W Gdańsku można znaleźć naprawdę wyjątkowe pamiątki

Jan Heweliusz na jednej z grafik Anny "Lubek" Lubińskiej przygotowanych na potrzeby projektu, fot. Zatoka
Jan Heweliusz na jednej z grafik Anny "Lubek" Lubińskiej przygotowanych na potrzeby projektu, fot. Zatoka
Odwiedzając polskie miasta, przynajmniej te o większym potencjale turystycznym, nietrudno o pamiątki naprawdę niskich lotów – bibeloty, które kupujemy chyba tylko z przyzwyczajenia, a z którymi raczej nie zwiążemy miłych, wakacyjnych wspomnień. Nawet nie wiecie, jak bardzo zaskoczył mnie pod tym względem Gdańsk.

Nie ma rzecz jasna sensu generalizować i grzmieć na turystyczne nawyki – każdy przecież kupuje to, co mu się podoba. Samurajska katana prosto z Zakopanego, plastikowy hełm wikingów upamiętniający historię krzyżackich czasów Torunia… Do wyboru, do koloru. To zresztą globalny trend – gdzie byśmy nie pojechali, tam lokalna kultura konkuruje z suwenirami Made in China. Ja natomiast cierpię na dość powszechną, ale chyba nie aż tak kłującą w oczy dolegliwość – magnesy. Gdzie bym nie był, niemal zawsze znajdę miejsce oferujące te uniwersalne pamiątki. Ostatnio przywiozłem jeden nawet z Sosnowca, który przecież turystycznym miastem nie jest i raczej nie będzie. Może dlatego znalazłem je w przydworcowym sklepiku z prasą/starymi książkami/płytami DVD – ogółem ciekawe miejsce. Niby kiosk, a zaskakuje. Wracając jednak do Gdańska – tam także postanowiłem poszukać magnesów, ale znalazłem coś o wiele ciekawszego.

Nadmorskie kafelki Macieja Salamona, fot. Zatoka
Nadmorskie kafelki Macieja Salamona, fot. Zatoka

Na wstępie warto zaznaczyć, że Ameryki nie odkryłem.

Jako że nie odwiedziłem stolicy województwa pomorskiego turystycznie, polowanie na magnesy zorganizowałem “przy okazji”. Sprawa o tyle głupia, że nie była to moja pierwsza czy nawet piąta wizyta w mieście – zwyczajnie nie pamiętałem, czy poprzednim razem zdobyłem jakiś ciekawy magnes. Idąc bodajże ulicą Pańską, trafiłem jednak na sklepik z pamiątkami – jeden z wielu w tak obleganym przez turystów miejscu. Oczywiście Gdańsk sam w sobie wyjątkowy nie jest – półki sklepów czy straganów także uginają się tam pod ciężarem chińszczyzny. Tak już jest. Magnesy zresztą także często pochodzą z masowej produkcji w Państwie Środka – żeby nie było, że razi mnie pochodzenie tych pamiątek. Problemem jest ich jakość, treść, oderwanie od tego, co podobno mają reprezentować. Magnesy takich problemów nie rodzą (a przynajmniej zdarza się to rzadko).

Zatoka nietypowych pomysłów

Znani gdańszczanie – Jan Heweliusz, Arthur Schopenhauer i Sat-Okh na rysunkach Anny "Lubek|" Lubińskiej, fot. Zatoka
Znani gdańszczanie – Jan Heweliusz, Arthur Schopenhauer i Sat-Okh na rysunkach Anny “Lubek” Lubińskiej, fot. Zatoka

Jakież było moje zdziwienie, gdy uwagę przykuła nie tyle wystawka z magnesami, ile kilka ciekawych, dość prostych pomysłów na oryginalny prezent znad morza. Dobra, z daleka niemal każdy z nich przypominał magnes o nietypowym formacie – przyznaję się. Okazało się jednak, że trafiłem na jedno z nielicznych miejsc stacjonarnych, w których sprzedawane są pamiątki internetowego sklepu Zatoka. Inicjatywy lokalnej Fundacji Palma, której twórcy – Natalia Koralewska i Jakub Knera – postanowili nawiązać współpracę z trójmiejskimi artystami, by stworzyć coś innego:

Zatoka to projekt z pogranicza sztuki i turystyki, który eksploruje nowe sposoby narracji o nadmorskiej tożsamości. Zaprosiliśmy piątkę artystów do przygotowania unikalnych artystycznych pamiątek, które w sposób atrakcyjny i współczesny dla mieszkańców, ale też osób przyjezdnych opowiadają o różnych aspektach związanych z Gdańskiem, Trójmiastem i Pomorzem.

– opis idei, jaka stoi za przedsięwzięciem Fundacji Palma

W ofercie znajdują się głównie minimalistyczne grafiki – czy to w formie portretów znanych gdańszczan, uchwyconych kreską Anny “Lubek” Lubińskiej; czy też modernistycznych pocztówek z charakterystycznymi miejscami Trójmiasta, nakreślonych ręką Michała Pecko. Najciekawsze są jednak nadmorskie… kafelki! Sprzedawane w czterech wzorach (lub komplecie) płytki przypominają wakacyjną beztroskę – autor Maciej Salamon spojrzał na temat z przymrużeniem oka. Estetyka jest tu oczywiście kwestią gustu, ale wszystkie te nietypowe pamiątki po prostu wołają: kup mnie! – i tak szybkie wejście po magnes może zająć sporo czasu.

Cztery dostępne wzory kafelków (pamiątki autorstwa Macieja Salamona), fot. Zatoka

Początkowo decydując się jedynie na pocztówki, w hotelu postanowiłem wygooglować temat. W internetowych zasobach znaleźć można dodatkowo pocztówkę dźwiękową autorstwa Marcina “Emitera” Dymitera i barwne skarpety zaprojektowane przez Annę Witkowską.

Okazuje się, że kolekcja Zatoki premiery doczekała się już w trakcie wakacji zeszłego roku. Jak więc wspomniałem – Ameryki nie odkrywam, ale odkrycie mimo wszystko mnie cieszy. Mam oczywiście świadomość, że tego typu przedsięwzięcia na lokalną skalę są coraz popularniejsze, choćby dlatego, że rzesze kreatywnych ludzi coraz chętniej chwalą się swoim pochodzeniem, przywiązaniem do małych ojczyzn. Taki lokalny patriotyzm to ja rozumiem – oby pojawiało się coraz więcej jego przykładów. Dla turystów może to być tylko na plus! Z chińskim badziewiem wygrać nie sposób, a i ceny mogą niektórych odstraszać (w końcu to kawałek sztuki, nie jakaś masówka). Cieszy jednak zapał i fakt, że daje to jakiś wybór, alternatywę. Oby więcej takich inicjatyw. Szkoda tylko, że wzory modernistycznych pocztówek czy choćby kafelków nie trafiły także na magnesy, ale kto wie – może kiedyś.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Organic Basics – bielizna, której nie trzeba prać

Innowacyjność – nawet taka, która budzi pewne obawy o higienę – jest...
Czytaj wiecej