Pora odstawić eliksiry?

Wiedźmin: Pogromca potworów, Spokko
"Wiedźmin: Pogromca potworów", fot. Spokko
Czas płynie nieubłaganie, a kolejne gry długożyjące... umierają. Czy tak samo będzie z projektem studia Spokko, który za pośrednictwem rozszerzonej rzeczywistości miał nas przenieść do świata pełnego potworów? Wiecie, jak mawiają: nigdy nie wiadomo, kiedy po raz ostatni zażyjemy eliksir...

W lipcu należące do rodziny CD Projektu studio Spokko podjęło próbę zawojowania świata gier mobilnych. O moich pierwszych wrażeniach z gry “Wiedźmin: Pogromca potworów” przeczytacie tutaj. Przez kolejne miesiące tytuł nie oferował zbyt wielu nowych treści, choć nie można powiedzieć, że deweloperzy nie wsłuchiwali się w głosy graczy. Na znaczące nowości musieliśmy jednak poczekać aż do końca listopada. Zmiany były dość duże i rzeczywiście wpływały na rozgrywkę, urozmaicając grę, choć nie jestem przekonany, czy są wystarczającym argumentem, by nadal bawić się w wiedźmina.

Miecz obosieczny zamiast dwóch mieczy

The Witcher: Monster Slayer, Spokko
Grafika promująca grę “Wiedźmin: Pogromca potworów”, fot. Spokko

“Wiedźmin: Pogromca potworów” wielu wręcz zachwycił zadaniami fabularnymi, poza nimi nie oferował jednak zbyt ciekawej rozgrywki. Nie to, żeby miłośnicy grindu nie znaleźli w tej grze tego, co uwielbiają. Sam zabiłem przez tych kilka miesięcy ponad tysiąc potworów, choć jedynie te najbardziej pospolite udało mi się wymaksować. Wiem, żadne osiągnięcie – Spokko dało mi jednak poważny argument, bym nie musiał się w ich grze wysilać. Jakiś czas temu zwiększono bowiem zasięg naszej postaci, dzięki czemu bieganie za potworami okazało się w dużej mierze zbędne. Kanapowe granie było natomiast wystarczające, by umilić mi oczekiwanie na nowe elementy fabularne.

Sam zabieg był zresztą bardzo ciekawym zagraniem. Studio zdecydowało się na nie, gdy Niantic – twórcy “Pokemon Go” – postanowiło zakończyć pandemię, usuwając ze swojej gry udogodnienia pozwalające na granie kanapowe. Jednym z najważniejszych był powrót do przedpandemicznego zasięgu, który oczywiście zmuszał do częstszego wychodzenia z domu. To z kolei spotkało się z ogromnym buntem społeczności PoGo. Spokko pokazało zatem, że bacznie obserwuje rynek i reaguje na żale nawet nieswoich graczy. Pomysł ten okazał się jednak mieczem obosiecznym, “Wiedźmin: Pogromca potworów” nie wymuszał już bowiem aż tak aktywnego grania poza domem. To uległo zmianie dopiero pod koniec listopada, gdy gra otrzymała aktualizację 1.1.0.

Więcej grindu, moi drodzy, więcej grindu!

Wiedźmin: Pogromca potworów, Spokko
Grafika promująca grę “Wiedźmin: Pogromca potworów” w wersji 1.1.0, fot. Spokko

Nowości obejmowały szereg zmian i w ogólnym rozrachunku należy ocenić je pozytywnie. Nic to, że dosłownie kilka dni przed wprowadzeniem aktualizacji wreszcie udało mi się skompletować bestiariusz potworów pospolitych, a aktualizacja dodała w nim nowe – puste – pozycje. Tak zwane piekło perfekcjonisty to rzecz raczej normalna w stale rozwijanych tytułach. Zmiany tyczyły się zresztą nie tylko nowej zawartości, ale też uaktualniały ekonomię i mechaniki gry.

Te pierwsze są naturalne. Kto by chciał latać w kółko za tymi samymi potworami? Drugie pokazują natomiast, że Spokko – podobnie jak CD Projekt – dba o graczy. Zwiększono bowiem limit monet, jakie każdego dnia możemy zdobywać. Same mechaniki były jednak kolejnym zapożyczeniem od innych tego typu gier. Zarówno stemple, za których zbieranie otrzymujemy nagrody, jak i zadania czasowe od dawna funkcjonują między innymi w “Pokemon Go”.

