The Streets prezentuje rozczarowujący mixtape “None of Us Are Getting Out of This Life Alive”

Mike Skinner, The Streets, None of Us Are Getting Out of This Life Alive, Island Records
The Streets – "None of Us Are Getting Out of This Life Alive", fot. Island Records
Legendarny Mike Skinner wraca do gry. Niby powinniśmy się cieszyć, ale chyba nie ma zbytnio z czego. Bądźmy szczerzy: najnowszy mixtape The Streets to robiona na pół gwizdka kooperacja z ciekawszymi i kreatywniejszymi znajomymi.

Jeden z najważniejszych brytyjskich albumów osiągnął już pełnoletniość. Mowa o “Original Pirate Material” Mike’a Skinnera podpisującego swoje najistotniejsze projekty logiem The Streets. Debiutancki krążek Londyńczyka zapewnił mu dożywotni status ikony i nawet rozczarowujący rozwój jego kariery nie był w stanie tego zepsuć. Angielski artysta zapisał się w historii popkultury dzięki podwójnemu talentowi.

Na swoim pierwszym LP jak nikt inny potrafił żonglować brzmieniowymi konwencjami (od hip-hopu po brytyjską elektronikę), a także przystrajać zręczne beaty celnymi wersami. Skinnerowska poezja była dzieckiem pubowego życia nocnego made in UK. Malowniczo rysowała kronikę wyspiarskiej klasy robotniczej z odpowiednią dozą ironii, ale bez nadęcia i cynizmu. Quasi-rapowe melodeklamacje przypominały barowe monologi i to właśnie dlatego ten niepozorny młodziak stał się głosem pokolenia. Przemawiał bowiem do rówieśników plastyczną, lecz bezpretensjonalną formą. Minimalistycznym podkładom i szczerym do bólu strofom przyświecała jedna, główna wartość – bezpośredniość komunikatu.

Materiał na temat mixtape’u The Streets

Potem stary, dobry Mikey wspiął się na szczyty list przebojów i wszedł w niekomfortowe (dla niego i dla fanów) buty celebryty. Nie dość, że stracił łączność z chodnikami, to na dodatek nie miał narzędzi do opisywania nieodgadnionego świata show-biznesu. Po kilku latach albumowych oraz singlowych niewypałów zapadł się pod ziemię. Tylko od czasu do czasu wychylał głowę, by podzielić się jakimś DJskim setem albo luźnym kawałkiem. Musiała minąć prawie dekada, by autor hitu “Fit But You Know It” wrócił do poważnej artystycznej działalności. Co prawda nie jest to powrót wart uwagi, ale też nie na tyle okropny, by nadszarpnąć legendarny status artysty.

The Streets na “None of Us Are Getting Out of This Life Alive” szuka potencjału przede wszystkim w umiejętnościach zaproszonych gości.

Klip promujący premierową współpracę The Streets i Tame Impala

Skinner poprosił o pomoc m.in. Kevina Parkera, Idles i kilku ciekawych przedstawicieli sceny grime’owej. Każdy utwór ma charakter kooperacyjny, a na “I Wish You Would Love Me As Much As You Love Him” udziela się aż dwójka wspierających muzyków. Ten pomysł mógłby być całkiem trafiony, gdyby nie mało przekonująca realizacja. Mikrofonowa prezencja gospodarza jest tutaj żadna, a współpracownicy zjadają go na śniadanie charyzmą i błyskotliwością wersów. Mike występuje więc w roli gościa na swojej własnej płycie, a taka postawa chyba jednak mu nie przystoi.

To smutne, że MC, który niegdyś słynął z ostrego publicystycznego pióra, dziś cierpi na literacką indolencję.

Kiedyś kąsał rzeczywistość, a obecnie ledwie ją łaskocze. Najnowsze oblicze The Streets ogranicza socjologiczny komentarz do powierzchownej krytyki współczesnej technologii (“Dam Ci nawet moją nerkę/Tylko nie zabieraj mi ładowarki”). Autor w co drugiej zwrotce narzeka na banalność facebookowych relacji międzyludzkich (“Ignorujesz mnie/Ale oglądasz moje stories“) i boleje nad cyfryzacją życia codziennego (o tym, że “faceci są dziwni” dowiesz się ze “skrzynki wiadomości każdej dziewczyny”). Być może w 2010 taki przekaz mógłby nokautować, ale w 2020 wywołuje wzruszenie ramion. Żyjemy przecież w czasach zdefiniowanych przez Death Grips czy 100 gecs – przedsięwzięcia odnajdujące w internetowych czeluściach bogactwa, o których artyści ery analogowej nawet nie śnili. Oni również potrafią spojrzeć krytycznie na niuanse techno-uniwersum, lecz robią to z pozycji ekspertów. Tymczasem twórca projektu The Streets stoi gdzieś daleko z boku i nie do końca rozumie, o czym mówi. Wygląda to tak, jakby przespał kilka lat postępu cywilizacyjnego i w efekcie stał się tetrykiem.

Efekt współpracy The Streets oraz IDLES

Skinner stara się przykryć niedostatki “None of Us Are Getting Out of This Life Alive”, doczepiając do materiału etykietkę mixtape’u. Zupełnie jakby przewidział negatywne reakcje i próbował usprawiedliwić brzmieniową niechlujność luźną, kompilacyjną formą. Niestety nawet maska beztroski nie obroni bezkrytycznego wskrzeszania dźwięków lat zerowych. Mixtape’owa formuła wręcz zakłada ekscytującą nieprzewidywalność. Dzieło wyzwolone z kajdan spójności powinno bowiem tryskać szalonymi ideami. Tymczasem najświeższe kompozycje Skinnera rywalizują ze sobą w kategorii najnudniejszej piosenki roku. Przed laty opowieści snute przez The Streets pomagały dwudziestoparolatkom w zrozumieniu codzienności. Obecnie szkicują portret narratora, którym nie chciałby stać się nikt, kto przekroczył już trzydziestkę.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Powrót My Chemical Romance wykreuje nowy retro-fetysz

Reaktywacja My Chemical Romance być może nie przyniesie żadnej spektakularnej rewolucji, ale...
Czytaj wiecej