TUNIS

Z Malty 40 minut lotu i hop, jestem w Afryce. I o dziwo – mimo grudnia i chłodu także tutaj – w Tunezji turystów nie brakuje, ba, nawet zimą do tutejszych kurortów latają z Europy czartery, bo choć smażyć się na słońcu niepodobna, to jednak takie 15 stopni w słońcu jest sytuacją przyjemną, a poza tym można fantastycznie spędzić wakacje bez leżenia na plaży. Serio.

Do Tunisu przyjeżdżają przede wszystkim turyści indywidualni, najczęściej słychać francuski i włoski, co dziwić nie powinno, bo z Sycylii to także niespełna godzina lotu. Latem zwiedzanie miasta może być uciążliwe przy 50 stopniach, więc jesień czy zimą są naprawdę w sam raz, polecałbym na city-break, gdyby nie fakt, że nie ma z Polski bezpośrednich przelotów, a z przesiadką to już jak wiemy – rwetes.  Każdy kto był, wie, że Tunezyjczycy są gościnni, mają świetną kuchnię, piękny kraj i niskie ceny. Jedyne, co może nieco odstraszać, to stan bezpieczeństwa. Tunis i najpopularniejsze miejscowości na Saharze są bezpieczne, widać wojsko i policję, niektórzy mogą odczuwać dyskomfort z tym związany. W każdym razie – MSZ nie odradza podróży w to miejsce, przy zachowaniu zatem rozsądku i najbardziej podstawowej ostrożności, wrócimy z Tunezji cali i z głową pełną wrażeń.

W samym Tunisie warto spędzić co najmniej kilka dni. Przecież na samą medynę – starówkę z labiryntem wąskich uliczek, w których nie można się nie zgubić, ze straganami, kafejkami, nawołującymi handlarzami dóbr wszelakich – możemy poświęcić cały dzień. To miejsce faktycznie niezwykłe, magiczne, jak z baśni z 1001 nocy nieledwie. Tam właśnie zarezerwowałem hotel, schowany na końcu ślepej uliczki, gdyby nie zamówiony transport z lotniska, nigdy bym go nie znalazł.  Wieczorem, z burczącym z głodu brzuchem, szukam czegoś do jedzenia, zaznaczając moje locum na mapie satelitarnej (sic!), żeby móc tam trafić z powrotem. Jakoś się udaje. Błądzę natomiast z kompletnie opustoszałych alejkach medyny, wieczorem rządzą tam koty, dość zdumione widokiem turysty o tej porze…

Champs Elysees Tunisu to Avenue Bourguiba, dwupasmowa aleja ciągnąca się od medyny do stacji kolejki podmiejskiej, wzdłuż której stoją eleganckie hotele, butiki i knajp zatrzęsienie, wystarczy wejść w jedną czy drugą ulicę w głąb śródmieścia, kierować się powonieniem, a znajdziemy miejsce, gdzie dobrze, tanio i obficie zjemy. Nieco gorzej z alkoholem, przypomnę, Tunezja jest krajem islamskim, więc spragnieni musimy się udać albo do dość drogich barów hotelowych, bądź – przeżyć prawdziwie męską przygodę tuniskich piwnych – nieledwie – mordowni. Właśnie w takiej przywitałem nowy rok,  jak wybiła północ, to… nic specjalnego się nie działo. Ciekawe, czy jest jakaś większa impreza w sierpniu, podczas islamskiego „sylwestra”…

Mam problem, kiedy w tekstach podróżniczych ktoś mi pisze, że w danym miejscu TRZEBA coś zobaczyć. Zobaczę, jak mnie zainteresuje i jak będę miał chęć, prawda? A zatem – ci z Was, którzy są zainteresowani dawnymi czasami, mogą zechcieć zwiedzić jedno z najsłynniejszych muzeów świata, mianowicie – Bardo, z bezcennymi pozostałościami po Rzymianach, którzy tu bawili jakiś czas temu, niewykluczone również, że zechcecie zwiedzić Kartaginę. Nie za wiele dziś zostało z „tamtych” czasów, świetności, chwały, a potem – upadku, ale jak się włączy wyobraźnię, to naprawdę może być grubo. Jeśli pada, albo jest za gorąco, to dzieje tego miejsca połykamy w pigułce w Muzeum Kartaginy. Dwie stacje kolejki dalej znajduje się Sidi Bu Said. I choćby dla wizyty na tym bogatym przedmieściu, warto się do Tunisu wybrać.

Jest tam naprawdę ładnie. Pomalowane na biało domy z niebieskimi okiennicami, niektóre naprawdę robiące wrażenie – i z powodu gabarytów i pięknej architektury, wąskie zadbane uliczki, straganiki, drogie hotele, knajpy, „dramatyczne” widoki na Morze Śródziemne – oraz – na prawie trzymilionową metropolię na dole, tak, to zdecydowanie najbardziej fotogeniczne miejsce tunezyjskiej stolicy. Także i tam, oddając się słodkiemu lenistwu, patrząc na targujących się turystów, pijąc mocną jak diabeł kawę, można pysznie spędzić cały dzień.

More from Rafał Turowski

Na północ od Rzymu

Podróży po Włoszech ciąg dalszy. Cel: Asyż i inne malownicze miasteczka rozsiane...
Czytaj wiecej