Ustawa o elektromobilności z ważną nowelizacją?

Lexus UX 300e, Elektromobilność, Lexus Electrified, Lexus
Lexus UX 300e już dostępny na wybranych rynkach, fot. Lexus
Tempo rozwoju elektromobilności w Polsce, delikatnie mówiąc, nie zachwyca – prawo, które w teorii miało zachęcać do porzucania konwencjonalnie napędzanych samochodów, najwidoczniej zawiodło, ale już niebawem powinna nastąpić jego (kolejna) nowelizacja. Co się zmieni?

Historia polskiej elektromobilności jest dość krótka, ale burzliwa. I nie mówię tu nawet o milionie elektrycznych samochodów, które do 2025 roku mają pojawić się na polskich drogach – tak przynajmniej od lat zapowiadają politycy partii rządzącej. Niejako wymuszona przez unijną dyrektywę z 2014 roku Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych została przyjęta w styczniu 2018 roku. Co ciekawe, w połowie tego roku, gdy nowelizowano jej zapisy, niektórzy nadal te nierealne deklaracje podtrzymywali. O odrealnieniu założeń rządu najlepiej mówią jednak liczby. Z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów wynika, że do 31 października w Polsce zarejestrowano… 8278 samochodów czysto elektrycznych.

Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych zmieni się na lepsze?

Lexus UX 300e niebawem trafi do europejskich salonów, fot. materiały prasowe
Lexus UX 300e niebawem trafi do europejskich salonów

Projekt kolejnych zmian przedstawiono pod koniec listopada, po czym przyszedł czas na jego konsultacje. Termin składania uwag, wniosków i opinii minął w zeszłym tygodniu, a przecież i one nie są dla polityków wiążące. Jednocześnie nie ma tu zbyt wiele miejsca na różnego rodzaju zagrywki polityczne – to kwestia czysto merytoryczna. Skoro więc temat się pojawił, powoli możemy przygotowywać się do wprowadzenia nowelizacji w życie. A co ma się zmienić?

Jedną z istotnych kwestii jest ułatwienie montażu nowych punktów ładowania dla pojazdów elektrycznych np. w garażach bloków i przy kamienicach. Z kolei Urząd Dozoru Technicznego zyskał kompetencje opiniowania dokumentacji technicznej i badań stacji tankowania wodoru, choć tych powstaje w Polsce niewiele. Zdefiniowano również tak zwany carsharing, czyli współdzielenie pojazdów w ramach najmu krótkoterminowego. Ma to pozwolić poszczególnym gminom na ujednolicenie przepisów. Zdecydowanie większym wyzwaniem dla samorządów będzie jednak obowiązek tworzenia stref czystego transportu.

Kompromisy czy kontrowersje?

Nie ulega wątpliwości, że ostatni z punktów może wywoływać największe kontrowersje, ale i jest miejscem największych kompromisów. Nie jest bowiem tajemnicą, że strefy czystego transportu nie cieszą się w Polsce zbyt dużą popularnością, a przecież mogły powstawać zgodnie z obowiązującymi przepisami. To rozwiązanie dość powszechnie stosowane na Zachodzie, zwłaszcza w największych metropoliach. Jego celem jest oczywiście ograniczenie ruchu najbardziej szkodliwych pojazdów. W Polsce dotąd ich tworzenie było jedynie opcją – teraz stanie się obowiązkiem.

To rzecz trudna i wymagająca kompromisów, nie można bowiem ot tak powiedzieć ludziom, że ich samochody więcej nie wjadą pod dom, w którym mieszkają. Nie może być jednak tak, że politycy uginają się pod naporem niezadowolenia społeczeństwa, które wyżej ceni sobie wygodę niż własne zdrowie. Przykład z Krakowa dość jaskrawo obrazuje dotychczasowe funkcjonowanie SCT w Polsce. Tamtejsi radni, wykorzystując narzędzia, jakie dała im Ustawa o elektromobilności, w grudniu 2018 roku stworzyli taką strefę na Kazimierzu. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te zapędy. Wystarczyły cztery miesiące, by presja mieszkańców zmusiła ich do poprawy uchwały – i znów mogli tam wjeżdżać praktycznie wszyscy.

Jeśli zaproponowana ostatnio nowelizacja ustawy wejdzie w życie w obecnym kształcie, odwrotu nie będzie – każda gmina zamieszkiwana przez ponad 100 000 osób będzie musiała obowiązkowo takie strefy wyznaczać.

Nie jest jednak tak, że władza po prostu siłą chce nas przymusić do zmiany samochodu na bardziej ekologiczny. Wyraźnie widać w nowych przepisach inspirację Londynem, gdzie podobnie rozwiązano kwestie ruchu po mieście i jego ścisłym centrum. Strefy, które po wejściu w życie nowelizacji miałyby powstawać w większych miastach, w najlepszej sytuacji postawią oczywiście posiadaczy pojazdów elektrycznych i wodorowych, ale też tych zasilanych LPG lub gazem ziemnym. Każdy z nich otrzyma podczas przeglądu specjalną nalepkę uprawniającą do wjazdu do takiej strefy.

Gminy będą mogły dopuścić ruch także innych pojazdów, ale ich posiadacze będą już musieli się liczyć z opłatą. Co ważne – nie będzie ona naliczana za sam przejazd, a dopiero w ramach postoju w takiej strefie, jak gdyby dopłacali za bilet parkingowy. Opłata ma nie przekraczać 2,5 zł za godzinę. Dodatkowo autorzy nowelizacji precyzują, że w latach 2021-2025 do SCT będą mogły wjeżdżać pojazdy spełniające normy Euro 4; w latach 2026-2030 będzie to już Euro 5, a między 2031 i 2035 – Euro 6.

Toyota Mirai – rewolucyjny model o napędzie wodorowym

Z dzisiejszej perspektywy normy nie wyglądają więc na zbyt wyśrubowane. Przynajmniej w teorii powinny jednak zachęcać do rozważniejszego dobierania kolejnych samochodów. A skoro już o tym, warto wspomnieć, że pojazdy wodorowe także mają zostać objęte odpisem amortyzacyjnym. W przypadku pojazdów elektrycznych kwota graniczna to 225 000 zł. Nowelizacja obniża przy tym możliwość amortyzacji kosztów aut nieelektrycznych ze 150 000 do 100 000 zł w 2026 roku. Innym z argumentów finansowych jest też wprowadzenie zerowej stawki opłat drogowych i środowiskowych dla niskoemisyjnych pojazdów o masie powyżej 3,5 tony. Nie jest jednak pewne, czy przepisy wejdą w życie w dokładnie takim brzmieniu.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Czesi o Polakach, Polacy o Czechach – trwa konkurs “Razem w komiksie”

Choć komiks zdaje się gatunkiem wybitnie amerykańskim, Polacy nie mają się czego...
Czytaj wiecej