Z kieliszkiem przez Niemcy…

Winiarskie Niemcy to doskonały cel podróży enoturystycznej. Każdy z 13 regionów winiarskich ma swoją specyfikę, jest malowniczo położony, a swoim gościom zapewnia nie tylko winiarskie atrakcje. W dodatku, większość znajduje się w pobliżu dużych miast i można odwiedzić je niejako przy okazji pobytu w metropolii. Choć, oczywiście, lepiej poświęcić im osobny wyjazd.

Zamki, klasztory i winnice

Niewielkie Rüdesheim jest, zaraz po Kolonii, najbardziej odwiedzanym miastem w Niemczech. Wystarczy przejść się brukowaną ulicą Górną (Oberstrasse), by zrozumieć jego fenomen, na który składają się kameralność, malownicza architektura i znakomite położenie nad brzegiem Renu, a poniżej zboczy porośniętych winoroślą.

Opisane przez Tomasza Manna w „Wyznaniach hochsztaplera Feliksa Krulla” miasteczko wieńczy fragment Doliny Renu, w którym rzeka zmieniwszy kierunek na wysokości Moguncji i Wiesbaden, płynie przez 30 km ze wschodu na zachód,  tworząc na północnym brzegu idealne warunki do uprawy winorośli. Oto Rheingau, region słynący z krzepkich, znakomicie zbudowanych, ale też przepełnionych owocowymi nutami rieslingów.

źródło: Alliance/Dumont/G.Knoll

Bliskość Frankfurtu nad Menem oraz większych miast, jak wspomniane Wiesbaden i Moguncja, czynią z niego łatwy do osiągnięcia i popularny cel wypraw miłośników wina. Eltville, Oestrich-Winkel czy Rüdesheim, to urokliwe osady, w których warto zatrzymać się na nocleg, posiłek lub choćby kieliszek wina. Legendarne zamki Johannisberg i Vollrads oraz klasztory Eberbach i św. Hildegardy są nie tylko miejscami, w którym powstają świetne rieslingi, ale też ważnymi zabytkami kultury winiarskiej. I to nie tylko dla Rheingau, ale Niemiec i całej Europy.

Jednocześnie to aktywnie działające centra kulturalne, w których wino towarzyszy festiwalom muzycznym i wielu działaniom artystycznym.

Do Rheingau można wpaść na kilka godzin, ale i na cały tydzień, wędrując czy jeżdżąc na rowerach wyznaczonymi wzdłuż rzeki albo pośród winnic trasami. Region może być też kolejnym etapem wędrówki po winiarskich Niemczech. Z Rüdesheim, w ciągu kilkunastu minut można dostać się promem na drugą stronę Renu, do Bingen. Tam właśnie swój początek biorą aż trzy regiony winiarskie: Mittelrhein na północy, Nahe na południu i Rheinhessen na wschodzie.

Wzdłuż Mozeli

Ta podróż zaczyna się pod wieżą Eiffela. Niewielką w porównaniu z oryginałem, stojącą symbolicznie na granicy niemiecko-francuskiej między Apach i Perl. Gdyby nie ta, może 3-metrowa, miniatura, trudno byłoby zorientować się, że po dwóch stronach wąskiej drogi leżą dwa różne kraje. Co więcej, z drugiego brzegu rzeki spogląda już Luksemburg i, jakże tu na miejscu, miasteczko Schengen.

Rzeka to Mozela. W Perl natomiast zaczyna się liczący ponad 200 km kręty szlak winiarski, być może najbardziej malowniczy w całych Niemczech.

Można go pokonać samochodem, pociągiem, statkiem, rowerem lub pieszo. Przez pierwsze 35 km wiedzie wzdłuż granicy z Luksemburgiem i większość dobrych winnic tej części regionu Mozeli leży właśnie po zachodniej stronie rzeki.

źródło: rtttravel.com

ŹPrawdziwa przygoda zaczyna się w Trewirze, być może najstarszym mieście w Niemczech. W 16 r. p.n.e. Rzymianie założyli tu osadę Augusta Treverorum, której symbolem jest stojąca do dziś Porta Nigra, Czarna Brama.

Za Trewirem Mozela zaczyna meandrować, klucząc między wysokimi, skalnymi, stromymi, obsadzonymi winoroślą brzegami, dramatycznie zmieniając co kilka kilometrów kierunek. Leiwen, Trittenheim, Piesport, Brauneberg to z pozoru senne miasteczka, w których tłoczy się najwybitniejsze wina tej części regionu.

