Wirtualna rewolucja ma sens głównie w… pornografii

Tak wygląda plan zdjęciowy podczas kręcenia porno dla VR bez stworzonego w tym celu sprzętu, fot. Brian Scott Gross (bsgpr.com)
Tak wygląda plan zdjęciowy podczas kręcenia porno dla VR bez stworzonego w tym celu sprzętu, fot. Brian Scott Gross (bsgpr.com)
Rozrywka ma różne oblicza i przeniesienie jej do wirtualnej rzeczywistości niewiele zmienia w tej kwestii, choć wielu VR łączy przede wszystkim z rynkiem gier komputerowych. Te jednak rozczarowują, natomiast muzyki – jak na razie – to nie odmieni, bo niby jak i po co? Może więc chociaż filmy nie polegną na tym gruncie? W branży pornograficznej widzą w tym przyszłość.

Nie raz i nie dwa pisałem już o wirtualnej rzeczywistości – czasem z nadziejami na postęp, choć najczęściej jednak ze sporym dystansem. Mojego umiarkowanie sceptycznego nastawienia nie zmienią również projekty, umówmy się, w głównej mierze humorystyczne, jak niedawne dzieło Jamesa Brutona. Pojawienie się tego typu zabawek jest natomiast kwestią dekady – nie w sensie wprowadzenia ich do sprzedaży, lecz jakościowej i ekonomicznej sensowności. Dziś natomiast żyjemy w świecie, który oferuje nam pewne rozwiązania zdecydowanie za szybko, przedkładając szpanerskie gadżety ponad jakość doznań. Czy choćby z tego powodu nie trudno się jeszcze dziwić, że wszelkie “rewolucje” nie zmieniają niczego? Oby i wirtualna rewolucja nie podzieliła ich losu.

Mówiąc o “rewolucjach technologicznych”, często mam przed oczami Steve’a Jobsa. Nie, żebym jakoś szczególnie doceniał produkty Apple’a, tworzone z myślą o specyficznej grupie odbiorców. Jobs stworzył jednak coś więcej: styl, który obecnie nakazuje dosłownie każdemu, by w fantazyjny sposób promować swoje produkty niezależnie od ich rzeczywistej wartości. I w tej odrealnionej wizji świata, który średnio raz na kilka miesięcy “rewolucjonizują” prezesi najważniejszych firmy technologicznych, świetnie odnajdują się także marzyciele z pomysłem na zastosowanie VR. Nie neguję jednak ich trudu, bo czasem może on przynieść nieoczekiwane rezultaty. Wirtualna rewolucja ma natomiast na tyle szerokie znaczenie, że mimo wszystko nie sposób jej zignorować.

Porno w VR jest szczytem tego, co da nam wirtualna rewolucja?

Naughty America VR, fot. TechCrunch
Naughty America VR, fot. TechCrunch

Czy gdyby nie pośpiech i prezentowanie półproduktów, byle tylko uprzedzić konkurencję, technologia rozwijałaby się żwawiej? Pewnie nie. Jakby nie patrzeć konkurencyjny aspekt tego wyścigu działa na firmy motywująco. Trudno jednak nie czuć się oszukanym, gdy kolejne lata mijają, nowe obietnice się mnożą, a stare wciąż nie zostały spełnione. Gry z wykorzystaniem zestawów VR, które w tej kwestii są koronnym dowodem, nie są i długo jeszcze nie będą dawać tego, co obiecują. Dziś ta technologia wydaje się jednak zmierzać w zupełnie innym kierunku.

Film w VR nie był dotąd szczególnie mocno eksploatowaną kwestią. Artystyczne kreacje trzeba by mocno uszczuplić, by dostosować je do wymogów technologii. Sprzęt jest drogi, efekt niepewny, a grupa odbiorców stosunkowo niewielka i raczej nieopłacalna. Broni nie złożyły jednak firmy produkujące film… użytkowe. To chyba najodpowiedniejsze słowo. Nic tak bowiem nie działa na wyobraźnię, jak wirtualno-fizyczny aspekt pornografii. Już w zeszłym roku jeden z branżowych potentatów – Naughty America – chciał zaprząc sztuczną inteligencję do tworzenia dedykowanych filmów dzięki technologii DeepFakes. Nie ograniczali się jednak przy tym jedynie do modyfikowania obrazu, lecz od razu nadawali go formie odpowiedniej dla gogli VR. Wirtualna rewolucja w tej branży po prostu się dokonała. Inni nie byli nawet świadomi, że można przeprowadzić ją po partyzancku i po prostu zatriumfować. Tu jednak historia się nie kończy.

Nieoczekiwani zwycięzcy?

Ela Darling, fot. Twitter Stoned Adulterer
Ela Darling, fot. Twitter Stoned Adulterer

Obecnie wirtualna rewolucja jako taka jest niemal uzależniona od pornografii. Nie w sensie dosłownym, ale w kwestii rzeczywistego wkładu w jej rozwój. Podczas gdy najwięksi potentaci puszą się na konferencjach, innowacyjne firmy wykonują swoją robotę i są za to doceniane. Słyszeliście o Z Cam K1 Pro? To kamera osobista, pozwalająca nagrywać obraz w 180 stopniach, która może rzeczywiście zrewolucjonizować ten rynek… A stworzono ją właśnie z myślą o nagrywaniu pornografii, choć na stronie producenta znajdziecie między innymi nagranie koncertu podczas Lollapaloozy 2018. Rzecz w tym, że dzięki tak niewielkiemu gadżetowi za raptem 3 000 $ Anna Lee została pierwszą reżyserką nagrodzoną w kategorii VR podczas dorocznej gali Adult Video News Awards. Zanim jednak miała taką możliwość, jako pionierka gatunku musiała eksperymentować z np. kilkunastoma GoPro sklejonymi tak, by nadać obrazowi głębi. Teraz jej dzieło nagrane w ciągu 10 minut ma lepszą jakość, niż tworzona przez 2-3 lata gra VR.

Nowe rozwiązania, ta wirtualna rewolucja na miarę XX wieku, dopiero w branży porno przeprowadzona należycie, nie każdemu musi się podobać. Trudno natomiast odmówić sensowności i jakościowego podejścia, o które tak trudno w obecnych czasach. Chyba jednak nie myślicie, że na tym wirtualna rewolucja się dopełni? To, co Anna Lee i jej naśladowcy robią, to nic innego, jak podwaliny pod o wiele bardziej odległe zagadnienia technologiczne.

W najbardziej realistycznym i sensualnym medium, jakie dotąd stworzono, niejeden może utonąć już dziś. Bez wątpienia mówimy więc o zagrożeniu, które aktualnie objawia się plagą waifu, seksrobotów i rosnącą apatią. Ludzie szukają intymności, nie potrafiąc zbudować jej w kontakcie z drugim człowiekiem. Jeśli natomiast wierzyć futurologom, to wcale nie jest kwestia jednostkowych problemów, lecz smutna wizja przyszłości. Wizja, której zarówno prowodyrem, jak i rozwiązaniem, może być właśnie wirtualna rzeczywistość.

Gwiazda porno VR – Ela Darling – na planie filmu, fot. Anna Lee
Gwiazda porno VR – Ela Darling – na planie filmu, fot. Anna Lee
Autor artykułu
More from Damian Halik

Luksusowe wille do wynajęcia od zaraz! [TOP10]

Wybierasz się na wakacje do Stanów Zjednoczonych? Te luksusowe wille powinny cię...
Czytaj wiecej