera The Flaming Lips do zawstydzania rzeczywistości nie mógł więc nie skonfrontować się z pandemią. 11 września kapela z Oklahomy wydała nową płytę – “American Head”. Z powodu sytuacji na świecie nie mogli jednak ruszyć w trasę, jaka niemal zawsze towarzyszy nowym wydawnictwom muzycznym. To zaś poskutkowało poszukiwaniem sposobu, jak owo przedsięwzięcie zorganizować bez narażania kogokolwiek. Pomysł trzeba nieco dopieścić, ale trudno odmówić muzykom inwencji.

Życie w bańce przestaje być metaforą

The Flaming Lips
Koncert z perspektywy perkusisty, fot. The Flaming Lips

Pomysł, by każdego z uczestników koncertu umieścić w dmuchanej bańce, brzmi absurdalnie… i taki właśnie miał być. Myśl ta chodziła bowiem po głowie wokalisty zespołu już dawno i nie jest reakcją na obecną sytuację. Już jesienią ubiegłego roku zdarzyło mu się wystąpić w kuli do zorbingu. Z kolei wiosną, gdy wybuchła epidemia, cała kapela grała w ten sposób. Tak też wystąpili w jednym z majowych “The Late Show” Stephena Colberta czy “The Tonight Show” Jimmy’ego Fallona w czerwcu. Gadżetu nie zabrakło też w klipie do “Flowers of Neptune 6” – pierwszego kawałka promującego nową płytę. Podobne zabawy Coyne uskuteczniał zresztą już… w latach 90., tyle że były one – no właśnie – zabawą.

Wiem, że to wyda się absurdalne, ale początkowo traktowaliśmy to jak coś zabawnego – może nie żart, a pewne urozmaicenie show, lecz teraz to wszystko zrobiło się strasznie poważne.

– Wayne Coyne, lider The Flaming Lips w rozmowie z “Brooklyn Vegan”

Podczas wspomnianego występu u Colberta powstał teledysk do kolejnego utworu z nowej płyty – “Dinosaurs On The Mountain”, który zaprezentowano 9 lipca. Można więc uznać to za próbę generalną przed ostatnim koncertem. W nagraniu widzimy bowiem zarówno członków zespołu, jak i widzów, zamkniętych w kulach. I dokładnie do tego odniesiono się podczas występu w oklahomskim Criterionie. Hala koncertowa gotowa przyjąć cztery tysiące osób tym razem musiała ograniczyć się do stu widzów – dla każdego przewidziano bowiem miejsce w kuli.

The Flaming Lips mają nad czym myśleć

Trasa koncertowa, która ma promować album “American Head”, rusza 25 stycznia – o ile nie wydarzy się najgorsze. Do tego czasu wiele może się zmienić, tak na lepsze, jak i najgorsze – to ta druga opcja jest niestety bardziej prawdopodobna. Koncerty więc najpewniej trzeba będzie odwołać, chyba że kapela dopieści swój szalony, ale wcale nie taki bezsensowny pomysł.

Niestety gumowe kule znacząco obniżają jakość dźwięku – tak u źródła, zaburzając jego emisję, jak i ponownie deformując go przed dotarciem do uszu widowni. Trudno zresztą o poczucie komfortu, skoro na dłuższą metę kule mogą zaparować, utrudniając widoczność, a nawet doprowadzić do omdleń. Problematyczne będzie również ewentualne wyjście do toalety czy baru. Najgorsza jest jednak matematyka. Wiadomo, że wypełnienie wielkich hal koncertowych niewielkim procentem widowni to raczej kiepski biznes, bo organizatorzy mogą dołożyć do interesu, zamiast zarobić. Próba uniknięcia takiego obrotu spraw może zaś drastycznie odbić się na cenach biletów. Jeśli jednak uda się w jakiś sposób rozwiązać te problemy, to kto wie, czy dla artystów nie będzie to światełkiem w tunelu prowadzącym do normalności.

Zorbing, Wayne Coyne, Instagram
Balony do zorbingu czekające na widownię, fot. Wayne Coyne/Instagram

Inna sprawa, że to nie jedyny pomysł na cieszenie się muzyką na żywo, jaki w trakcie pandemii testowano. Inne rozwiązania – wyłączając oczywiście streamingi online – korzystały jednak z sezonu letniego, a więc i odpowiedniej pogody. To pozwalało choćby na rozstawienie platform widokowych dla publiczności, jak podczas sierpniowego koncertu Virgin Money Unity Arena. Do normalności jednak droga jest jeszcze długa i zapewne kręta – trzeba więc doceniać inwencję.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Na Piccadilly Place “rzucono nowe światło” na historię Manchesteru

Designerzy z całego świata nieraz udowadniali, że odważne i przykuwające wzrok projekty...
Czytaj wiecej