THE PODRÓŻ cz.6 MADAGASKAR TANANARYWA

Tananarywa wczesnym wieczorem fot. Rafał Turowski
Tananarywa wczesnym wieczorem fot. Rafał Turowski
Świat się raduje, że taka trudna nazwa, panie na geografii chętnie pytają, a w krzyżówkach – to co i rusz. Antananarywa właściwie, wielkości Warszawy mniej więcej, jest stolicą i największym miastem Madagaskaru, lokalni nie marnują czasu i zgłosek, mówią o swojej metropolii po prostu - Tana.

Niemiłosiernie zakorkowana, z miejscami nawet w ciągu dnia nie do końca bezpiecznymi (strach jak kradną, a wieczorem i w nocy ZAWSZE bierzemy taksówkę), jest jednak miastem ładnym, w każdym razie – jak na warunki afrykańskie. Francuzi pozostawili po sobie piękną architekturę i mnóstwo wzbudzających nostalgię peugeotów i citroenów, do tego miasto leży na wysokości ponad 1400 metrów, więc mieszkańcy cieszą się umiarkowanymi temperaturami, ba – nawet potrafi tu być dojmująco zimno. Haute Ville, starówka, leży na wzgórzach, z ulicami wijącymi się niczym serpentyna między pięknymi willami, jest szczególnie malownicze wieczorem, kiedy na owe wzniesienia pada ciepłe światło zachodzącego słońca, jest w tym widoku coś europejskiego, jakby włoskiego, jakby greckiego.

Lokalna knajpka ze znkomitymi pierożkami fot. Rafał Turowski

Punktem centralnym Tany jest jednak gwarny Plac Niepodległości.

Obok którego znajdujemy najelegantsze hotele i restauracje oraz pałac prezydencki, liczni ekspaci prz.ychodzą na Plac na kawę i lancz, miejscowi artyści prezentują tu swoje umiejętności, sprzedawcy pamiątek sprzedają pamiątki, dzieci żebrzą o pieniążek, a kieszonkowcy wypatrują co bardziej roztargnionych. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest jakieś piekło Kinszasy, najbardziej niebezpiecznego miasta świata. To po prostu centrum dużej afrykańskiej metropolii, z zadziwiająco relaksującą atmosferą, mimo wszystkich tych czynników. Trzeba mocno trzymać plecak, dzieciom nie dawać pieniędzy, a pamiątki kupować w sklepie, cóż – afrykańskie ABC. Dużo większe szanse na bycie pozbawionym majątku istnieją na targowisku położonym poniżej Placu (schodzimy po schodach niemal jak w Odessie), który to targ zajmuje chyba trzecią część śródmieścia i który – jak to w Afryce bywa – jest miejscem niesłychanie kolorowym, ciekawym, z bardzo dobrym ulicznym jedzeniem, co z kolei na tymże kontynencie jest rzadkością.

Cyrkowy pokaz na Placu Niepodległości fot. Rafał Turowski

W ogóle jedzenie w Tanie jest świetne. Znajdziemy bez problemu knajpki z daniami lokalnymi, z chińszczyzną, z francuszczyzną, jest kuchnia libańska i właściwie jaką kto sobie wymarzy, choć – polskiej nie spotkałem.

Takie maleńkie restauracyjki, będące często biznesem rodzinnym, karmią świeżo, obficie i bardzo tanio. Kilka razy złapałem się na przeliczaniu, bo wydało mi się niemożliwe, żeby pełen lancz z napojem kosztował 6 złotych, a jednak. Bardziej wymagający znajdą eleganckie restauracje w dawnym stylu, z kelnerami noszącymi nieprawdopodobnie mocno wykrochmalone kołnierzyki, z jedzeniem, jakiego Paryż czy Wiedeń by się nie powstydziły, a ze zdecydowanie niższymi cenami niż w Europie.

Może nie będę pisał, co jest w Tanie do zwiedzenia, a co można sobie darować, przecież każdy bierze jakiś przewodnik i sobie wybiera co lubi, a po drugie – jestem wrogiem „zwiedzania”, bo wolę się szwendać, włóczyć, chodzić bez planu, skręcać w ulicę, gdzie ładnie pachnie albo gdzie jest jakiś fajny sklepik. A tychże – z lokalnymi wyrobami, niekiedy bardzo pięknymi i gustownymi, jest w Tanie wiele, szczególnie w okolicach Placu Niepodległości. Fajna jest włóczęga po Haute Ville, bo to piękne miejsce z nieziemskimi widokami na dolne miasto, miło jest usiąść sobie na tarasie hotelu Niaouly, szczególnie wczesnym wieczorem, bo widoki na miasto z tego miejsca są najlepsze. Warto też – dla troszkę lepszego zrozumienia tego miejsca – wybrać się na półdniową wycieczkę do Ambohimangi, symbolu państwowości Madagaskaru, świętego miejsca dla wielu Malgaszy, w którym do dziś odbywają się rozmaite obrzędy religijne, niektóre dość okrutne, o czym opowie Wam przewodnik, którego wynajęcie – jak to na Madagaskarze bywa – jest obowiązkowe. Ale warto, przewodnicy znają angielski, opowiadają o tym miejscu z pasją, dowiemy się odeń, jakie były niegdysiejsze lokalne zwyczaje polityczne, posłuchamy pikantnych historyjek o pożyciu królewskim, wreszcie – będziemy mogli podziwiać panoramę Tananarywy, pięknie stąd widoczną.

Miejscowe kimczi fot. Rafał Turowski

Pamiątki w Tanie

I jeszcze a propos pamiątek – informacja dla mniej asertywnych, otóż w Tanie jest takie miejsce oddalone o 10 minut jazdy taksówką – Lisy Art Gallery. To bardzo duży samoobsługowy sklep ze wszystkimi suwenirami, jakie można sobie wyobrazić, od długopisów i pocztówek po pięknie wyszywane koszule, w cenach bardziej niż konkurencyjnych od ulicznych sprzedawców, z którymi zresztą TRZEBA się targować. Mało tego, można płacić kartami. Jest również po drodze na lotnisko specjalny targ, ze specjalizacją – rzeźb i masek, jakby specjalnie powołany do życia z myślą o tych gapciach, którym nie udały się wcześniejsze zakupy.

Tyle o Madagaskarze, niespodziewanie jednym z najciekawszych miejsc świata, jakie widziałem. Za tydzień – Johannesburg.

More from Rafał Turowski

Donna Tartt – Szczygieł

Donna Tartt ma nieco ponad pięćdziesiątkę, jest koleżanką ze studiów najbardziej skandalizującego...
Czytaj wiecej