W objęciach szumu (Boris – „W”)

Boris – "W", Boris, Bandcamp
Boris – "W", fot. Bandcamp
Mimo upływu lat legendy eksperymentalnego metalu wciąż nie osiadają na laurach. Najnowsza płyta Boris jest kolejną, która utrzymuje wysoki, niedostępny dla wielu poziom. Jej kontemplacyjny charakter może trochę zaskakiwać, ale na pewno nie zawodzić.

Gitarowe rzężenie ma tu wymiar zdecydowanie nostalgiczny. Hałas nie przygniata odbiorcy, a otula jego wrażliwość ciepłym kocem. Malowany cierpliwym tempem zgiełk brzmi jak wyraz tęsknoty za niegdysiejszą powolnością codzienności. To swego rodzaju manifest antyakceleracji. Najnowsze utwory Boris odznaczają się paradoksalną medytacyjną gwarnością. Definiująca je ściana dźwięku wprowadza w stan hipnozy – przed oczyma staje nam obraz kontemplacyjnej rzeczywistości, którą dzisiejsza kultura błyskawiczna prawie całkowicie wymazała ze swojej pamięci.

Bardzo istotnym elementem nowej płyty Boris jest relacja szeptanych wokali z jazgotliwym brzmieniem

Stream całego albumu Boris – „W”

Wbrew pozorom nie ma ona nic wspólnego ze schematycznym zestawieniem „cicho-głośno, głośno-cicho”. To zdecydowanie bardziej symbiotyczny związek, kreujący ujednolicone wrażeniowe rozmycie. Kompozycje nie posiadają wyraźnych kształtów – te co chwilę znikają za mgłą, po to by ponownie się z niej wynurzyć. Rozpadający się w ciszy śpiew opowiada słuchaczowi tę samą historię, co rozpadająca się w zgiełku melodia. To opowieść o niewypowiedzianej na głos stracie. O momentach wewnętrznej harmonii, które wyparowały wraz z nadejściem nowych, niecierpliwych realiów.

Dominujący na „W” kojący hałas przypomina dźwięk, który w XXI wieku towarzyszy nam każdego dnia

Klip do jednego z utworów

Hałaśliwa symfonia jest naturalną partnerką podróży, pracy oraz nauki. Odpowiednio dostrojonego szumowiska potrzebujemy także, żeby usnąć. Nieustannie włączony telewizor, laptop lub odtwarzający bezkresną playlistę telefon uśmierzają ból samotności – dolegliwość bezpośrednio wynikającą przecież z zatracenia się w ciągłym pędzie. Słuchając płyty Boris, znów stajemy się jeszcze nienarodzonymi dziećmi. Wsłuchujemy się w balsamiczny szum wydobywający się z wnętrza ciała matki. Naszą Matką jest Akceleracja. Wszyscy jesteśmy z nią połączeni pępowiną kakofonicznej informacji.

Sprzeczności dzieła Japończyków są więc całkowicie naturalnym odzwierciedleniem naszej relacji ze światem. Zagubieni w kolażu wartkich bodźców szukamy w nich ucieczki od nich samych. Próbując uciec od cywilizacyjnego pędu, natrafiamy na doświadczenia, które stymulują ów codzienny wyścig. Szeptana kakofonia Boris to lustrzane odbicie człowieka znajdującego panaceum na szum powszedniości w szumie ulubionego streamingu.

Na jednym z forów internetowych przeczytałem, że utwory na „W” prowadzą zupełnie donikąd

Teledysk ilustrujący kolejny singiel

Była to oczywiście opinia o zabarwieniu negatywnym. Należałoby się z nią zgodzić, jednakże jednocześnie zmieniając jej wydźwięk. Otóż rzeczywiście tokijscy muzycy zabierają nas na wycieczkę donikąd. Nie interesuje ich rozwiązanie żadnej z zagadek, które podsuwają słuchaczom. Takie podejście należy natomiast traktować jako cnotę, a nie przywarę. Każdy uwikłany w gwałtowną współczesność artysta wręcz powinien kontestować jej żądzę natychmiastowości.

Dziś najbardziej niepokornym aktem jest właśnie konstruowanie narracji niedających owoców, niezbierających plonów. Zadawanie pytań pozbawionych odpowiedzi stanowi jedyny sposób na zahamowanie szaleńczego biegu ku łatwym konkluzjom. Celebrowanie tajemnicy to w kontekście współczesności aktywność bezkompromisowo bezproduktywna i dlatego należy ją popierać całym sercem.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Głuchy śmiech z puszki – co chce przekazać nam sitcom?

Śledząc historię amerykańskiego sitcomu, możemy dostrzec nie tylko ewolucję jednego z najpopularniejszych...
Czytaj wiecej