Fasolka zamiast steku. Walka z globalnym ociepleniem po amerykańsku

Walka z globalnym ociepleniem po amerykańsku: fasola zamiast wołowiny (fot. Andrey Gorulko)
Walka z globalnym ociepleniem po amerykańsku: fasola zamiast wołowiny (fot. Andrey Gorulko)
Amerykanie co rusz zaskakują nowymi, nieszczególnie przydatnymi pomysłami w kwestii ochrony środowiska czy zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych. Jak można się domyślić, ich walka z globalnym ociepleniem wcale nie jest przez to łatwiejsza – i nie ma tu znaczenia fakt, że administracja Donalda Trumpa, na czele z samym prezydentem, nie tylko bagatelizuje problem, ale wręcz wmawia wszystkim, że coś takiego w ogóle nie istnieje. I tu pojawia się doktor Helen Harwatt z kolejnym genialnym pomysłem...

Z nieba coraz częściej leje się żar, ale ponieważ mamy lato, łatwo jest to wyłumaczyć. W końcu upał jest wpisany w tę porę roku, podobnie jak śnieg w zimę. Tylko, czy aby na pewno? Na rozmowy o niemal bezśnieżnych zimach czas przyjdzie za kilka miesięcy, ale spójrzmy prawdzie w oczy: jeśli za kołem podbiegunowym temperatury przekraczają 30 stopni Celsjusza, to coś jest nie tak. Lodowce Arktyki topnieją nieubłaganie, a chłodna zazwyczaj północ Skandynawii stoi w płomieniach wywołanych przez suszę. I można oczywiście mówić, że problemu nie ma. Zaklinanie rzeczywistości i walka z globalnym ociepleniem stoją dziś po dwóch stronach barykady. Szczególnie narażeni są na to Republikanie, którym wielkie koncerny napychają kieszenie milionami dolarów, by ci przymykali oczy na szkodliwe dla środowiska działania. Są jednak i tacy, którzy próbują tę sytuację zmienić. Pytanie tylko, czy ich pomysły trafią do świadomości zakochanych w swoim stylu życia Amerykanów?

By oddać sprawiedliwość obecnemu Kongresowi oraz administracji prezydenta Trumpa, warto pamiętać, że ich poprzednicy byli niewiele lepsi. Uruchomiony przez prezydenta Obamę w 2009 roku program zmniejszania emisji gazów cieplarnianych właściwie nie działał. Walka z globalnym ociepleniem nawet na papierze jest co prawda lepsza niż zaprzeczanie mu, ale efekty niewiele się różnią. Oczywiście cały czas nad problemem pochylają się też naukowcy. Amerykanie w ogóle mają do tej tematyki dość ciekawe podejście, ponieważ ich genialne idee najczęściej oferują rozwiązanie niemal natychmiastowe, lecz niemożliwe do wprowadzenia w życie. I tu pojawia się doktor Helen Harwatt z kolejnym tego typu pomysłem…

Wegetarianie wszystkich krajów, łącznie się!

Helen Harwatt wiedzę z zakresu łagodzenia zmian klimatycznych poprzez zmianę zachowań zdobyła na Uniwersytecie w Leeds. Po uzyskaniu tytułu doktora pochodząca ze Stockport w Wielkiej Brytanii naukowiec przeniosła się za Ocean. Tam, najpierw na Loma Linda University, a obecnie na Harvardzie jej walka z globalnym ociepleniem nabrała rumieńców. Harwatt postanowiła skoncentrować się na opracowaniu systemu żywienia, który zadba o nasze zdrowie, przy okazji wspierając zrównoważony rozwój i ekologiczne uprawy. Badania prowadzone wspólnie przez zespół naukowców z Loma Linda University, Oregon State University oraz Bard College doprowadziły do dość zaskakujących obliczeń. Walka z globalnym ociepleniem mogłaby polegać na zmianie tylko jednego składnika diety Amerykanów…

