W takim tempie “Indiana Jones 5” nigdy nie powstanie

Indiana Jones 5, Harrison Ford, Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki, Lucasfilm
Harrison Ford w filmie "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki" (2008), fot. Lucasfilm
29 lipca 2022 roku to wciąż oficjalna data premiery piątej części przygód słynnego archeologa. Zmiany w ekipie produkującej film są jednak tak częste i znaczące, że zaczynam wątpić, czy projekt w ogóle dojdzie do skutku, a jeśli tak, to czy tytułową rolę odegra Harrison Ford.

Do przemyśleń na temat nowego “Indiany Jonesa” skłonił mnie niejako David Koepp. Nie jest to może najgłośniejsze nazwisko w branży, ale też anonimowym autorem nazwać mógłby go tylko człowiek, który zupełnie filmem się nie interesuje. Amerykanin tymczasem maczał palce między innymi w seriach: “Park Jurajski” czy “Mission: Impossible”; miał też znaczący udział w obu sequelach “Kodu Da Vinci”, “Wojnie światów” z 2005 i ostatniej “Mumii” (2017)… A piszę o tym po to, by uświadomić wam pewną rzecz. David Koepp nie jest genialnym, rozpoznawalnym scenarzystą, ale potrafi tworzyć/adaptować historie, które doskonale się sprzedają. “Indiana Jones 5” był więc kolejnym tytułem, który ewidentnie Koeppa potrzebował, ale…

Zmiany, zmiany, zmiany

Indiana Jones i poszukiwacze zaginionej Arki, Lucasfilm
Fragment plakatu promującego pierwszą część serii – “Indiana Jones i poszukiwacze zaginionej Arki” (1981), fot. Lucasfilm

2020 jest fatalny dla wszystkich, a dla branży filmowej szczególnie. Nie da się jednak zwalić całej winy na pandemię – zwłaszcza w przypadku tej produkcji. Plany jej realizacji są omawiane w mediach od jakichś pięciu lat. Dość powiedzieć, że pierwotnie to David Koepp został scenarzystą, niejako kontynuując “Indianę Jonesa i Królestwo Kryształowej Czaszki”. Tym razem historia miała rozgrywać się w Polsce czasów II wojny światowej, ale scenariusz nie spełniał oczekiwań. Zadanie zlecono więc Jonathanowi Kasdanowi. Jego ojciec, Lawrence, to autora scenariuszy do V i VI epizodu “Gwiezdnych wojen” oraz pierwszej przygody Indiany Jonesa. Kasdan junior pracował już przy “Hanie Solo”, zatem “Indiana Jones 5” w jego CV byłby symbolem zmiany pokoleniowej w branży. To jednak nie doszło do skutku, a po nim przewinęło się jeszcze kilka nazwisk. W końcu… wrócono do Koeppa i jeszcze do niedawna wydawał się on ostatecznym wyborem.

Gdy w połowie lutego Harrison Ford zapowiadał, że niebawem uda się wejść na plan, można było przypuszczać, że w końcu produkcja ruszy. Jak jednak wiadomo, w marcu przyszedł lockdown, który uniemożliwił jakąkolwiek pracę. Zresztą zanim to się stało, reżyserię filmu odpuścił sobie Steven Spielberg. W maju ogłoszono natomiast, że jego miejsce zajmie James Mangold, co wcale nie musi być złe. Mam wręcz wrażenie, że może to być poprawa jakościowa – to jednak wywołało kolejne zmiany, włączając w to ponowne odejście scenarzysty.

Dlaczego “Indiana Jones 5” nie powstaje już w oparciu o scenariusz Koeppa?

Steven Spielberg, Harrison Ford, Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki, Lucasfilm
Steven Spielberg i Harrison Ford na planie “Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki”, fot. Lucasfilm

O tym, że David Koepp opuszcza pokład tej zaginionej arki, wiadomo od czerwca. Niedawno udzielił on jednak ciekawego wywiadu Den of Geek. Nie zdradził oczywiście pikantnych szczegółów, na które wszyscy czekają; nie wylewał też żalów. Odniosłem wręcz wrażenie, że nie ma żalu do Disneya (sam zresztą odszedł) i dalej projektowi kibicuje. O swojej decyzji opowiedział krótko i dość dyplomatycznie:

Po tym, jak Steven [Spielberg – przyp. red.] zrezygnował, a jego następcą został James Mangold, to było logiczne posunięcie. Moim zdaniem ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje nowy reżyser, jest scenarzysta jego poprzednika.

– David Koepp

Zanim jednak doszło do tej kurtuazyjnej wypowiedzi, Koepp wyjawił coś – moim zdaniem – ciekawszego. Podzielił się bowiem wrażeniami z prac nad piątą odsłoną przygód Indiany Jonesa. Podkreślił, że próbowali ze Spielbergiem kilku wersji, każda z nich miała fajne elementy, ale nie wszystko grało. Ten fragment skwitował natomiast słowami:

To po prostu bardzo trudne, by zebrać wszystkie elementy – Stevena [Spielberga], Harrisona [Forda], scenariusz i Disneya – razem. I to się nie udało.

