Winne okienka we Florencji wróciły do łask

Florencja, buchette del vino, Tiziana Fabi, AFP
Jedno z florenckich winnych okienek (wł. buchette del vino), fot. Tiziana Fabi/AFP
Kto by pomyślał, że w trakcie pandemii mogą pomóc rozwiązania rodem sprzed 450 lat? Odpowiedź brzmi: Włosi. Odkąd florenccy restauratorzy ponownie otworzyli swoje winne okienka, miłośnicy wina i włoskiej kuchni mają kolejny powód, by wybrać się właśnie do Toskanii.

Wakacyjny okres powoli dobiega końca. Dla jednych to czas powrotu do codziennych obowiązków, a dla innych najlepszy moment, by w końcu udać się na wymarzony urlop poza szczytem sezonu. Ten rok nieco jednak przemeblował plany większości z nas, przez co podróże zagraniczne, zwłaszcza teraz, gdy na horyzoncie majaczy kolejna fala zachorowań, mogą przysporzyć nam więcej problemów niż przyjemności. Jeśli jednak niestraszna nam kwarantanna, ciekawym kierunkiem może być Toskania, gdzie na skutek pandemii odżyła dawna tradycja handlowa – winne okienka.

Spacerując ulicami Florencji, bo to tam wieki temu zrodziły się winne okienka, niejeden turysta trafił na buchette del vino. Wiele tamtejszych budynków, głównie w granicach starego miasta, do dziś posiada niewielkie otwory w swych murach. Część z nich to oczywiście dawno zamurowane elementy historyczne, inne jednak wciąż mogą służyć użytkownikom budynków. Przekonali się o tym zwłaszcza restauratorzy, którzy zamiast pleksiglasowych tafli rozdzielających poszczególne stoliki, postawili na odmienną formę dystrybucji. Ci, którzy mogli, otworzyli zamknięte od dekad buchette del vino. Tym sposobem nie tylko rozwiązali część pandemicznych problemów lokalnego rynku gastronomicznego, ale też wykreowali nową atrakcję turystyczną.

COVID-19 to nie dżuma, a winne okienka to nie wymysł z czasów poprzedniej wielkiej epidemii

Winne okienko, via del Sole, Florencja, Wikimedia Commons
Winne okienko z tablicą informującą o godzinach otwarcia (via del Sole, Florencja), fot. Wikimedia Commons

Dosłowne tłumaczenie wyrażenia buchette del vino to otwory na wino – i tym w istocie były te okienka. Gdy za sprawą mediów społecznościowych florencki wynalazek obiegł świat, media prześcigały się w dorabianiu historii tym architektonicznym reliktom. Według jednych pochodzą one ze średniowiecza, inny przywoływali nawet antyk. Nagminnym były też nawiązania do epidemii dżumy… I większość tych informacji to zwykły clickbait.

Przede wszystkim rzucanie działającymi na wyobraźnię hasłami, jak antyk czy średniowiecze, jest raczej niepoważne. Epoki historyczne mają przecież swoje ramy czasowe, a mimo że trudno o dokładną datę powstania pierwszego tego typu otworu, czasy ich pochodzenia są dość dobrze udokumentowane. Bum na winne okienka rozpoczął się w drugiej połowie XVI wiek, a więc u schyłku renesansu, nie zaś w średniowieczu czy starożytności. Powodem była decyzja Kosmy I Medyceusza z 1559 roku. Bardzo mocno naciągane są też nawiązania do dżumy, bo ta, owszem, dotknęła między innymi Półwysep Apeniński, ale w latach 1629-1631. Faktem jest, że w trakcie epidemii Czarnej Śmierci korzystano z istniejących już otworów. Łączenie ich pochodzenia z tymi wydarzeniami to jednak duże nadużycie. Zresztą, kto o zdrowych zmysłach myślałby wówczas o wybijaniu dziur w murach swoich domów? Oto skąd się wzięły winne okienka.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi…

Winne okienka, Florencja, Buchette del vino, Robbin Gheesling
Winne okienka dokumentowane przez Robbin Gheesling

