Uchwała krajobrazowa działa – Gdańsk zaczyna pięknieć!

Długie Pobrzeże – jedna z najbardziej reprezentatywnych części Gdańska, fot. Tomasz Guzowski
Długie Pobrzeże – jedna z najbardziej reprezentatywnych części Gdańska, fot. Tomasz Guzowski
Billboardy, banery, neony, tablice (małe i duże) – słowem: reklamy – to prawdziwa zmora niemal każdego polskiego miasta. Najbardziej cierpią na tym jednak miejscowości o bogatych tradycjach, których zabytki i urokliwe kamieniczki "toną" pod najróżniejszymi nośnikami reklamowymi. Gdańsk udowadnia jednak, że można z tym zjawiskiem skutecznie walczyć.

Ponadtysiącletnia historia, wielkie tradycje i mnogość zabytków, symboliczne uczestnictwo w wielu istotnych dla naszego kraju wydarzeniach… Pod tym względem Gdańsk jest jednym z najwspanialszych miejsc w Polsce. Jak to jednak bywa w dużych miastach, powoli zaczął znikać wśród licznych, pstrokatych (by “przekrzyczeć” niemałą konkurencję) reklamach. Wszyscy to znamy, bo problem dotyczy zarówno mniejszych miejscowości, jak i metropolii; zwykłych miasteczek i celów turystycznych podróży. Wraz z wprowadzeniem stosownej ustawy w jednostkach samorządu terytorialnego ruszyły więc prace nad uchwałami, które miały zapewnić skuteczną egzekucję prawa. W tej kwestii Uchwała krajobrazowa Gdańska może być stawiana za wzór.

Pstrokacizna nie dodaje uroku – wręcz przeciwnie

Dalmierz, z którego korzystają inspektorzy Działu Użytkowania Przestrzeni Publicznej Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni, fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl
Dalmierz, z którego korzystają inspektorzy Działu Użytkowania Przestrzeni Publicznej Gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni, fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Stolica województwa pomorskiego nie jest oczywiście jedynym miastem, które stanęło do tej nierównej walki. Nie ilość jednak, lecz jakość się tu liczy, a za Gdańskiem przemawiają liczby. Magistrat chwali się, że wprowadzona 2 kwietnia 2018 roku Uchwała krajobrazowa działa, choć wymaga nie lada wysiłku. Praca się jednak opłaca, a Gdańsk pięknieje w oczach.

Poszerzone prawo, by decydować o wyglądzie swoich miast, włodarze otrzymali w roku 2015 za sprawą jednej z ostatnich ustaw za rządów Platformy Obywatelskiej. Głównym problemem nowych przepisów okazała się jednak – a jakże – mnogość interpretacji, przez co każde miasto podeszło do tematu na zupełnie inny sposób. Łódź przyjęła własną uchwałę już po roku, ale szybko tego pożałowała, ponieważ podważył ją Wojewódzki Sąd Administracyjny. Warszawa swoje gotowe przepisy próbowała przegłosować przez ponad rok, by ostatecznie wdrożyć je jesienią 2018. Kraków do tej pory nie potrafi opracować projektu, który znalazłby wystarczające poparcie, a ostatnia (już czwarta) aktualnie próba jest w toku; Wrocław w ogóle się ku temu nie kwapił, bo jeszcze przed wejściem ustawy w życie “posprzątał” historyczne centrum miasta. Katowice natomiast postanowiły… zacząć od podliczenia kosztów związanych ze zmianami. A to jedynie najjaskrawsze przypadki.

Jak na tym tle wygląda Gdańsk? Ano wygląda ładniej, o wiele ładniej. Tamtejsza Uchwała krajobrazowa została przyjęta 2 kwietnia 2018 roku. W tym czasie miasto było wielokrotnie pozywane, ba, interweniował tu nawet wojewoda pomorski – w każdym z procesów sądy stawały jednak po stronie Magistratu. Tak powinno się pisać prawo!

