Widmo umarłego Boga

Michał Anioł, Stworzenie Adama
Michał Anioł – "Stworzenie Adama"
Kulturowa dominacja ateistycznego trendu jest dziś faktem niepodlegającym dyskusji. Człowiek współczesny zdecydował się na krok, do którego przymierzał się od tysięcy lat – odważył się odrzucić doktrynę najpotężniejszej światowej religii. Myli się jednak ten, kto twierdzi, że ów spektakularny gest jest równoznaczny z odejściem Chrystusowych wartości w zapomnienie.

Wręcz przeciwnie – uniwersalna śmierć Boga przeobraziła go w widmo, postać nieustannie krążącą nad postmodernistycznym krajobrazem. Po oficjalnym pogrzebie Wszechmocnego ludzkość wcale nie wyswobodziła się z kajdan. Perspektywa boskiego ciała zamkniętego w trumnie nie pomogła człowiekowi odzyskać upragnionej etycznej niezależności. Paradoksalnie, udany zamach na figurę Najwyższego wręcz umocnił jego pozycję oraz urzeczywistnił jego obecność w naszej nowoczesnej codzienności.

Mówiąc o urzeczywistnieniu, mam na myśli proces odbiegający od porażających banalnością sporów dotyczących dowodu na istnienie siły wyższej. Debata poświęcona racjonalności lub nieracjonalności wiary w Boga jest bowiem dyskursywną sztuką dla sztuki, polemicznym ćwiczeniem, które ma znaczenie jedynie samo dla siebie. Wciąż niesłabnący fenomen takich dyskusji udowadnia wyłącznie, że dalej czujemy lęk przed eksplorowaniem transformacji teraźniejszości i wolimy szukać ukojenia w stabilnych, konwencjonalnych refleksjach.

Szansy na bardziej owocną dyskusję teologiczną należy więc upatrywać w zupełnie innym miejscu  

Peter Rollins opowiada o swojej filozofii

Kierunku nie wskażą nam ani gwiazdy pop-ateizmu w rodzaju Richarda Dawkinsa, ani gorliwi chrześcijanie z YouTube’a w typie Jordana Petersona. Jeśli już szukać gdzieś inspiracji, to w pomysłach generowanych przez tak zwaną teotanatologię. Ta niezwykle unikalna filozofia śmierci Boga (teologii, którą pożarł Tanatos) jest dokładnie tym, czego potrzebuje dzisiejszy religioznawczy dyskurs. Nietuzinkowy nurt myślowy ma wielu przedstawicieli, których bardzo często nazywa się radykalnymi teologami czy chrześcijańskimi ateistami.

Teotanatologię definiuje bardzo polifoniczny zestaw głosów, lecz można odnaleźć w jej założeniach kilka istotnych teoretycznych fundamentów. Żeby je przybliżyć, warto posłużyć się przykładem Petera Rollinsa – chyba najbardziej aktywnego medialnie propagatora tej dość kontrowersyjnej idei. Rollins, który jest autorem popularnych książek (również poza kręgami stricte akademickimi), regularnym gościem podcastów oraz prowadzi własny kanał na YouTube, próbuje zaszczepić szerokiej publiczności iście subwersywne, ryzykowne spojrzenie na chrześcijaństwo.

Subwersja Rollinsa wywodzi się wprost z jego inspiracji psychoanalitycznych

Jordan Peterson o wierze w Boga

Irlandzki myśliciel diagnozuje kondycję współczesnego chrześcijaństwa w podobny sposób do francuskiego następcy Freuda – Jacquesa Lacana analizującego symptomy u swoich pacjentów. Lacanowska interpretacja odrzucała proste kategorie prawdy i fałszu, obiektywizmu i subiektywizmu, faktu i fikcji. Słynny psychoanalityk nigdy nie próbował nikogo  l e c z y ć. Nie operował konceptami zdrowego i chorego psychicznie człowieka. Obserwował jedynie struktury ugruntowujące ludzką świadomość i na podstawie takiej właśnie obserwacji starał się odkryć ich symboliczny wymiar. Przyglądając się frywolnemu tańcowi symboli, archetypów oraz idei, poznawał mechanizmy pchające podmiot ku uwodzicielskiemu czarowi przedmiotów jego osobistego mikrokosmosu.

Myśl Rollinsa myśl podąża za lacanowską wizją, a nawet interpretuje ją w skali makro. Radykalny teolog przykłada do chrześcijaństwa lupę psychoanalityczną. Według niego biblijne idee są symbolicznymi znakami mapującymi sens egzystencji podmiotu – w tym wypadku całej naszej cywilizacji, jej najważniejszych społecznych oraz kulturowych uwarunkowań. Irlandzkiego filozofa również zupełnie nie interesuje badanie poziomu realności zjawiska. Skoro chrześcijaństwo (perspektywa pacjenta) ma wyrazisty wpływ na współczesną kulturę (życie codzienne pacjenta), to znaczy, że jest ideą o znaczeniu niebagatelnym. Nie jest ani mitem, ani niemitem – jest Nadmitem. Narracją, której rzeczywista siła oddziaływania sprawia, iż analiza jej w kontekście obiektywnych faktów nie ma żadnego znaczenia. Wyniki takich badań nie zmieniają bowiem wagi samego konceptu.

