Good old Wes

Do polskich kin wkroczyły czteronogi z pewnej wyspy. Dzięki uprzejmości reżysera Wesa Andersona, będziemy mogli oglądać jedną z najciekawszych pozycji z gatunku animacji.

Czy nazwisko Wes Anderson jest Wam znane? Byłem pewien, że tak i cieszę się, że się nie pomyliłem. Twórca ten przez lata wypracował sobie charakterystyczny styl, którego właściwie nie da się pomylić z nikim innym. Kolorowe i symetryczne kadry rzucają się w oczy niemal od razu i wiemy, że oglądamy film Andersona. Nominowany do sześciu Oscarów, jeszcze żadnego nie otrzymał, ale z każdym kolejnym filmem wszyscy przeczuwają, że niebawem się to zmieni.

Stary Wes

Gdy wiele lat temu miałem okazję obejrzeć “Rushmore”, “Genialny klan” czy “Podwodne życie ze Stevem Zissou”, nie rozumiałem jeszcze zachwytów nad jego twórczością. Dopiero w 2009 roku, kiedy do kin wszedł “Fantastyczny Pan Lis, przekonałem się, że można nie tylko go polubić, ale również pokochać i całkowicie się w jego filmach zatracić. Ta zrobiona w starym stylu, poklatkowa animacja podbiła moje serce nie tylko przez wzgląd na genialne rozwiązania wizualne, ale także na świetnych aktorów podkładających swoje głosy pod bohaterów oraz bardzo ciekawą historię – na tyle oryginalną, że aż genialną.

Wes Anderson w towarzystkie swoich kukiełkowych postaci (troyann.p)
Wes Anderson w towarzystkie swoich kukiełkowych postaci (troyann.pl)

Później już było tylko lepiej, bo “Kochankowie z Księżyca”, a w szczególności “Grand Budapest Hotel” okazały się prawdziwymi hitami i tylko umocniły pozycję Wesa Andersona w świecie filmowym. Ten drugi tytuł zdobył nawet cztery Oscary oraz kilka nominacji, a także szereg innych nagród. Jest to zdecydowanie jeden z najważniejszych filmów w karierze reżysera, w którym mogliśmy zobaczyć największe gwiazdy światowego kina.

Nowy Wes

Na kolejny duży film Wesa musieliśmy poczekać cztery lata, ale zapowiada się, że zdecydowanie było warto.” Wyspa psów” wkroczyła na nasze ekrany. To kolejny (po “Fantastycznym Panie Lisie”) film zrealizowany w technologii poklatkowej – coś, co naprawdę uwielbiam, bo widać przy tym realnie ogrom pracy, jaka została włożona w produkcję filmu. To opowieść o japońskim chłopcu, który wyrusza na tytułową wyspę psów, by odnaleźć swojego zaginionego pupila.

"Wyspa Psów" - kadr z fimu (ostatniatawerna.pl)
“Wyspa Psów” – kadr z fimu (ostatniatawerna.pl)

Pierwsze światowe recenzje zapowiadają naprawdę wyśmienite widowisko (choć nie w tym blockbusterowym znaczeniu). Ponownie możemy tu zobaczyć, a raczej usłyszeć największe gwiazdy światowego formatu. To jednak norma u Andersona, bo u niego chce zagrać chyba każdy. Widać to zresztą po liście aktorów podkładających głosy pod bohaterów, na której pojawiła się nawet Yoko Ono.

Jeżeli planowaliście wyjście do kina w rozpoczynający się niedługo weekend, to ten film powinniście zobaczyć w pierwszej kolejności. Mogę się założyć, że będzie to naprawdę dobry wybór, a później kolejny, bo zapewne będziecie chcieli go zobaczyć więcej niż jeden raz.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Zabili mnie i uciekłem

Kino z natury „sam jeden zabił wszystkich” wiodło prym przede wszystkim w...
Czytaj wiecej