Z wolnowaru nie tuczy

Wolnowar
Wolnowar, źródło: garneczki.pl
Przysłowie mówi, że kradzione nie tuczy. Z wolnowarem jest podobnie. Slow cooker, bo o nim mowa, od dawna popularny jest w Stanach Zjednoczonych czy w zachodniej Europie. Na naszym rynku zaczyna się przebijać dzięki fanom zdrowej żywności.

Co to w ogóle jest? Wolnowar to urządzenie elektryczne z kategorii małego AGD, za pomocą którego przygotowuje się potrawy w temperaturze poniżej 100 stopni Celsjusza (najczęściej około 80). Zatem nie gotujemy, pieczemy czy smażymy. Praca wolnowaru polega na okresowym podgrzewaniu ceramicznego naczynia tak, by utrzymywało ustawioną temperaturą grzania. W zależności od trybu pracy urządzenia jedzenie może być gotowe w 3 godziny (wysokie zużycie energii) lub wolniej – do 7 godzin (niższe zużycie energii)

Rys historyczny

Jak wspomniałem wcześniej urządzenie znane jest już od dawna, bo od lat 50. XX wieku, a nawet wcześniej. Patent na wolnowar Irving Naxon (urodzony jako Irving Nachumsohn w żydowskiej rodzinie) otrzymał już w 1936 roku. Zainspirowała go historia babci dotycząca pracy przy czulencie, a więc tradycyjnej żydowskiej potrawie. Wykonanie miało pochłaniać wiele godzin. Córka Irvinga, Lenore, określiła go jako pracoholika i wynalazcę. W swoim życiu uzyskał około dwustu patentów. W tym, co ciekawe, dla amerykańskiej armii w czasie II wojny światowej.

Nie zarobił jednak majątku na swoich wynalazkach. Dopiero kiedy był gotowy przejść na emeryturę w 1971 roku sprzedał swój biznes wolnowarowy firmie Rival, ponieważ lubił właściciela firmy – I.H. Millera. Po dokonaniu kilku zmian produkt znany jako „Crock-Pot” zaczął być hitem w Stanach Zjednoczonych. Obecnie urządzenia produkowane są przez wiele różnych firm na całym świecie.

Oryginalny wolnowar (slow cooker) stworzony przez Irvinga Naxona

Rozwój i cena

Urządzenie było oczywiście stale rozwijane. Z czasem wprowadzono chociażby wyjmowane naczynia ceramiczne, a także możliwość ustawienia czasu pracy urządzenia (obecnie może to być nawet od 30 minut do 20 godzin). Do zakupu przyciągała stosunkowo niska cena, pierwsze urządzenia kosztowały około 25 $. Obecnie – w zależności od producenta, jakości wykonania wolnowaru oraz wbudowanej technologii – możemy nabyć urządzenie w cenie od około 100 zł do takiego za 600 zł. Niemniej już za około 200 zł dostaniemy naprawdę porządny slow cooker.

Najważniejsze?

No dobrze, ale tak naprawdę – po co nam to? Posiadanie tej „zabawki” umożliwia wielogodzinne gotowanie bez nadzoru takich potraw, jak gulasze, zupy czy desery (jak np. fondue). Gotując długo w trybie niskiego zużycia energii, zachowujemy bardzo dużo składników odżywczych w naszych potrawach. Oczywiście w porównaniu do tradycyjnego gotowania, pieczenia czy smażenia nawet w trybie wysokiego zużycia energii (szybkie przygotowanie), na zdrowsze wyjdzie nam przygotowanie potrawy w wolnowarze. Co też istotne, w obu wersjach tak naprawdę urządzenie zużywa mało prądu.

Chyba jedyną wadą, która przychodzi mi do głowy na temat wolnowaru jest fakt, że nie trzyma on zapachu. W trakcie gotowania przez kilka godzin czujemy więc zapach, ale podobnie będzie chociażby z piekarnikiem. Jeszcze mała rada dla nieuważnych – pokrywa urządzenia w czasie pracy jest bardzo gorąca, jeśli więc ktoś jej dotknie, może się poparzyć.

Reasumując, lubicie przygotowywać zdrowe jedzenia, ale macie mało czasu? Może nie tylko zdrowe, ale w ogóle czas przy gotowaniu stanowi dla was problem. Wolnowar może być doskonałym rozwiązaniem i warto przemyśleć taki zakup.

Autor artykułu
More from Kamil Jabłczyński

Podtrzymać dobrą passę

Polska reprezentacja lekkiej atletyce po raz kolejny świetnie pokazała się na międzynarodowej...
Czytaj wiecej