Led Zeppelin i “pożyczone” piosenki [TOP10]

Led Zeppelin, rys. Katala/DeviantArt
„Plagiat” to straszne słowo, którego wielu artystów boi się jak ognia. Czasem jednak można mieć szczęście i zostać oczyszczonym z zarzutów. Niedawno stało się tak z Led Zeppelin, pozwanymi przez pewien mało znany amerykański zespół (zresztą nie po raz pierwszy).

“Plagiat” to straszne słowo, którego wielu artystów boi się jak ognia. Czasem jednak można mieć szczęście i zostać oczyszczonym z zarzutów. Niedawno stało się tak z Led Zeppelin, pozwanymi przez pewien mało znany amerykański zespół (zresztą nie po raz pierwszy).

Słyszeliście kiedyś o kapeli Spirit? Jej członkowie twierdzą, że riff, na którym zbudowano słynne “Stairway to Heaven”, został zapożyczony z utworu ich autorstwa. Pozwali więc Jimmy’ego Page’a i Roberta Planta, licząc na sowitą zapłatę. Choć kawałek “Taurus” powstał dwa lata przed “Stairway to Heaven”, pewne podobieństwo rzeczywiście występowało, a panowie z Led Zeppelin nie po raz pierwszy mieli problemy na tym polu – przysięgli nie dopatrzyli się znamion plagiatu.

Oczywiście był to świetny pretekst do wojny między fanami a hejterami – ale chyba nie tędy droga? Tego typu procesy są bardzo trudne, jak każdy spór o własność intelektualną. Trzeba więc podchodzić do nich na spokojnie. Pozorne podobieństwa dla laików, mogą nie budzić wątpliwości u ekspertów. W końcu nie sposób odciąć się od muzycznego dorobku całego świata, a analogie w utworach występują także przypadkowo. Wystarczy zerknąć na film komików z Axis of Awesome. Australijczycy dość dosadnie pokazali, jak wiele znanych piosenek bazuje na kombinacji zaledwie czterech akordów.

Inna sprawa, że w przypadku Led Zeppelin rzeczywiście musi być coś na rzeczy. Sporów o prawa autorskie wytoczono im wiele, kilka z nich zakończyło się polubownie. Można to odebrać, jako przyznanie się do błędu (lub winy, jak kto woli). W pewnym momencie wybuchł nawet konflikt na linii Page–Plant, którzy pod wpływem emocji zaczęli obwiniać się nawzajem…

Tak czy inaczej, każdy ma prawo do własnej oceny. A ja, przewrotnie, postanowiłem przybliżyć listę dziesięciu najsłynniejszych “zrzynek”, jakich dopuściło się Led Zeppelin. Utwory zostały ułożone chronologicznie, a wyselekcjonował je Gavin Edwards – pisarz, publicysta magazynu “Rolling Stone”.

10. Babe I’m Gonna Leave You” (“Led Zeppelin”, 1969)

W tym przypadku można mówić raczej o nieporozumieniu, niż plagiacie, jednak sprawa była swego czasu głośna. Na swym debiutanckim albumie Led Zeppelin postanowili umieścić utwór, który siedem lat wcześniej nagrała Joan Baez. Cover jakich wiele. Problem w tym, że nie podali oni nazwiska autorki piosenki. Idąc za informacją na płycie Baez, podano że “Babe I’m Gonna Leave You” było utworem tradycyjnym. Przypadkowo, dopiero w latach osiemdziesiątych, dowiedziała się o tym jego autorka – Anne Bredon. Sprawa zakończyła się porozumieniem, rozliczeniem tantiemów oraz umieszczeniem nazwiska autorki na nowych wydaniach płyt.

9. Dazed and Confused” (“Led Zeppelin”, 1969)

Ten sam album, jednak sprawa już bez happy endu. “Dazed and Confused” to utwór, który Jimmy Page poznał na jednym ze swoich koncertów, jeszcze za czasów The Yardbirds. Supportował ich nikomu nieznany Jake Holmes, a jego kawałek zrobił na zespole duże wrażenie. Myśleli nawet nad nagraniem własnej wersji, jednak zanim to nastąpiło, drogi muzyków się rozeszły. Jednak Page o pomyśle nie zapomniał i już dwa lata później, nagrał “Dazed and Confused” ze swoim nowym zespołem – Led Zeppelin. Nie raczył jednak rozliczyć się z autorem. Lata mijały, Holmes wielokrotnie prosił o to, aż w końcu, w roku 2010, pozwał gitarzystę Zeppelinów. O dziwo, są odrzucił jego roszczenia.

