Wszystkie moje popkulturowe grzechy

"Guilty pleasure” oznacza grzechy popkultury, którymi uwielbiamy się rozkoszować, oczywiście, gdy nikt nie patrzy. Zapnijcie pasy, bo będzie ostro.

Telewizyjne grzechy

Instant Hotel

Oto australijska produkcja Netfliksa o ludziach biorących udział w zawodach na najlepiej urządzony wakacyjny hotel. Coś, co brzmi jak synonim śmiertelnej nudy, ma do zaoferowania atrakcje wykraczające poza typowy teleturniej. Uczestnicy konkursu są bowiem przedstawicielami zmanierowanej klasy średniej, zachowującymi się jak karykatury mieszkańców „dobrych przedmieść”. Oglądanie uprzywilejowanych snobów obniżających ocenę kurortu z powodu wlatującej przez okno muchy albo plaży znajdującej się AŻ dwa kilometry dalej, to naprawdę cudowna rozrywka. Zmagania zawodników uwypuklają motyw przewodni – pseudoburżuazję XXI wieku, nieświadomie kreującą farsę, jakiej nie powstydziłby się sam Luis Bunuel.

Programy śniadaniowe

Telewizja śniadaniowa to prawdopodobnie najbardziej perwersyjna przyjemność, jaką można sobie wyobrazić. Kolaż powierzchownie potraktowanych newsów, gastronomicznych obsesji i smutnych parodii wywiadów gwarantuje garść bardzo intensywnych wrażeń. Jednak pokaz dziennikarskiej niekompetencji naprawdę dobrze wpływa na samopoczucie widza. Nie ważne, jak trudne zadanie czeka nas danego dnia w pracy, na uczelni bądź w domu, to i tak mamy świadomość, że wykonamy lepszą robotę niż prezenterzy porannych programów. Cokolwiek musielibyśmy zrobić, osiągniemy lepszy wynik od celebrytów promujących brak profesjonalizmu i to za niemałe pieniądze.

Muzyczne grzechy

Sean Paul

Moja sympatia do Jamajczyka zaczęła się jeszcze w czasach szkolnych i trwa aż do dziś. Być może ten twórca nie ma na koncie wybitnych, zmieniających bieg popkultury albumów, ani też rewolucyjnych, poetyckich tekstów, ale przecież wcale do tego nie aspiruje. Sean Paul potrafi wybronić najbardziej schematyczną melodię charyzmą karaibskiego wodzireja. Gdzieś pomiędzy Shaggym, a biesiadnym konferansjerem, wokalista znajduje idealny sposób, by wywołać uśmiech na mej twarzy.

The Offspring

Dzieci lat dziewięćdziesiątych zasłynęły skocznym pop-punkiem, czyli stylistyką, która (podobnie jak nu-metal) już dawno kopnęła w kalendarz. Nie jest to dla mnie powód do płaczu, lecz do The Offspring mam jakiś dziwny sentyment. Może dlatego, że w przeciwieństwie np. do Green Day, Dexter i spółka nie próbowali udawać zbawców rocka. Ich piosenki celebrowały rubaszną prostotę bez pseudosocjologicznego zadęcia autorów „American Idiot”.

Filmowe grzechy

Śmiertelna pułapka”

Nicolas Cage jest znaną ikoną filmów tak złych, że aż dobrych, ale to właśnie powyższy tytuł zasługuje na miano arcydzieła kina klasy „B”. Wraz z plejadą gwiazd ubiegłych dekad (m.in. Charlie Sheen oraz Michael Biehn), ekscentryczny aktor tworzy osobliwy spektakl, miksujący niekomfortowy dramat rodzinny, polsatowski thriller i niezamierzoną, absurdalną komedię. Podziwianie szarżującego Nica, dumnie noszącego sztucznego wąsa oraz okropną perukę, było, jest i będzie najpiękniejszym filmowym doświadczeniem mojego życia.

Król Lear”

Szekspir w interpretacji Jeana-Luc Godarda to prawdziwa jazda bez trzymanki. Francuski reżyser przywłaszczył sobie tytuł sztuki, przeniósł akcję do bliżej nieokreślonej przyszłości i okrasił całość ironicznym metakomentarzem na temat procesu twórczego. Postmodernistyczna parodia kpi sobie z widzów oraz przemysłu filmowego z brawurą skandalicznego żartownisia opowiadającego wulgarny dowcip na eleganckim przyjęciu. Efekt zmyślnej prowokacji to absolutna katastrofa, ale całkowicie świadomie zaplanowana.

Literackie grzechy

“Spawn”

Komiks autorstwa Todda McFarlane’a opowiada o powracającym z piekieł mścicielu, pragnącym wyrównać rachunki ze swoimi prześladowcami z przeszłości. Superbohaterska historia celebruje przede wszystkim formalną przesadę. Począwszy od dialogów, a skończywszy na scenach akcji, mamy do czynienia z karykaturalną sagą, ukazującą potyczkę zła z jeszcze większym złem, wśród pachnących siarką ciemnych zaułków. „Spawn” jest kontynuowaną od kilkunastu lat telenowelą, której niedociągnięcia fabularne wynagradza dynamiczna strona wizualna. Jeśli potraktujemy tę pozycję jako niezobowiązującą operę mydlaną, to będziemy bawić się na sto dwa.

A jakie są wasze grzeszne popkulturowe przyjemności? Koniecznie dajcie znać!

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Kobiety przejmują amerykański hip-hop

Kobiety już nie są postaciami drugoplanowymi amerykańskiego hip-hopu. Obecnie to właśnie one...
Czytaj wiecej