Yorgos Lanthimos – szokujący Grek

Pochodzi z Grecji, ma 46 lat i wyreżyserował 4 filmy, dzięki którym już zapisał się na kartach historii kinematografii. Człowiek, który nie boi się szokować. Wypracował swój własny styl, którego nie pomylimy z żadnym innym twórcą filmowym. Imię jego to Yorgos Lanthimos.

Gdy blisko dekadę temu obejrzałem film „Kieł”, podobnie jak wiele innych osób wiedziałem, że jego twórca ma przed sobą wielką karierę i jeszcze nie raz zaskoczy widzów. Ten dramat przemieszany z satyrą na tematy ojcostwa i rodzicielstwa szybko zyskał przychylność nie tylko krytyków, ale i widzów. Co więcej, zgarnął jednocześnie nominację do Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. Sam Lanthimos zapewne nie wiedział (bo nie mógł tego wiedzieć), że w przyszłości otrzyma jeszcze wiele innych nagród, a w 2019 roku jego film będzie głównym kandydatem do otrzymania nagrody Akademii w najważniejszych kategoriach.

Olivia Colman w filmie “Faworyta”, dyst. Imperial-Cinepix

Wrażenia po zobaczeniu “Lobstera”

Gdy w 2015 roku byłem na festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu (wtedy jeszcze z T-Mobile jako partnerem tytularnym), mogłem na kilka miesięcy przed oficjalną polską premierą obejrzeć nowy film Greka – „Lobster”. Tym razem miał on już do dyspozycji aktorską pierwszą ligę z Colinem Farrellem i Olivią Colman na czele. Kiedy spojrzymy na ostatnie produkcje reżysera, od razu zauważymy, że ma on swoich ulubionych aktorów i aktorki, z którymi lubi nawiązywać współpracę.

„Lobster” to dość dziwny film. Wpisujący się doskonale w banał, że albo się będzie podobał, albo nie. Pamiętam, że pierwsza połowa filmu mnie zachwyciła. Nie mogłem się nadziwić, jak świeże jest to spojrzenie na nasze społeczeństwo, jak dziwaczna to wizja świata. Niezwykle interesowało mnie, w jakim kierunku potoczy się cała historia. Kolejny raz już Lanthimos stworzył satyrę, wobec której nie dało się przejść obojętnie. Niestety, druga połowa filmu nie przypadła mi już do gustu. Uważam, że wszystko poszło w dziwaczną stronę. Mimo tego, nie można nie doceniać reżysera za to, że nie boi się tworzyć filmów nieoczywistych. 

Emma Stone i Yorgos Lanthimos na planie filmu “Faworyta”, dyst. Imperial-Cinepix

Taki też był film „Zabicie świętego jelenia”, którym reżyser powrócił nieco do stylu zaprezentowanego w „Kle”. Tym samym powrócił do mocno otaczającego nas dyskomfortu. W ten sposób Grek sprawił, że widzowie, którzy docenili jego pierwszy głośny film, ale nie przepadają za kolejnym, znów mogli się w nim zakochać. To niezwykła opowieść o rodzinnym dramacie, której nie ogląda się przyjemnie. Ale cóż, reżyser już zdążył nas przyzwyczaić do tego, że kino w jego wykonaniu to nie spokojny spacer po parku. Na ekranie ponowie mogliśmy podziwiać Colina Farrella. Partnerowała mu Nicole Kidman oraz młody – ale jakże rewelacyjny – Barry Keoghan.

Tym samym nadszedł rok 2018 (w naszych kinach to już 2019), kiedy Yorgos Lanthimos postanowił zmierzyć się z kinem kostiumowym.

Tak właśnie powstała „Faworyta”, która w tym momencie ma aż 10 nominacji do Oscara. To opowieść o kobietach, które walczą ze sobą o wpływy na angielskim dworze królowej. Wszelkie recenzje wskazują, że jest to jeden z najlepszych filmów reżysera. Co więcej, to zarazem ten, który powinien przypaść do gustu większości widzów – nie tylko tym, którzy cenią poprzednią twórczość Yorgosa. W obsadzie mamy śmietankę aktorską, a wiele nazwisk można kojarzyć z innych tytułów Greka. Zaliczyć do nich możemy przede wszystkim Olivię Colman, Rachel Weisz, a także Emmę Stone czy Nicholasa Houlta. 

Rachel Weisz w filmie “Faworyta”, dyst. Imperial-Cinepix

„Faworyta” wchodzi na polskie ekrany w najbliższy piątek i już nie mogę się doczekać seansu. Nie ukrywam, że oczekiwania mam spore. Mam nadzieję, że nie są one wygórowane, ale nic nie poradzę, że zachodni oraz rodzimi krytycy, którzy widzieli już film, narobili mi na niego olbrzymiego smaku.

Czy faktycznie będzie to Lanthimos w najlepszym wydaniu, który tym razem w 100% trafi w mój gust? Oby tak się stało.
I tego samego życzę Wam.

“Faworyta” zwiastun
Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

GLOW – pokochać serial o kobiecym wrestlingu

W pewnym momencie Netflix zaczął produkować tyle własnych seriali, że przestałem na...
Czytaj wiecej