Chwytliwie brzmiące hasełka nijak mają się do rzeczywistości. Jak to zwykle bywa, matką tego wynalazku była potrzeba, ale nie pandemiczna, lecz finansowa. W średniowieczu Florencja była potężnym i bogatym miastem, jednak renesansowe zmiany w Europie zwiastowały rychły upadek staromodnych działalności handlowych. Arystokracja nie mogła sobie pozwolić na zubożenie, a w sukurs przyszedł im wspomniany już książę Toskanii – Kosma I. Dzięki temu, że zezwolił on właścicielom winnic na sprzedaż bezpośrednią, można było pominąć handlarzy i karczmy, a więc zarobić więcej. By jednak nie wpuszczać byle kogo do swych posiadłości, zaczęto wybijać w ścianach winne okienka. Klient w godzinach otwarcia musiał jedynie zapukać, by otrzymać to, po co przyszedł.

Tego typu otworów powstało kilkaset. Kilkadziesiąt lat później, w czasie epidemii dżumy, buchette del vino okazały się zbawienne, ale z czasem sprowadzały na posiadaczy domów także problemy. W czasie powodzi były one źródłem podtopień, a z czasem przestał być wykorzystywane, dlatego wiele z nich dawno temu zamurowano. Po niektórych nie pozostał nawet ślad na zewnętrznych ścianach budynków. Zgodnie z najnowszą wiedzą tylko we Florencji znaleziono ich niemal dwieście – sto pięćdziesiąt znajduje się na starym mieście, a kolejnych dwadzieścia pięć w innych częściach miasta. Co ciekawe, podobne okienka w liczbie dziewięćdziesięciu trzech zlokalizowano także poza stolicą Toskanii. Dane te pochodzą jednak od pasjonatów i stale są aktualizowane, nie istnieje natomiast oficjalny spis okienek.

Książkę na ten temat opublikowała już kilkanaście lat temu Lidia Casini Brogelli, lecz nie spotkałem się z jej przekładami na inne języki niż włoski. “Le buchette del vino a Firenze” jest więc pozycją raczej dla koneserów, ale rzuca więcej światła na tę ciekawą działalność. Od kilku lat w Toskanii działa też Associazione Buchette del Vino, które za cel wzięło sobie ochronę tych elementów architektonicznych jako części historycznego dziedzictwa regionu. To ich statystyki wyliczałem powyżej. Poniekąd to od nich wyszło też niefortunne porównanie obecnych czasów do działalności winnych okienek w czasach Czarnej Śmierci. Zabrakło jednak dziennikarskiej precyzji tym, którzy pominęli nieco faktów historycznych, powielając jedynie chwytliwe informacje o włoskiej zaradności.

Nowe-stare okienka zyskały nie tylko drugie życie, ale i poklask turystów

Associazione Buchette del Vino
Fot. Associazione Buchette del Vino

Wracając natomiast do współczesności, winne okienka to część florenckiej tradycji, którą na co dzień widywali odwiedzający. Niektóre opisano nawet pamiątkowymi tablicami. Najwidoczniej potrzeba było jednak impulsu, by się tymi architektonicznymi perełkami zainteresować. Kto wie, może dzięki temu sprzedaż za ich pośrednictwem będzie kontynuowana nawet po zakończeniu pandemii. Dziś to bowiem świetny sposób ograniczania kontaktu między klientem a sprzedawcą, ale też fajne, przyciągające turystów nawiązanie historyczne. Swoją drogą ciekawe, czy za jakiś czas nazwy tych okienek ulegną zmianie. Obecnie nie służą przecież tylko sprzedaży wina – możemy przez nie kupić lody, kawę, a nawet pizzę. To już jednak temat na zupełnie inne rozważania.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Wyjątkowy Lexus LY 650 w końcu doczekał się premiery!

O tym, że Lexus przygotowuje swój pierwszy, luksusowy jacht, pisaliśmy już wielokrotnie...
Czytaj wiecej