“Wszystko wszędzie naraz” – wieloświat prawdziwych emocji [Recenzja]

Wszystko wszędzie naraz, Dan Kwan, Daniel Scheinert, 2022, A24
Kadr z filmu "Wszystko wszędzie naraz" (reż. Dan Kwan/Daniel Scheinert, 2022), fot. A24
Na ekrany kin wchodzi "Wszystko wszędzie naraz". Film Duetu Daniels został doceniony w Stanach Zjednoczonych przez krytykę i widzów – widowisko porusza popularny ostatnio temat Multiversum, ale łączy go z rodzinnym dramatem. Jak wypada taki miks?

Evelyn (Michelle Yeoh) prowadzi pralnię, która nie przynosi zysków, i tkwi w małżeństwie, które straciło dawny żar. W dniu kontroli skarbowej kobieta musi skonfrontować się z dociekliwą urzędniczką (Jamie Lee Curtis). W tym samym czasie odkryje istnienie wielu równoległych wszechświatów – pozna alternatywne wersje samej siebie i życia, które przeżyła gdzie indziej. Będzie miała również okazję uratować świat i rozwiązać rodzinne problemy. Tak w skrócie prezentuje się fabuła “Wszystko wszędzie naraz”.

Duet Daniels i emocjonalna podbudowa

Wszystko wszędzie naraz, 2022, Dan Kwan, Daniel Scheinert, A24
Kadr z filmu “Wszystko wszędzie naraz” (reż. Dan Kwan/Daniel Scheinert, 2022), fot. A24

Za “Wszystko wszędzie naraz” odpowiada Duet Daniels, czyli Dan Kwan i Daniel Scheinert. Panowie wcześniej współpracowali przy “Człowieku-scyzoryku”. Ta historia o samotności i zaprzyjaźnianiu się z trupem (w roli zwłok Daniel Radcliffe) była oparta na absurdalnym pomyśle, mimo to pod względem emocjonalnym działała bardzo dobrze. Podobnie jest z “Wszystko wszędzie naraz”.

Łatwo wrzucić ten film do szufladki niewymagającego kina akcji ze względu na eksplorowanie konceptu wieloświata. W końcu Multiversa kojarzą nam się przede wszystkim z widowiskami komiksowymi (“Spider-Man. Bez drogi do domu”). Duet Daniels podporządkowuje fabułę regułom sci-fi, a ich widowisko oszałamia tempem, formą i bogactwem pomysłów. Jednocześnie w centrum pozostają postaci z krwi i kości. Bohaterowie, którzy mają życiowe problemy, borykają się z bolesną przeszłością i z niepewnością patrzą w przyszłość. Jak wielu z nas.

Wszystko wszędzie naraz to nie wyolbrzymienie

Jamie Lee Curtis, Wszystko wszędzie naraz, 2022, Dan Kwan, Daniel Scheinert, A24
Jamie Lee Curtis w filmie “Wszystko wszędzie naraz”, fot. A24

Tytuł nie kłamie. Seansowi filmu Duetu Daniels towarzyszy cała galopada skojarzeń. Wyłapywanie popkulturowych odniesień z tego strumienia świadomości daje masę odbiorczej satysfakcji. Pomysł z wgrywaniem umiejętności kojarzy się z “Matrixem”, zresztą reżyserzy nie ukrywają, że była to spora inspiracja. Znajdziemy tu też nawiązania do melancholijnego kina Wonga Kar-Waia (“Spragnieni miłości”), animacji Pixara, “Kill Billa” Quentina Tarantino czy “Odysei kosmicznej” Stanleya Kubricka.

Spektakularne sceny akcji posiadają imponującą choreografię. Zostały precyzyjnie nakręcone i zmontowane, a ich namacalna fizyczność kojarzy się z najlepszymi osiągnięciami kaskaderskimi Jackiego Chana. Michelle Yeoh i Jamie Lee Curtis tworzą solidne kreacje aktorskie. Pierwsza redefiniuje swoje kultowe role w rodzaju tych z “Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka”. Druga w przerysowaniu na ekranie odcina się od kreacji niewinnej final girl z cyklu “Halloween”.

Odświeżające doświadczenie

Michelle Yeoh, Wszystko wszędzie naraz, Dan Kwan, Daniel Scheinert, 2022, A24
Fragment plakatu do filmu “Wszystko wszędzie naraz”, fot. A24

Od strony formalnej “Wszystko wszędzie naraz” to popis kreatywności. W trakcie seansu zmieniają się nie tylko gatunki filmowe i konwencje, ale również format obrazu. Mimo nadmiaru atrakcji film pozostaje spójny i konsekwentnie opowiedziany. To historia odgórnie zaplanowana na pełen metraż. Koncepcja Multiversum w filmach komiksowych stanowi furtkę do kolejnych spin-offów i sequeli, ale nie tu. W takim podejściu do kina popcornowego jest coś odświeżającego, co wyróżnia film Duetu Daniels na tle blockbusterów z ostatnich lat. Ostatni raz coś równie interesującego z podobną energią widziałem w filmie “Scott Pilgrim kontra świat” (2010) Edgara Wrighta.

“Wszystko wszędzie naraz” potrafi oszołomić liczbą bodźców, a pomysłów prezentowanych na ekranie starczyłoby na dziesięć innych produkcji. Mimo to jest to produkt kompletny, historia opowiedziana od początku do końca. Jej sednem pozostaje kameralny rodzinny dramat, który został ukryty pod epickim rozbuchaniem formalnym i nawarstwieniem pomysłów z różnych rejestrów. Duetowi Daniels udało się coś, co spotyka się coraz rzadziej. Udało im się stworzyć widowisko, które daje mnóstwo frajdy, jest inteligentnie wymyślone i posiada drugie dno. Przekonajcie się sami, wybierając się do kina. I spodziewajcie się niespodziewanego!

Autor artykułu
More from Jan Sławiński

“Kajko i Kokosz – Złota Kolekcja. Tom 3” – klasyk nie do zdarcia [Recenzja]

Mija pięćdziesiąt lat od powstania kultowej serii komiksów "Kajko i Kokosz" Janusza...
Czytaj wiecej