“Willow” doczeka się sequelu – po ponad 30 latach!

Willow Ufgood, Warwick Davis, Willow, Ron Howard, Lucasfilm, Metro-Goldwyn-Mayer
Willow Ufgood (Warwick Davis) – główny bohater filmu "Willow" (reż. Ron Howard, 1988), fot. Lucasfilm/Metro-Goldwyn-Mayer
Dla wielu kultowy, choć przez zdecydowaną większość widowni niedoceniony "Willow" ma szansę jeszcze raz zawalczyć o względy widzów – ale sequel tego tytułu to też oddech dla Lucasfilm, które po raz pierwszy od lat zrealizuje przedsięwzięcie niezwiązane z gwiezdnowojenną sagą.

Choć wiązano z nią duże nadzieje, produkcja z 1988 roku – co tu dużo mówić – nie miała wielkich szans na sukces. Oryginalna historia fantasy, stworzona przez George’a Lucasa i Boba Dolmana, a wyreżyserowana przez Rona Howarda, zwyczajnie nie trafiała ani w trendy, ani w gusta. Fantastyka bowiem wciąż jeszcze dźwięczała wówczas słowami Johna Ronalda Reuela Tolkiena i przez ten pryzmat oceniano każdy nowy jej wytwór. “Willow” natomiast zachwycał nad wyraz baśniową otoczką, odbiegając od ideału. Nie był też szczególnie atrakcyjny dla pochłoniętej wizjami przyszłości widowni końca lat 80. W efekcie, choć trudno tu mówić o porażce, “Willow” nie spełnił oczekiwań. Nic więc dziwnego, że choć film otrzymał dwie nominacje do Oscarów, nie zapisał się należycie ani w historii kinematografii, ani w pamięci widzów. Do czasu.

Val Kilmer, Warwick Davis, Ron Howard, Lucasfilm, Metro-Goldwyn-Mayer
Fragment plakatu promującego film, fot. Lucasfilm/Metro-Goldwyn-Mayer

Świat budowany (nie) na marne

George Lucas chciał rozwijać ten projekt, ale niekoniecznie miał ku temu argumenty. Film nie był klapą, ale do blockbustera było mu daleko. Sequelowe marzenia nie umarły jednak ani w pomysłodawcy, ani w tej części widowni, którą “Willow” zachwycił. Budowano więc ten fantastyczny świat, wydając przez kolejną dekadę komiksy i książki adaptujące film, ale też kontynuujące tę historię. Sama produkcja zaś, podobnie jak wiele innych tytułów z lat 80., dojrzewała wraz z widownią i z czasem zapracowała na miano kultowej. Zresztą, nie trzeba było odwiedzić kina w maju 1988, by móc tę fantastyczną opowieść obejrzeć. Do dziś przecież tytuł regularnie powraca na antenę jednej z telewizji, umilając niedzielne leniuchowanie.

Wiadomo, że Lucas myślał o kontynuacji jeszcze w latach 80., zatem nie powinno dziwić, że temat powracał co jakiś czas. Mogłoby się nawet wydawać, że kiedy marzenia filmowca miałyby się ziścić, jeśli nie w drugiej dekadzie XXI wieku, gdy nostalgia zawładnęła Hollywood. Pogłoski o sequelu “Willow” wróciły więc ze zdwojoną siłą, lecz wciąż brakowało konkretów. Nostalgia zaś zaczęła się ludziom przejadać, co zrozumiałe, biorąc pod uwagę, jak wiele wytwórni połasiło się na łatwy pieniądz, nie dbając o jakość nowych-starych tytułów. Disney, z uwagi na swoją dominację w świecie filmu, wciąż jednak liczy, że to właśnie nostalgia przyciągnie do nich odbiorcę, dlatego dość nieoczekiwanie, ale w końcu ogłoszono, że “Willow” powróci!

Wiadomo niewiele, ale grunt, że Willow Ufgood znów zagości na ekranach

Willow Ufgood, Warwick Davis, Willow, Ron Howard, Lucasfilm, Metro-Goldwyn-Mayer
Scena z filmu, fot. Lucasfilm Metro-Goldwyn-Mayer

Mając na względzie powyższe, wczorajsze informacja o rozpoczęciu prac nad sequelem “Willow” jest sporym zaskoczeniem. Szczegółów na razie brak, choć możemy powoli budować wizję tej kontynuacji. Na pokładzie nie zabraknie oczywiście George’a Lucasa ani Rona Howarda – choć tym razem w roli producenta. Reżyserię powierzono bowiem Jonowi M. Chu. Akcja sequelu będzie się rozgrywać kilkadziesiąt lat po zakończeniu filmowych przygód Ufgooda, natomiast w tytułową postać ponownie wcieli się Warwick Davis. Z kolei tym, co może zaskoczyć, będzie forma kontynuacji.

Disney, do którego od kilku lat należy Lucasfilm, postanowił wykorzystać potencjał tytułu w formie serialu. Showrunnerami będą Jonathan Kasdan (ostatnio bardzo zapracowany scenarzysta) oraz Wendy Mericle. Robi się zatem ciekawie. Zbierając zaś wszystkie dostępne informacje, nie trudno domyślić się, że nowy “Willow” trafi do biblioteki Disney+. Nie wiadomo niestety, kiedy możemy spodziewać się premiery, ale warto dać temu tytułowi szansę. Wytwórni bez wątpienia zależy, by na ich platformie stale pojawiały się nowe produkcje, które przyciągną widzów. Sukces “The Mandalorian” (zwłaszcza w konfrontacji z nową trylogią gwiezdnowojenną) pokazuje, że seriale mogą być lepsze od filmów. Dla Lucasfilm będzie to zresztą pierwszy tytuł od pięciu lat, który nie jest związany z kultową space operą.

Biorąc natomiast pod uwagę, jakie marki trzyma w garści Disney, właśnie możemy być świadkiem narodzin nowego trendu. Kto wie, czy jeśli “Willow” lub “WandaVision” (premiera w grudniu) osiągną porównywalne wyniki z “Mandalorianinem”, wytwórnia nie zdecyduje się na kolejne serialowe sequele. “Labirynt”, “American Graffiti”, “Indiana Jones”? Kto kolejny w drodze na mały ekran?

Autor artykułu
More from Damian Halik

Wirtualne zbiory Getty Museum to raj dla wielbicieli sztuki

Każdy miłośnik sztuki chciałby zapewne mieć nieograniczony dostęp do jej zbiorów, ale...
Czytaj wiecej