Twardoch i Żulczyk walczą o międzynarodowe laury

Dwóch popularnych polskich pisarzy szykuje się na podbój Zachodu. Warto się więc zastanowić, czy ich najsłynniejsze dzieła rzeczywiście mają szansę zdobyć uznanie zagranicznych odbiorców.

Zagraniczny sukces to prawdopodobnie marzenie wielu rodzimych artystów. Setki polskich twórców śni o trajektorii kariery Żuławskiego, czy Sapkowskiego.

Niestety, przykłady globalnych triumfów krajowej popkultury można policzyć na palcach jednej dłoni. Nasz show-biznesowy krajobraz jest wręcz naszpikowany postaciami mającymi na koncie nieudany flirt z obcą publicznością, najczęściej tą z krajów anglojęzycznych. Mimo wielu eksportowych klęsk kolejne pokolenia autorów wciąż próbują podbijać Stany Zjednoczone oraz Wielką Brytanię.

Aktualnie krzewicielami polskiej sztuki za granicą są młodzi i zdolni literaci. Mowa tu o Szczepanie Twardochu oraz Jakubie Żulczyku, których powieści całkiem niedawno doczekały się angielskich przekładów.

Oczywiście w tym momencie ciężko przewidzieć, czy “Król” i “Ślepnąc od świateł” mają realną szansę na zaistnienie w świadomości nowej grupy odbiorców. Natomiast przyglądając się uważnie obu tytułom, możemy oszacować ich komercyjny potencjał i stopień uniwersalności treści. Międzynarodowa rywalizacja kolegów po fachu właściwie dopiero się zaczęła (choć Szczepana Twardocha już polecają dziennikarze prestiżowego New York Timesa), lecz wyrazista proza dwóch pisarzy pozwala na hipotetyczne prognozy już teraz.

Jakub Żulczyk – “Ślepnąc od świateł” – okładka anglojęzycznego wydania

Jedną z głównych zalet tych dzieł jest ich bezpretensjonalna gatunkowość. To książki mocno nawiązujące do poczytnych kryminałów i spektakularnych gangsterskich sag.

Twardoch i Żulczyk konstruują swoje fikcyjne światy według komiksowych prawideł amerykańskiej popkultury. Zapełniają kartki twardymi archetypami męskości, kobietami w typie femme fatale oraz naszkicowanymi grubą kreską antagonistami. “Król” celuje w estetykę przywodzącą na myśl “Bękarty wojny” Tarantino, czyli historyczny realizm (tutaj przedwojenna, szarpana wielokulturowymi konfliktami Warszawa) podkoloryzowany zagraniami rodem z kina akcji. Z kolei “Ślepnąc od świateł” odtwarza narrację klasycznego noir prowadzoną z perspektywy tajemniczego, małomównego bohatera. Jak westernowy rewolwerowiec samotnie staje on do walki z całym światem. Oba pomysły na opowieść są więc tak samo atrakcyjne dla zachodniego czytelnika, ponieważ robią niezły pożytek z jego ulubionych literacko-filmowych motywów.

Mimo wszystko to jednak fabuła “Króla” wydaje się bardziej nęcąca dla obcokrajowca. Warszawska rzeczywistość lat trzydziestych jest bowiem mu (przynajmniej powierzchownie) całkiem bliska dzięki podstawowej edukacji historycznej. Ponadto, ozdobiona ekscytującym mariażem przerysowanej przemocy i seksu, przywołuje słodkie skojarzenia z tzw. “pulpem” – groszową literaturą “do pociągu”. Od lat dwudziestych aż do dziś gatunek ten zdobywa bowiem serca (głównie amerykańskich) miłośników mrożących krew w żyłach doznań.

Szczepan Twardoch – “Król” – okładka anglojęzycznego wydania

Tymczasem żulczykowa wizja sprawia wrażenie hermetycznej. Prozaik i scenarzysta opiera intrygę “Ślepnąc od świateł” na fundamentach w pełni zrozumiałych wyłącznie dla rodaków. Czytelnik nieznający celebryckiego oblicza stolicy oraz jej toksycznie elitarnej tożsamości, raczej nie da się porwać mrocznemu strumieniowi świadomości protagonisty. Ktoś, kto potrzebuje definicji hasła “warszafka” może zagubić się w meandrach socjologicznych analiz głównego bohatera.

W kategoriach czysto formalnych chyba również wygrywa Twardoch. Jego proste, od razu trafiające w sedno zdania przypominają dokonania mistrzów literackiej sensacji pokroju Jamesa Ellroya.

To lekkostrawna, klarowna proza, którą nietrudno efektownie przetłumaczyć na język angielski. Z kolei akapity “Ślepnąc od świateł” zbyt często rozmywają zwartość intrygi wydumaną, ale jednak szablonową symboliką. Skoro okazjonalny, łopatologiczny surrealizm osłabiał siłę oryginału, to zaprezentowany nierozumiejącej okołowarszawskiego kontekstu publiczności, może stać się wręcz bełkotliwy.

Oba tytuły snują narracje zakorzenione w zachodniej kulturze masowej. Pisarze wykorzystują klisze spłodzone w dużej mierze na ziemiach Stanów Zjednoczonych. Być może właśnie dzięki temu uda im się osiągnąć globalny sukces. Ewentualny triumf Twardocha i Żulczyka udowodniłby zagranicznym konsumentom rozrywki, że Polacy też potrafią tworzyć chwytające za serce, ale jednocześnie przystępne fabuły.

Szczepan Twardoch
Szczepan Twardoch w trakcie udzielania wywiadu

Trzymajmy więc kciuki za zwycięstwo obu panów.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Anthony Fantano zmienia definicję krytyka muzycznego

Ma zarówno wrogów, jak i wyznawców, ale z jego zdaniem liczą się...
Czytaj wiecej