Jak działa Uchwała krajobrazowa Gdańska?

Zabytkowy budynek poczty we Wrzeszczu. Uchwała krajobrazowa sprawiła, że z okien zniknęły niedozwolone w myśl nowych przepisów banery, fot. Gdański Zarząd Dróg i Zieleni
Zabytkowy budynek poczty we Wrzeszczu. Uchwała krajobrazowa sprawiła, że z okien zniknęły niedozwolone w myśl nowych przepisów banery, fot. Gdański Zarząd Dróg i Zieleni

W przeciwieństwie choćby do Łodzi, która poległa przed WSA, Gdańsk bardzo jasno i klarownie sformułował przepisy swojej uchwały. Nie wykraczają one ani poza możliwości nadane przez ustawę z 2015, ani nie uderzają bezpośrednio w kieszenie reklamowych przedsiębiorców. Co więcej, urzędnicy postawili na edukowanie, nie zastraszanie, czego efektem jest eliminacja kilkuset szpecących miasto reklam. A to dopiero początek!

Działanie uchwały można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza dotyczy reklam, które istniały przed wprowadzeniem przepisów, druga stanowi natomiast wytyczne dla nowych reklam. W praktyce wszystkich obowiązują te same standardy, z tą różnicą, że właściciele starszych nośników dostali dwa lata (do 2 kwietnia 2020) na dostosowanie się lub usunięcie reklam. Nowe od razu muszą spełniać wymagania. Wiedząc, że niejeden “Janusz biznesu” będzie w stanie zarzekać się, że jego reklama stoi w danym miejscu od lat, magistrat już półtora roku temu skatalogował reklamy na wszystkich budynkach w mieście. Dodatkowo gdańscy urzędnicy są ciągle w ruchu – reagują, gdy tylko zachodzi podejrzenie złamania przepisów.

Posprzątają, zanim będzie za późno?

Piotr Adrian i Jarosław Romanowski – inspektorzy Działu Użytkowania Przestrzeni Publicznej GZDiZ przy pracy w terenie, fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl
Piotr Adrian i Jarosław Romanowski – inspektorzy Działu Użytkowania Przestrzeni Publicznej GZDiZ przy pracy w terenie, fot. Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Ostatnio pojawiły się informacje, jakoby obecnie rządzące Prawo i Sprawiedliwość chciało zmiany ustawy, w oparciu o którą powstają samorządowe uchwały. Problem w tym, że zmiany oznaczałyby dosłownie… cofnięcie się do stanu sprzed roku 2015, czyli totalnego chaosu i samowolki reklamowej. Nie do końca wiadomo, jaka idea przyświeca Ministerstwu Inwestycji i Rozwoju. Oczywiście padają wielkie słowa jak “wolność” i “pełnia władzy nad dysponowaniem własnym mieniem”. Coś mi mówi, że bardziej adekwatne byłoby tu określenie “lobbing”… Niemniej, przed sejmem długa droga, by ewentualną ustawę przepchnąć. Miasta powinny zatem zmobilizować się, jeśli naprawdę zamierzają pochylić się nad problemem brzydoty i reklamowego chaosu na własnych ulicach.

W Gdańsku do połowy listopada w toku było już niemal sześćset postępowań dotyczących złych reklam. Prawdziwe żniwo zacznie się jednak dopiero za pół roku, gdy skończy się okres przejściowy. Kto wie, może kolejne wakacje nad polskim morzem warto będzie zacząć od zwiedzania, które dla odmiany nie będzie już polegało na przechadzaniu się “bogato zdobionymi” ulicami, gdzie szyld szyldem pogania a billboard na billboardzie stoi?

Autor artykułu
More from Damian Halik

Polacy znowu docenieni w eVolo Skyscraper Competition!

Wiele wskazuje na to, że świat futurystycznej architektury uwielbia kreatywność młodych Polaków...
Czytaj wiecej