Tylko Christian Bale mógł podziękować Szatanowi

Christian Bale podczas 76. gali wręczenia Złotych Globów (Photo by: Paul Drinkwater/NBC)
Zanim przejdziemy do tego, o co chodzi w tym niespodziewanym tytule, odpowiedzmy sobie na pytanie: kim dokładnie jest Christian Bale?

Gdybym miał dać krótką odpowiedź, brzmiałaby ona po prostu, że to jeden z najlepszych aktorów swojego pokolenia. Jednak ta odpowiedź nie oddaje w pełni tego, jak niesamowity to aktor i dlaczego jest jedyny w swoim rodzaju.

Christian Bale urodził się w Wielkiej Brytanii w 1974 roku. Już w wieku 13 lat, zagrał u Stevena Spielberga w „Imperium słońca“. Jasne stało się, że czeka go wielka kariera – do dziś ma na koncie 52 filmy ze swoim udziałem. Wszystko nabrało rozpędu w 2000 roku, za sprawą filmu „American psycho“, będącego adaptacją książki Breta Eastona Ellisa o tym samym tytule. Później poszło już z górki dzięki takim filmom jak „Equilibrium“, „Mechanik“ czy „Batman – Początek“, który to był pierwszym filmem z całej trylogii o Mrocznym Rycerzu.

Christian Bale w filmie “Mechanik” dyst. Monolith Films

Są przede wszystkim dwie rzeczy, dzięki którym Bale jest dla mnie wyjątkowym aktorem. Pierwsza, to wszechstronność. Zdecydowanie nie jest to człowiek, którego można zaszufladkować w jego aktorskiej twórczości. Podejmuje się rozmaitych wyzwań, zawsze daje z siebie 100% i choć nie każdy film z jego udziałem jest kasowym sukcesem, to on za każdym razem wypada w swoich rolach znakomicie. Nic więc dziwnego, że reżyserzy – i mowa tu o naprawdę wielkich nazwiskach – tak lubią z nim pracować.

Christian Bale jest na pewno przez większość kojarzony za sprawą swojej współpracy z Christopherem Nolanem, który to zaangażował aktora w głównej roli do swoich filmów o Batmanie. Dla wielu fanów Człowieka-Nietoperza Bale stał się najlepszym odtwórcą tego bohatera i na ten moment nie widzą oni nikogo innego, kto równie dobrze mógłby wcielić się w tę rolę. Sam należę do tych osób, a „Mroczny rycerz” to jeden z moich ulubionych filmów, który z resztą ustanowił mój osobisty rekord, pod względem seansów na sali kinowej – widziałem go na dużym ekranie osiem razy. Bale pojawił się również u boku Hugh Jackmana w innym obrazie Nolana pt. „Prestiż”, opowiadającym o dwóch rywalizujących ze sobą iluzjonistach. 

Christian Bale w filmie “Mroczny rycerz powstaje” dyst. Warner Bros.

Innymi znanymi reżyserami, którzy zdecydowali się podjąć współpracę z aktorem, byli między innymi Scott Cooper – którego „Zrodzony w ogniu” jest doskonałym przykładem amerykańskiego kina niezależnego – czy David O. Russell – Bale pojawił się w dwóch jego filmach, a za rolę w „Fighter” otrzymał Oscara za najlepszą rolę drugoplanową. Kilka lat temu mogliśmy go podziwiać w świetnej roli w filmie „Big Short” Adama McKaya. 

Cechą charakterystyczną Bale’a są jego fizyczne metamorfozy. Aktor nie boi się tracić wagi, by zaraz nów przytyć i po raz kolejny bardzo schudnąć. Pamiętna jest już jego przemiana do filmu „Mechanik”, do której zrzucił 28 kilogramów – przez trzy miesiące zjadał przez cały dzień tylko jedno jabłko i puszkę tuńczyka oraz pił filiżankę czarnej kawy, będąc oczywiście pod okiem lekarzy. Kolejnym jego filmem była pierwsza część trylogii o Batmanie i miał on 6 miesięcy na to, by przytyć 50 kilogramów i to głównie mięśni. Udało mu się i był to wyczyn naprawdę imponujący. Innym filmem do którego musiał schudnąć był wspomniany oscarowy „Fighter”, a następnie znów waga poszła w górę przed zdjęciami do „Amarican Hustle” Davida O. Russella.

Christian Bale i Mark Wahlberg w filmie “Fighter” dyst. Monolith Films

Jednak nie było nam dane jeszcze zobaczyć w jego wykonaniu czegoś takiego jak do filmu „Vice” w reżyserii Adama McKaya, który wchodzi na ekrany kin w nadchodzący weekend. Bale wciela się tu w rolę wiceprezydenta USA Dicka Cheneya i do tej roli musiał przytyć ponad 20 kilogramów. Kilka dni temu Bale otrzymał za tę rolę Złoty Glob i mówi się, że ma szansę na oscarową statuetkę. Przekonamy się o tym już za niecałe dwa miesiące.

O chodzi z tytułem tekstu? Otóż podczas wspomnianego rozdania Złotych Globów sprzed kilku dni, Bale po wyjściu na scenę zaczął dziękować osobom, dzięki którym mógł sprostać wyzwaniu roli. Na sam koniec powiedział, że dziękuje Szatanowi, za to że dał mu inspirację do odegrania postaci Dicka Cheneya. Trzeba przyznać, że niewielu aktorów mogłoby się posunąć do czegoś takiego. Oczywiście był to tylko swego rodzaju żart i między innymi za takie poczucie humoru uwielbiam Christiana Bale’a.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Za nami 91. gala rozdania Oscarów

Oficjalnie zakończyliśmy filmowy sezon nagród, którego zwieńczeniem było przyznanie nagród Akademii Filmowej,...
Czytaj wiecej