THE PODRÓŻ CZ.10 – ISLAND OF MOZAMBIQUE

Być w Mozambiku i nie zobaczyć tej wyspy, to jak być w Polsce i nie zwiedzić Krakowa. Z tym, że IOM (pozwólcie, że w skrócie) jest dużo mniej od Krakowa zadeptana. Z punktu widzenia turysty to fantastycznie, mniej się cieszą miejscowi, utrzymujący się w znacznej mierze właśnie z turystyki.

Wyspa jest połączona ze stałym lądem dość długim mostem, po którym mogą jeździć tylko samochody osobowe, więc nasza taksówka z lotniska w Nacali (jakieś 100 km, jakieś 100 zł) wjeżdża nie tylko bez problemu, ale i wydaje się, że naburmuszony niską stawką kierowca jest jednak skłonny się z nami zaprzyjaźnić w celu odbycia ewentualnego kolejnego kursu. W Lonely Planet polecają hotelik w afrykańskiej części wyspy i gdyby nie wskazówki z przewodnika, nigdy byśmy go nie znaleźli. Mira, właścicielka, jest piękną uśmiechniętą kobietą, prawdziwą menadżerką, cudownie gościnną, do tego TROSZKĘ mówi po angielsku, a pokoik jest skromny, ale czysty i tani.

Pierwsze wspomnienie z IOM?

Otóż… wziąłem ze sobą trochę radiowych gadżetów, w Afryce takie małe podarunki są bardzo mile widziane. I podchodzi do mnie młody człowiek, dukając po angielsku zakomunikował, że chętnie przyjąłby ode mnie pieniądze „na zeszyty”. To nie było żebranie, to jakaś… próba skorzystania z białego bankomatu powiedziałbym. Odmówiłem, ale za to dostał ładny długopis. Kilka godzin później tłum złożony z nastolatków otoczył mnie z okrzykami Mister bolpen i z wyraźnym oczekiwaniem spełnienia ich piśmienniczych żądań. No cóż, poszło wszystko co wziąłem, ufam, że zachowają w pamięci białego z długopisami…

Ślady świetności IOM są dobrze zachowane, może poza Fortem Św. Sebastiana, który przechodzi renowację i który lepiej wygląda z morza niż z wewnątrz. W ogóle część „europejska” miasteczka wygląda trochę jak wspomniany już Kraków, szczególnie wieczorem przy zapalonych latarniach, to miejsce niesłychanie klimatyczne i po prostu – bardzo piękne, całkiem zasadnie wpisane na listę dziedzictwa Unesco.  A część afrykańska jest, no cóż, afrykańska, z domkami, wśród których można zabłądzić jak w labiryncie, ze sklepikami z mydłem i powidłem, dzieciakami bawiącymi się starymi oponami, czy – z grillami, na których wieczorami przysmażają się przysmaki na jeden kęs.

Wyspa była za dawnych czasów centrum handlu niewolnikami, których rękoma zresztą powstały istniejące do dziś budowle.

fot. Rafał Turowski

Mieszkało ich tu kilka tysięcy, setki tysięcy ruszyły stąd w świat, by już nigdy nie wrócić. Było to miejsce handlu między Afryką a Indiami, była tu stolica, był biskup, ten świat zaczął się kończyć w momencie zbudowania Kanału Sueskiego, przeniesiono stolicę do Maputo, zbudowano gdzie indziej port przeładunkowy, a potem wiek XX to m.in. wojna domowa w Mozambiku.

Szczęśliwie dziś miejsce jest spokojne, Europejczycy i Amerykanie prowadzą tu biznesy, można rzucić korporację i tutaj kupić i prowadzić hotel, a jakże, a po drugiej stronie kanału, przez który płyniemy łódką napędzaną siłą mięśni (nie naszych) czeka nas nieledwie eden, czas jak się okazało – totalnego rozleniwienia, kompletnego nic nierobienia, delektowania się końcem drogi i końcem białego świata (w sensie geograficznym).

W Cabaceira Village witają nas Chiara i Luca, rzymscy aktorzy będący tu na wakacjach, i prowadzący ten niespecjalnie dochodowy biznes w imieniu właściciela, pomagają im miejscowi, ucząc się przy okazji angielskiego, nie ma prądu, nie ma bieżącej wody, jest tylko ocean, nasz domek, plaża – i każdego wieczoru zimne duże piwo, o co Luca dba szczególnie, oszczędzając na ten cel, na zmrożenie piwa – energię w generatorze.

fot. Rafał Turowski

Ta beztroska w owym domku na końcu świata (30 km lądem do głównej drogi, godzina łódką od IOM, 1 km do absurdalnie drogiego i zupełnie pustego kurortu, ZAWSZE zupełnie pustego) to jedno z najfajniejszych wspomnień z tych wakacji, to jeden z głównych powodów, dla którego warto się przez najgorsze mozambickie drogi i bezdroża tłuc…

More from Rafał Turowski

Sypnęło premierami

Pierwsze premiery września w stołecznych teatrach nastrajają optymistycznie na cały właśnie rozpoczęty...
Czytaj wiecej