Tyler, the Creator i jego post-rapowy IGOR

Piękna, jasnoróżowa okładka albumu, źrodło: TIDAL.com
Tyler, the Creator to zdecydowanie jedna z najbardziej fascynujących postaci muzyki popularnej. Kilka wiosen temu znany był jako założyciel kultowego kolektywu Odd Future, potem uznawano go za niepokornego artystę solowego zręcznie klejącego czarny humor wczesnego Eminema ze stylową abstrakcją MF DOOMa, a ostatnio pełni rolę człowieka-instytucji, robiącego z popową materią co mu się żywnie podoba.

Choć popularny MC oraz producent ma dopiero 28 lat, to jego najnowsze dokonania stoją o kilka klas wyżej od projektów równieśników. Słuchając “IGORA”, ma się nawet wrażenie obcowania z doświadczonym weteranem sceny, który przeżył już wszystko i dzięki temu po mistrzowsku potrafi łamać modne schematy.

Gość, który dawno temu skandował “fuck school” w takt ponurego beatu, oscylującego pomiędzy wczesną Three 6 Mafią, a groteskowo wykoślawioną syntetycznością Neptunesów, przeszedł nie lada metamorfozę. Oczywiście twórca nie zrezygnował z surowego brzmienia, a wzbogacił je tętniącym życiem, aranżacyjnym bogactwem.

Kwadratowy minimalizm poszedł w odstawkę i został zastąpiony dynamiczną konstrukcją, wyciskającą maksimum potencjału z neo-soulu, r&b, tłustego funku, a także eksperymentalnego hip-hopu.

Spoiwem malowniczej układanki jest zaś psychodeliczna ściana dźwięku, nasuwająca prawie shoegaze’owe skojarzenia. Wisienki na torcie to tonące w audytywnym wodospadzie wokale, snujące przejmującą kronikę życia uczuciowego. Tak więc ogólna estetyka kompozycji idealnie pasuje do liryki, ponieważ oba elementy skończonego dzieła zachwycają barokowym rozmachem, jednocześnie wciąż celebrując młodocianą bezpretensjonalność. 

Tyler w gustownych okularach i peruce
źródło: TIDAL.com

Przede wszystkim Amerykanin uwolnił się od bezkrytycznego hołdowania idolom i postawił na całkowicie autorskie kreacje. Tylera Gregory’ego Okonmę przestał kręcić pastisz, więc, zamiast obserwować poczynania innych, spojrzał w głąb samego siebie.

Zobaczył tam wulkan idei wypełniających każdy utwór po brzegi. Nieustannie morfujące się w zupełnie nieoczekiwane kształty kompozycje mają więcej zwrotów akcji niż światowej klasy thrillery. Kolega Earla Sweatshirta w końcu w pełni zaakceptował potęgę swej wyobraźni i postanowił wykorzystać ją w dwustu procentach.

Widoczną pewność siebie można zaobserwować w konstrukcji dzieła. Pomimo gatunkowej różnorodności, spajająca całość wizja jest wyjątkowo zwarta. Nagromadzenie występów gościnnych również nie burzy formalnej konsekwencji, gdyż reżyser zamieszania dyryguje nimi autorytarnie, ale też z wyczuciem niczym Stanley Kubrick. Jestem naprawdę zdumiony, że chłopak w śmiesznych kolorowych ciuchach z piątką krążków na koncie miał czelność popełnić tak epicki fresk r&b, składając osobisty autograf na każdej milisekundzie.

Kiedyś zbuntowany łobuz dziś jest już dojrzałym artystą;
źródło: Wikipedia Commons

“IGOR” jest flagowym przykładem czegoś, co można nazwać post-hip-hopem. Projekt wyrastający z tradycji rapowych rekwizytów, wymyślony przez postać ze środowiska, jednak mocno odpływa od standardowych motywów gatunku.

Analogicznie do post-punkowców, artysta konsumuje energię pewnego stylu, a następnie wypluwa kluczowe elementy, zdeformowane prawie nie do poznania. Koledzy po fachu powinni dziękować Creatorowi, bo tylko dzięki takim awanturniczym eksperymentom, ich ukochana muzyka nie zjada własnego ogona.

Tak właśnie brzmi sztuka twórcy poszukującego, nieusatysfakcjonowanego komfortową monotonią recyklingu koncepcji. Obserwując reakcje fanów oraz dziennikarzy, dochodzę do wniosku, iż odbiorcy są rzeczywiście głodni nieszablonowych płyt, które może i bywają ciężkostrawne, ale mają nieoceniony wpływ na aktualny stan muzyki rozrywkowej. Jeśli kolejne dźwiękowe eksploracje ojca założyciela Odd Future będą prowadziły do równie intrygujących rezultatów, to będziemy musieli go kanonizować za życia. Proszę państwa, na naszych oczach rodzi się ikona.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

“Bandana” to Freddie Gibbs i Madlib w szczytowej formie

Legendarny duet powraca ze znakomitym albumem. Rok 2019 już należy do Gibbsa...
Czytaj wiecej