Walka z globalnym ociepleniem poprzez ograniczenie hodowli bydła to najprostsze rozwiązanie (fot. Marc Dalmulder)
Walka z globalnym ociepleniem poprzez ograniczenie hodowli bydła to najprostsze rozwiązanie (fot. Marc Dalmulder)

Rozwiązaniem jest fasola. Mały haczyk polega na tym, że musiałaby ona zastąpić w codziennej diecie wołowinę. Idealnym rozwiązaniem byłaby oczywiście rezygnacja z mięsa w ogóle, ale zamknięcie masowych hodowli bydła mogłoby odpowiadać za redukcję nawet o 46-74% obecnego poziomu emisji gazów cieplarnianych. Dzieje się tak dlatego, że – zgodnie z danymi ONZ – aż 33% gruntów rolnych na świecie służy wyłącznie produkcji paszy. Kolejne 26% wolnych od lodu obszarów wykorzystywane jest do wypasu zwierząt. Razem daje to niemal 1/3 powierzchni ziemi, która służy wyłącznie produkcji mięsa. Wróćmy więc do fasoli. Obliczenia naukowców dają bowiem do zrozumienia prostą zależność: zwierzęta gospodarskie nie są w stanie przełożyć kaloryczności spożywanego pokarmu na produkcję mięsa w stosunku 1 do 1. W całym procesie produkują też olbrzymie ilości gazów cieplarnianych, dlatego walka z globalnym ociepleniem poprzez eliminację ich z diety niesie za sobą tak olbrzymie korzyści dla środowiska.

Genialny pomysł kontra rzeczywistość

Zastąpienie wołowiny fasolą tylko w Stanach Zjednoczonych uwolniłoby aż 42% gruntów rolnych od upraw wyłącznie do produkcji paszy. Helen Harwatt nie ma co prawda wątpliwości, że obecnie zmiany te nie są możliwe do przeprowadzenia. Cieszy ją jednak fakt, że udało się opracować sposób, który w obniżaniu poziomu emisji gazów cieplarnianych pomija polityków:

Udowodniliśmy, że walka z globalnym ociepleniem nie musi być oparta na polityce. W naszej koncepcji wszystko zależy od konsumentów, ci zaś powinni poczuć się zbudowani wielkim wpływem, jaki mogą wywrzeć na środowisku. Tym bardziej, że wystarczy zrobić coś tak łatwego, jak zmienić jeden składnik swojej codziennej diety. To ważne z psychologicznego punktu widzenia.

Podobno jeśli coś brzmi/wygląda głupio, ale działa, to nie jest głupie. Problem w tym, że walka z globalnym ociepleniem zgodna z zaleceniami zespołu Helen Harwatt jest obecnie niemożliwa poza warunkami laboratoryjnymi. Przynajmniej na razie. Wołowina, zwłaszcza steki, czyli nieodzowny gość podczas barbecue, są dla znacznej części Amerykanów niezbywalnym elementem ich kultury. To obok wolności słowa i powszechnego dostępu do broni część tamtejszego stylu życia, na którego zmianę nie ma przyzwolenia. Jeszcze nie. Wraz z postępującymi zmianami klimatycznymi zapewne podejście to ulegnie zmianie. Już w 2011 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wpisało na listę schorzeń “Ecoanxiety”, czyli lęk i bezradność wobec degradacji środowiska, obawy o przyszłość własną, swoich dzieci oraz przyszłych pokoleń wywołane obserwowaniem niszczejącej przyrody. Z biegiem lat zapewne coraz więcej osób będzie odczuwać tego typu niedogodności i w obecnej sytuacji zdaje się to jedyną nadzieją na zmiany. Jak na razie pomysł doktor Harwatt musi jednak zostać odłożony na półkę.

 

Źródło: The Atlantic

Autor artykułu
More from Damian Halik

“Glory hole” z pamiątką na całe życie?

Wbrew pozorom, nie jest to tekst o przygodnym seksie i jego przykrych...
Czytaj wiecej