W “Wiedźminie” zwłaszcza te ostatnie były znacznie bardziej wymagające. Studio Spokko ewidentnie chciało nas zachęcić do wychodzenia z domów, granie kanapowe nie było bowiem wystarczające (przynajmniej w moim przypadku), by na czas ukończyć wszystkie zadania. Tu jednak pojawia się problem, który sprawia, że zarówno twórcy, jak i gracze zaczynają stąpać po grząskim gruncie.

Aktualizacja 1.1.0 jest niczym pakt z Gaunterem O’Dimem

Kiedy gra wymaga od ciebie uwarzenia dziesięciu eliksirów, do którego potrzebujesz na przykład szczątków drakonidów, masz problem. Ten typ potworów najczęściej spotkasz około południa. To zaś sprawia, że albo odpalisz grę w trakcie nauki/pracy, albo nie wykonasz zadania. Takie luzowanie ekonomii gry przy jednoczesnym zachęcaniu do większego grindu jest jak balansowanie na linie. Idziesz graczom na rękę, ale w zamian oczekujesz zaangażowania. Pytanie, czy aby na pewno tytuł jest tego wart…

Tym, co z pewnością rozczarowuje w nowej aktualizacji, jest tak mocne skupienie się na zadaniach niefabularnych. Jasne, za nimi też kryje się jakaś historia, ale raczej z gatunku tych, które przeskakuje się bez czytania. Kilku nowych przeciwników to natomiast zdecydowanie za mało, by urzec graczy czekających na zapowiadaną przez twórców nową zawartość fabularną. Za nami już cztery Tygodnie Potworów. Nie powiedziałbym, by jakkolwiek mnie one zachwyciły i sprawiły, że z wypiekami na twarzy czekam na kolejne. Nie sztuką jest przecież zapewniać maniakom maszynkę do grindowania. Ta działa tylko wtedy, gdy zgadzają się wpływy z mikropłatności. W innym przypadku gra kończy żywot jak “Minecraft Earth” czy “Harry Potter: Wizzards Unite” – nagle i bez sentymentów.

Trudno też stwierdzić, by wokół wiedźmińskiej gry AR zgromadziła się jakaś szczególnie aktywna społeczność, która byłaby w stanie samemu zorganizować sobie zabawę – jak ma to miejsce choćby w przypadku “Pokemon Go”. Przedstawiciele studia Spokko od samego początku podkreślają przecież, że – podobnie jak w pierwowzorze – chcą skupić się na doświadczeniu jednoosobowym. Wiedźmini nie potrzebowali przyjaciół, najczęściej sami krążyli po świecie, przyjmując zlecenia na potwory… Tyle że tych zleceń właśnie nam brakuje, a zadania czasowe są jedynie ich namiastką!

“Wiedźmin: Pogromca potworów” z pewnością nie doczeka się takich mechanik jak znane z PoGo grupowe rajdy czy choćby potyczki PvP, a to właśnie taka zawartość kładzie podwaliny pod budowanie społeczności i zapewnienie tytułowi długiego życia. Nawet najbardziej satysfakcjonujący system walki nie wystarczy natomiast, by na dłuższą metę zatrzymać gracza przy tytule. Zważywszy na tak twarde trzymanie się własnej wizji solowej rozgrywki, wprowadzanie zapożyczonych mechanik może zatem dziwić.

A wystarczyłoby przecież pójść własną drogą i wprowadzić więcej losowych zadań fabularnych podobnych do tych, które zachwyciły nas na początku gry. Byłoby to zdecydowanie ciekawsze niż bicie na akord potworów. Na razie nic poza wstępnymi zapowiedziami nie wskazuje jednak, że taka zawartość w grze się pojawi. To zaś sprawia, że pod znakiem zapytania staje moja dalsza wiedźmińska kariera. Wiecie – nowy rok, nowy ja. Gracze “Pokemon Go” mawiają, że nigdy nie wiadomo, kiedy rzucimy ostatnim pokéballem, ale rozstanie z mobilnym “Wiedźminem” nie wydaje się aż tak dramatyczne. Może po kolejnej dużej aktualizacji będzie po co wracać do tego tytułu, a może nie? Studio Spokko ma losy “Pogromcy potworów” we własnych rękach i tylko od nich zależy, dokąd zmierza finał tej historii.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Cinebody zmieni twojego iPhone’a w klasyczną kamerę

Czy Cinebody jest niezbędne, by umilić nam korzystanie ze smartfona? Nie. To...
Czytaj wiecej