Rollins diagnozuje problem – nowoczesną, teoretycznie ateistyczną kulturę nawiedza widmo chrześcijaństwa 

Słynny wykład Jacquesa Lacana

Wskazuje też przyczynę – śmierć Boga, którą można porównać z psychoanalitycznym pojęciem wyparcia. Pacjent, nie będąc w stanie skonfrontować się z traumatycznym doświadczeniem, wypiera je ze świadomości. Innymi słowy, symbolicznie je zabija. Oczywiście efektem takiego działania nie jest upragniona konkluzja, która podarowałaby pacjentowi uczucie ulgi. Przeciwnie – próba uśmiercenia traumy sprawia, że ta zaczyna wrzynać się pod skórę. Schodzi do niebezpiecznego, nieświadomego poziomu, gdzie niczym widmo snuje się niby niezauważenie, zwiastując niepokój gdzieś w ledwo dostrzegalnym miejscu odbijającym się w kącie oka. To opis, który również perfekcyjnie ilustruje oblicze martwego Boga.

Jego trupie spojrzenie wyziera zza wszelkich teorii spiskowych. Widmowy Bóg Ojciec kształtuje obsesje na punkcie ataku na World Trade Center, płaskiej Ziemi, COVID-owych szczepionek czy ostatnio wojny w Ukrainie. Wszystkie te wydarzenia prowokują całą masę fantazyjnych scenariuszy, najczęściej dotyczących ukrytego podmiotu kontrolującego naiwne społeczeństwo. Może to być rząd, wielki koncern medialny albo nikczemna korporacja. Te osobliwe fantazje zwykle są zdefiniowane przez wspólny motyw – globalne wydarzenie okazuje się fikcją wykreowaną przez kogoś z kafkowskiego Zamku. Ci wyimaginowani reżyserzy rzeczywistości, ci wielcy manipulatorzy naszej codzienności są nikim innym, jak tylko personifikacjami widmowego Boga.

Wyparta przez ludzkość potrzeba podporządkowania sensu swojej egzystencji pod dyktando siły wyższej powraca ze zdwojoną siłą. Nowy Bóg jest właściwie takim samym bytem jak ten, który nie żyje. Po pierwsze, nadaje sens wyjątkowo absurdalnym wydarzeniom. Zamachy terrorystyczne, wojny i epidemie są esencjonalnie groteskowymi momentami historii, których nie da się zrozumieć, używając do tego racjonalnych narzędzi. Po drugie, odgrywa rolę absolutnego autorytetu. Kogoś, kto pociąga za sznurki i równocześnie kogoś, kto ponosi całą odpowiedzialność za nasz dzień powszedni (robi to, żebyśmy my nie musieli). Nowy Bóg jest więc pustą formą, którą wypełnia żywy duch Boga umarłego.

Chrześcijańskie widmo nawiedza także najnowsze spirytualne trendy

Zwiastun Netfliksowego dokumentu o medytacji

Przygląda się na przykład naszym codziennym praktykom medytacyjnym. Praktyki zaadaptowane przez teotanatologiczną kulturę jawią się jako wymyślne preteksty. Preteksty mające usprawiedliwić afirmację kultu Stworzyciela, który już dawno powinien nie żyć. Medytację zrodził hinduizm (religia wielu bogów) i buddyzm (filozofia każąca wątpić w odgórnie narzucone prawdy), a więc prądy niemające zupełnie nic wspólnego z czczeniem jedynego, słusznego autorytetu. Tymczasem zamerykanizowane i zeuropeizowane reinterpretacje podświadomie wskrzeszają Jedynego Boga. Jest nim oczywiście wszechwiedzący świat nauki.

Dopiero zapewnienia neurobiologów, psychologów i innych tak zwanych ekspertów pozwalają współczesnemu człowiekowi na poświęcenie się sztuce kontemplacji. Doświadczenie, które pozornie ma stanowić alternatywę dla chrześcijaństwa, w tej wersji tak naprawdę niewiele się od niego różni. Empiryczne dowody naukowe stają się więc nową siłą wyższą, do której zwracamy się, prosząc, by prowadziła nas za rękę. Radykalna teologia pozwala natomiast zrozumieć, czym dla współczesnej ludzkości jest idea Boga. Reprezentujący kontrowersyjny nurt filozofowie dzielą się ze światem iście postmodernistycznym rozumieniem tego konceptu. Sugerują, że niekościelna i niereligijna rzeczywistość paradoksalnie cementuje istotność chrześcijaństwa.

Nawiązując do psychoanalitycznej koncepcji wyparcia, teotanatolodzy postulują absurdalne, lecz bardzo dobrze umotywowane hasło: śmierć Boga wskrzesiła chrześcijańskie wartości. Jeśli więc rzeczywiście chcemy zrozumieć działanie teologicznej siły, to musimy zapomnieć o schematycznym dyskursie ateistycznym lub religijnym. Próbując pojąć zachowanie kulturowego widma, należy więc całkowicie oddać się ideologicznym absurdom i paradoksom. Wszelkie, rzekomo rozsądne i racjonalne strategie są bowiem niewystarczające, by zmierzyć się z groteskową naturą idei Absolutu. 

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

“ATAK” – WaluśKraksaKryzys wychodzi z garażu

Dwa lata temu WaluśKraksaKryzys, we współpracy z internetową wytwórnią Trzy Szóstki, wydał...
Czytaj wiecej