Bernkastel-Kues, nieoficjalna stolica regionu, to ruchliwe, pełne turystów miasteczko-labirynt wąskich uliczek, przy których chylą się ku sobie szachulcowe kamieniczki o dachach krytych wielokolorowym łupkiem.

To właśnie łupek decyduje o różnicach w smaku poszczególnych mozelskich rieslingów. Dobrze widać to w okolicach Ürzig, gdzie sąsiadujące ze sobą winnice porastają to stalowo szare, to brązowe, to znów czerwone skały. Mineralność rieslingów z Würzgarten, Prälat, Treppchen czy Försterlay jest znacząco inna i wyraźnie wyczuwalna w kieliszku, choć siedliska leżą przecież jedno obok drugiego.

Podróżując w dół rzeki warto z pewnością zatrzymać się w Traben-Trarbach, choćby dla przyjemności przejścia pod XIX-wieczną Brückentor. To brama-baszta otwierającą wejście na most na Mozeli. Tymczasem nieodległe Pünderich to ciche, niewielkie miasteczko, którego fasady kamienic zdobią kreski z datami przypominającymi kolejne powodzie nawiedzające dolinę. Tutejszy nadrzeczny deptak Am Moselufer z kawiarnią, barem i restauracją to idealne miejsce na przystanek. Tym ciekawsze, że rozciąga się tam widok na ścianę legendarnego siedliska Marienburg. Dwa zakręty rzeki dalej, w Bremm strzela w niebo Calmont – obsadzona starymi krzewami rieslinga najbardziej stroma winnica w Europie.

Cochem, największe z miast w tej części Doliny Mozeli, kryje się w cieniu imponującego Reichsburg. Mowa tu o zamku cesarskim pochodzącym jeszcze z XII w., a odbudowanym w dziewiętnastym stuleciu w stylu neogotyckim.

Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów Mozela płynie już relatywnie spokojnie, bez gwałtownych zwrotów, za to w okolicach Winningen, znów w głębokim wąwozie stromych zboczy poprzecinanych tarasami porośniętymi winoroślą. W Koblencji wpada wreszcie do Renu, w miejscu zwanym Deutsches Eck, niemiecki róg. To koniec mozelskich winnic, ale nie regionów winiarskich. Na północ i południe od miasta ciągną się winnice regionu Mittlerhein, a raptem 50 km dzieli Koblencję od malowniczej doliny rzeki Ahr. Słynie ona z upraw spätburgundera, jak mówi się w Niemczech na pinot noir.

Wino, pałace i porcelana

Aby napić się dobrego niemieckiego rieslinga prosto z winnicy, nie trzeba podróżować aż na zachód kraju. Zaledwie 100 km od granicy w Zgorzelcu, w Pirnie bierze swój początek region winiarski Saksonia (Sachsen). Ciągnie się on przez pełne zabytków Drezno i Miśnię ok. 50 km w dół Łaby. Przeważają wina białe, choć riesling nie gra tu pierwszych skrzypiec. Jest bowiem tylko jednym z kilku, obok müller-thurgau, weissburgundera, kernera, gewürztraminera i scheurebe, uprawianych tu szczepów.

Po 1989 r. co najmniej kilka winiarni doszlusowało do ogólnoniemieckiego poziomu i Saksończycy nie mają się czego wstydzić. Sam region jest bardzo malowniczy. Jego południowo-wschodni kraniec zahacza o słynną Saksońską Szwajcarię, której krajobrazy zapładniały wyobraźnię Karola Maya opisującego przygody wodza Apaczów Winetoo, bez potrzeby podróży do Ameryki Północnej. Między Dreznem i Miśnią teren staje się łagodniejszy.

Oba miasta są świetnie skomunikowane, a dla miłośników wypraw rowerowych jest wspaniale przygotowana i oznaczona trasa rowerowa. A gdy znużą was winiarnie i winnice, zawsze możecie odwiedzić słynne na cały świat wytwórnie miśnieńskiej porcelany. Warte odwiedzenia są również usytuowane wzdłuż Łaby piękne pałace, które cały czas tętnią życiem .

Autor artykułu
More from Olaf Kuziemka

Od (nie)winnego wywiadu po wizytę na książęcym dworze – część II

Jeżeli odzywa się dzwonek w waszej komórce możecie spodziewać się, że dzwonią...
Czytaj wiecej