Na “Ultimate Success Today” Protomartyr popisują się postpunkowym cynizmem

Protomartyr – "Ultimate Success Today", fot. Domino Recording Company
Protomartyr – "Ultimate Success Today", fot. Domino Recording Company
Amerykańscy postpunkowcy z zespołu Protomartyr od prawie dekady punktują grzechy XXI wieku. Wygląda na to, że 2020 rok sprzedał muzykom nadwyżkę takich negatywnych bodźców, więc ich charakterystyczna ironia smakuje dziś wyjątkowo gorzko.

Nie ma chyba bardziej kompetentnych muzycznych komentatorów rzeczywistości niż Protomartyr. Reprezentująca Detroit grupa od ośmiu lat rozkłada na czynniki pierwsze piekło późnego kapitalizmu i snuje apokaliptyczne wizje jak nikt inny. Wydaje się nawet, że dziś ich bezkompromisowa publicystyka kąsa jeszcze skuteczniej. W krajobrazie zdefiniowanym m.in. przez pandemię oraz brutalność policji sarkastyczni punkowcy mają aż za dużo inspiracji. “Ultimate Success Today” – najnowsza propozycja kwartetu – to dekadencka poezja na nowe czasy albo po prostu postpunk posługujący się bardzo, bardzo gorzką ironią.

“Ultimate Success Today” zrywa z tradycją gitarowej wściekłości czy rozczarowania codziennością

Joe Casey i spółka chyba stracili zapał do walki z systemem. Zamiast protestować, akceptują pełzający gdzieś za oknem Amerykański Koszmar. Godną uwagi nowością w stosunku do reszty dorobku zespołu jest urozmaicone brzmienie. Muzycy flirtują z okołojazzowymi motywami i korzystają z lirycznych tonów wiolonczeli. Śliczne ornamenty znakomicie kontrastują z chropowatymi melodeklamacjami frontmana, kreując zestawienie, które na długo pozostaje w pamięci. Zderzenie dwóch estetycznych światów aranżuje fascynującą scenę. Uliczny pastor ze stoickim spokojem zwiastuje koniec świata, a na drugim planie gorący płomień zamieszek pożera miasto.

Wyrafinowane dźwięki dodają utworom kapeli zaskakującej melodyjności

To wciąż surowe impresje zrodzone z garażowych tradycji, ale jednak niewstydzące się chwytliwości. Niektóre z nich, jak na przykład “Processed by the Boys”, są wyprodukowane efektowniej niż największe hity spod znaku stadionowego rocka. Dzięki kompozycyjnej brawurze członkowie Protomartyr wreszcie wychodzą z szufladki bycia drugimi The Fall i udowadniają, że umieją podszczypywać powszedniość po swojemu.

Przystępność poszczególnych kawałków podkreśla stawianą przez krążek tezę. Błyskotliwe bon moty nonszalancko rzucane pod motoryczne zacinanie gitary reprezentują normalizację absurdu egzystencji. Jeszcze kilka lat temu Amerykanie polemizowali z niesprawiedliwością świata, natomiast dziś prezentują zgoła inne podejście. Przyjmują wieści o socjopolitycznych katastrofach na chłodno, z cynicznym uśmieszkiem na twarzach. To dlatego, że nasze własne piekło na Ziemi stało się czymś oczywistym i nudnym niczym podatki.

Protomartyr boleśnie żądlą, nawet w towarzystwie nowych, przebojowych dekoracji

Teledysk do jednego z najbardziej refleksyjnych utworów na nowej płycie Protomartyr

Ich sztuka wciąż nie pasuje do ramówek popularnych radiostacji i nie sprawdza się wśród korytarzy centrów handlowych. Protomartyr skłania do podśpiewywania, ale już nie obiecuje ani eskapizmu, ani katharsis. Żeby zasłużyć na takie przyjemności trzeba mieć w sobie choćby iskierkę nadziei, a Ci panowie już dawno z niej zrezygnowali. 

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

“Bandana” to Freddie Gibbs i Madlib w szczytowej formie

Legendarny duet powraca ze znakomitym albumem. Rok 2019 już należy do Gibbsa...
Czytaj wiecej