To już naprawdę koniec Gry o tron

GOT
Jon Snow i Daenerys Targaryen, źródło: HBO
Ostatnia seria serialu kontrowersje budziła od pierwszego odcinka. Wczoraj w nocy czasu polskiego wyemitowano finał Gry o tron. Znając całość, można zadać sobie pytanie, czy mieliśmy do czynienia z syndromem ostatniego sezonu?
[UWAGA, TEKST MOŻE ZAWIERAĆ ŚLADOWE ILOŚCI SPOILERÓW]

Nieodrobione lekcje

Najpopularniejszy i najchętniej oglądany serial na świecie. Niemal dwa lata oczekiwania na ostatnie sześć odcinków. I wszystko to jak krew w piach – jak powiedziałby bohater filmu „Dzień świra”. Wszystko to, co udało się zbudować i osiągnąć przez prawie dekadę, w opinii wielu fanów zostało zburzone niemal doszczętnie fatalnym scenariuszem końcówki serialu.

Jeżeli oglądaliście “Dextera”, “LOST – Zagubionych” czy “House of Cards” zgaduje, że doświadczyliście rozczarowania związanego z ostatnimi odcinkami dążącymi nieuchronnie do fatalnego zakończenia fabuły ulubionego serialu. Wydawało się, że przy takich nakładach finansowych, oczekiwaniach i dotychczasowym poziomie trzymanym przez twórców HBO nie powieli tych błędów. Jak więc wyszło faktycznie?

Decydujące starcie

Po pierwszych odcinkach ostatniej serii mogliśmy przeczytać, że to forma pożegnania z bohaterami. Stąd też deficyt akcji, przegadane sceny i ważne wydarzenia w ilości wręcz minimalnej. Wszystko miała zmienić bitwa o Winterfell i starcie z Nocnym Królem. Abstrahując od częstych zarzutów, że trudno się ten odcinek oglądało ze względu na ciemności (wystarczyło jednak pobawić się kontrastem i już nie było tak źle), wobec tego odcinka fani również nie byli jednomyślni.

Dość abstrakcyjne wydało się bowiem, że zdziesiątkowane przez armie Białych Wędrowców hordy dothraki oraz armia Nieskalanych zaraz potem wyruszyły do walki o Królewską Przystań w dość imponującej ilości. Chociaż widzieliśmy, że trup ściele się gęsto to większość ważnych bohaterów pozostała nienaruszona. Ci natomiast, którzy zostali uśmierceni, najczęściej wypełnili poniekąd swoje misje, ratując innych – jak Ser Jorah Smoczą Królową. Smoki, które nie radziły sobie tak, jak oczekiwaliśmy, kiedy ogień był najbardziej potrzebny, nagle zaczęły palić niewinnych ludzi w stolicy – wtedy miały nieograniczoną ilość płomieni.

Jedna z najbardziej epickich scen finałowego odcinka

Ostatni akord

Grający ulubieńca publiczności, Tyriona Lannistera, Peter Dinklage zapowiadał słodko-gorzkie zakończenie i takie też dostaliśmy. Po pierwsze dobiegła końca historia Daenerys Targaryen, co również jest interpretowane na różne sposoby. Kolejna rzecz to koniec wojen w Westeros. Trzecią sprawą jest to, że w swego rodzaju epilogu zobaczyliśmy, jaki los spotka czy też co planują wszyscy ważniejsi bohaterowie. No i po czwarte, być może najważniejsze, poznaliśmy nowego władcę Westeros. Jednak z kilku powodów nie jest to już osoba zasiadająca na Żelaznym Tronie. Już niedługo ruszą zdjęcia do spin-offu „Gry o tron”, o czym możecie przeczytać więcej tutaj.

Autor artykułu
More from Kamil Jabłczyński

Polska lekkoatletyka odzyskuje godność

Mamy znowu powody do sportowej dumy - są nimi kolejne świetne wyniki...
Czytaj wiecej