Spielberga już nie ma, nie będzie też Forda?

Harrison Ford, Indiana Jones i ostatnia krucjata, Lucasfilm
Kadr z filmu “Indiana Jones i ostatnia krucjata” (1989), fot. Lucasfilm

Może niepotrzebnie szukam w tych słowach drugiego dna, ale coraz bardziej mnie zastanawia, czy ruchy Disneya nie służą przeczekaniu. “Indiana Jones 5” to (kolejna) szansa dla Harrisona Forda na pożegnanie się z graną od lat 80. rolą. Ale czy będzie to godne pożegnanie? Ostatni raz w słynnego archeologa aktor wcielił się w roku 2008. Choć 66-letnim Ford wypadł nie najgorzej, “Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” to bez wątpienia najgorszy film serii. Aktor śmiał się wówczas, że chętnie zagrałby Jonesa jeszcze raz – byle przed osiemdziesiątką. I tak oto jesteśmy ponad dekadę później, gdy Harrison Ford zbliża się do tej granicy, a premiera – jeśli jej data nie zostanie przesunięta – będzie swoistym prezentem na jego 80. urodziny.

Czy mimo wieku aktor wciąż daje radę? Jak najbardziej. Rola w “Blade Runnerze 2049” i epizody w nowych odsłonach “Gwiezdnych wojen” pokazały, że Ford wciąż ma to coś. Pytanie tylko, czy w znacznie bardziej dynamicznej sadze, gdzie zazwyczaj on jest tym biegającym najwięcej, nadal będzie dobrze. To oczywiście problem drugorzędny, bo choć nie można zupełnie zmienić charakteru głównego bohatera, da się z tego wybrnąć. Nie muszę przecież mówić, że najlepszą częścią serii jest “Ostatnia krucjata”, w której Sean Connery skradł show głównemu bohaterowi. Szkot jednak dobijał wówczas do siedemdziesiątki, Ford jest dekadę dalej.

To teoria raczej z kategorii tych spiskowych, ale biznes to biznes

Indiana Jones 5, Nowy Indiana Jones, Shia LeBeouf, Mutt Jones, Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki, Lucasfilm
Shia LeBeouf jako Mutt Williams – syn Indiany, którego poznaliśmy w “Królestwie Kryształowej Czaszki”, fot. Lucasfilm

Czas nie działa na korzyść Harrisona Forda. Nie jest on już ani tym aktorem, którego widzieliśmy na ekranie w ostatnich latach, ani tym bardziej Indianą Jonesem (nawet z 2008 roku). Nie zarabia też mało, a nie do końca jestem przekonany, czy będzie w stanie zagwarantować jakość. Aktor w gruncie rzeczy nawet nie potrzebuje tej roli, a seria powinna odejść na emeryturę wraz z nim lub doczekać się godnego rebootu. Nie jestem fanem takich działań, ale nie mam wątpliwości, że Disney właśnie do tego zmierza. Nie wiadomo jedynie, czy chce to zrobić po dobroci, czy po chamsku.

Jeśli wybiorą drugą opcję, przeczekają Forda. Jeśli pierwszą – potrzebują następcy… którego Koepp skreślił. Mówię o zaprezentowanym w “Królewskie Kryształowej Czaszki” synu archeologa, granym przez Shię LeBeoufa. Wydawało się, że to będzie idealne pożegnanie Forda i wstęp do nowej historii. “Indiana Jones 5” zdaje się natomiast drugim podejściem do pożegnania. Jeśli jednak zabraknie tego symbolicznego elementu przekazania pałeczki, Disneyowi może być trudno o dalsze wyciskanie cytryny. Może to było kością niezgody?

Koeppa już jednak nie ma i – szczerze mówiąc – trudno stwierdzić, kto go zastąpi. Niektóre źródła sugerują, że wraca opcja z Kasdanem juniorem, który ma poprawić to, co zostawił jego poprzednik. Inne, że James Mangold nie potrzebuje pomocy, bo sam w pisaniu scenariuszy radzi sobie świetnie. Pozostaje więc czekać – jeśli nie na film, to chociaż na kolejne przesunięcia premiery. Warto bowiem pamiętać, że “Indiana Jones 5” miał trafić do kin już w zeszłym roku. Potem premierę przeniesiono na lipiec 2020, co oczywiście było nierealne. Obecnie oficjalną datą premiery jest 29 lipca 2022, ale czy tak pozostanie? Trudno powiedzieć.

Autor artykułu
More from Damian Halik

W Norman Walsh stworzyli buty inspirowane Lexusem CT

Być może Norman Walsh Footwear nie jest najsłynniejszą firmą produkującą obuwie sportowe,...
Czytaj wiecej