THE PODRÓŻ CZ.16 – Sao Antao

Tekst dzisiejszy może się wydać nieco egzaltowany, proszę o zrozumienie, dotyczyć bowiem będzie jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie, jakie widziałem. To wyspa Sao Antao, położona o godzinę drogi z Sao Vincente, i prom jest jedynym sposobem na dotarcie tutaj, brak zaś lotniska powoduje, że to miejsce nie jest jeszcze zadeptane, zatłoczone, skomercjalizowane. Jedźcie, póki czas, naprawdę, tylko jedna przesiadka plus prom.

Stolicą wyspy jest bezpretensjonalne miasteczko Porto Novo. Jest tu szpital, supermarkety, kilka hoteli, nic specjalnego, ale bardzo przyjemnie, jakoś tak…domowo… Nieopodal rozwidlenia na końcu miasteczka knajpa pod gołym niebem, panowie coś palą, mam wszelkie podstawy sądzić, że nie są to papierosy, zamawiamy sardynki z patelni, kilka złotych, połączenie tych smaku obłędnych ryb z zimnym piwem, będzie jednym z najsilniejszych wspomnień z Świętego Antoniego. O ości żebrał miejscowy kocur, miał ucztę…

Wypożyczamy auto (50 euro/doba) i ruszamy w objazd wyspy, „starą” drogą na północ. Po kilkunastu kilometrach, trochę się wspinając, mijamy poziom chmur. Obserwujemy ze wzniesienia południe wyspy i widoczne jak na dłoni Mindelo, naprawdę, brakuje jeszcze tylko jelenia na rykowisku. Jest taki punkt widokowy po drodze, z którego widać z kolei północ Sao Antao, dla kontrastu z południem – bardzo zieloną, z miasteczkami na wybrzeżu i domkami niemal wiszącymi na skałach.

Potem Riberia Grande, druga pod względem wielkości miejscowość na wyspie. Odbijamy w drogę boczną, która wije się wśród zboczy, by dramatycznie (ledwo zawróciłem) zakończyć się przed domem wiszącym nad przepaścią, w którym to domu trwają przygotowania do lanczu, pani domu wygląda przez okno z niepokojem, to tylko turyści. Jak się mieszka w takim miejscu? Gdzie kończy się droga, a może raczej… właśnie tu się zaczyna?

Nocujemy w Ponta del Sol

Kolorowe miasteczko z plażą, nieczynnym lotniskiem (silne wiatry uniemożliwiają lądowania, niestety doszło tu jakiś czas temu do katastrofy, po której lądowisko zamknięto) i wieloma hotelami. Kamienista plaża, na której jest jednak wielu kąpiących się, głównie tubylców, otoczona jest wysokimi klifami. Morze jest niespokojne, fale mocno uderzają o skały. Nie da się niestety na zapas napatrzeć, nasłuchać.

Sao Antao – koniec świata

To jest dokładnie tu. Na zachód nic już więcej nie ma, dalej już tylko Karaiby kilka tysięcy kilometrów w linii prostej. Rano wyprawa (tak, wyprawa) do Fontainhas. Raptem 3 kilometry, ale drogą jak w Andach, wiecie, taką na jeden samochód, niżej kilkusetmetrowa przepaść. O mijaniu nie ma mowy, jak się nie zauważy kogoś z naprzeciwka – trzeba cofać do mijanki.

Jest tu jak w bajce. Kolorowe domki na końcu klifu, leżące na kilkuset metrach nad poziomem morza, ze ścieżynką łączącą domostwa, z panią zapraszającą na herbatę, z najpiękniejszym widokiem świata z okien (wg National Geographic) na Atlantyk.

Wracamy „nową” drogą po wschodnim wybrzeżu. W miejscowości Paul odbijamy do wnętrza wyspy. Tam, na końcu drogi – elegancki hotel Maracuja z basenem. Turyści w dobrych butach i ich przewodnicy włóczący się po dramatycznie (i epicko oczywiście) zazielenionych wzniesieniach, i zazdrość bierze, że u nich są takie widoki i takie miejsca, a u nas – nie.

Trawa jest tu naprawdę bardziej zielona. Po południu – zachód wyspy, też ze świetną drogą, przez wsie, miasteczka, wziąwszy na łepka przygodnego podróżnego czy dwóch, uważając, żeby nie spaść z drogi w przepaść, znów dojeżdżając do końca drogi, bo dalej nie ma już nic, bo to koniec świata, a dla mieszkańców – pewnie świata początek. Wracamy do Porto Novo, nocleg, rano prom do Mindelo, znów przez rygę, chyba z małej litery, prawda?

W Sao Antao byłem pół roku temu. Tak do końca nie wyjechałem stamtąd. Nie da się, nie można, jakaś obsesja, coś freudowskiego, nieznośnego trzyma tam, przywołuje te wszystkie obrazy, obrazy, smaki, zapachy.  I – przyznam – nie jest to stan jakoś specjalnie przykry.

More from Rafał Turowski

Lista Lonely Planet 2019

Jak co roku autorzy prestiżowego wydawnictwa podróżniczego Lonely Planet wskazują te najciekawsze...
Czytaj wiecej