8. “Whole Lotta Love” (“Led Zeppelin II”, 1969)

Utwór równie słynny, o ile nie słynniejszy niż poprzednie, także przysporzył zespołowi problemów. Choć każdy potrzebuje miłości, nie należy jej pożyczać od starszych “kolegów”, a tak właśnie zrobił Robert Plant, inspirując się utworem “You Need Love” Muddy’ego Watersa. Ostatecznie nie wykonawca, a autor piosenki – Willie Dixon – wytoczył zespołowi proces, wygrany w roku 1985 i obecnie jest podawany jako jeden z autorów “Whole Lotta Love”.

Plant nie był w tej sytuacji zbyt zadowolony, a komentując sprawę, stwierdził cynicznie: “Możesz zostać złapany jedynie, gdy osiągniesz sukces. To jest gra”.

7. “The Lemon Song” (“Led Zeppelin II”, 1969)

Kolejne bluesowe zapożyczenie, które także nie umknęło uwadze jej autora. Led Zeppelin zostali pozwani za “The Lemon Song” przez Chestera Burnetta, znanego jako Howlin’ Wolf. Sprawa była tak jasna, że w niektórych wydaniach utwór został zapisany pod oryginalnym tytułem “Killing Floor”. Ostatecznie wrócono do “cytrynowej” nazwy, a Burnetta wskazano jako współautora.

6. “Bring It on Home” (“Led Zeppelin II”, 1969)

Zamykając swój drugi album, panowie Page i Plant ponownie postanowili nawiązać do swojego ulubieńca – Williego Dixona. Wykorzystali oni fragmenty jego utworu “Bring It on Home”, który w oryginale wykonywał Sonny Boy Williamson. Ponownie Zeppelini nie mieli sobie nic do zarzucenia, Page twierdził, że był to swego rodzaju hołd, a zapożyczone były tylko niewielkie fragmenty, ale ostatecznie jako autor kawałka podawany jest Willie Dixon.

5. “Since I’ve Been Loving You” (“Led Zeppelin III”, 1970)

Hołdy najwyraźniej nie wychodzą Zeppelinom na dobre, bo po opublikowaniu trzeciej płyty, wpadli w kolejne kłopoty. W utworze “Since I’ve Been Loving You” pojawiły się nawiązania do wydanej zaledwie dwa lata wcześniej piosenki “Never” zespołu Moby Grape – ponoć ich wielkim fanem był Robert Plant.

4. “Bron-Y-Aur Stomp” (“Led Zeppelin III”, 1970)

Jimmy Page często wśród swoich inspiracji wymieniał szkockiego muzyka folkowego – Berta Janscha. Nawiązania do jego utworów pojawiły się dwukrotnie, ale znacznie głośniejsze były podobieństwa między “Bron-Y-Aur Stomp” a “The Waggoner’s Lad”. Tym razem od razu Jansch został wskazany jako współautor, choć on sam nigdy nie wszedł na drogę sądową.

3. “Hats off to (Roy) Harper” (“Led Zeppelin III”, 1970)

“Hats off to (Roy) Harper” to kolejny utwór, który miał oddać komuś hołd. Tym razem padło na Roya Harpera (wymienionego zresztą w tytule), jednak w tym celu wykorzystane zostały fragmenty wielu bluesowych utworów, a bazą całej piosenki jest “Shake ‘Em on Down”, który Bukka White wydał w roku 1937. Próżno jednak szukać tej informacji na płycie.

2. “In My Time of Dying” (“Physical Graffiti”, 1975)

Tutaj słowo “plagiat” nie będzie zbyt precyzyjnym określeniem – ta tradycyjna, bluesowa piosenka znajduje się w domenie publicznej. Przed Led Zeppelin, po “In My Time of Dying” sięgnął między innymi Bob Dylan, a jako pierwszy nagrał ją Blind Willie Johnson w roku 1927 (jako “Jesus Make Up My Dying Bed”). Problemem jest jednak to, że zamiast powołać się na utwór tradycyjny, Zeppelini podali jako autorów samych siebie.

1. “Boogie With Stu” (“Physical Graffiti”, 1975)

Utwór świetny, jednak po raz kolejny panowie Page i Plant nie popisali się. Czerpali oni garściami z twórczości innych autorów – tym razem padło na „Ooh! My Head” Ritchiego Valensa, jednak zamiast przyznać to i wyjść ze sporu z twarzą, postawiono na dziwną linię obrony. Mimo podobieństwa “Boogie With Stu” do “Ohh! My Head”, Plant i Page ponownie stwierdzili, że Led Zeppelin są wielką gwiazdą, dlatego ciągle ktoś próbuje zarobić na ich sukcesie. Zupełnie jakby nigdy w życiu nie dokonali plagiatu…

Autor artykułu
More from Damian Halik

Kolejne zwycięstwa Lexusa w Autobacs SUPER GT

Obecny sezon japońskiej serii SUPER GT jest dla Lexusa pasmem sukcesów – podczas...
Czytaj wiecej