Zabili mnie i uciekłem

Kino z natury „sam jeden zabił wszystkich” wiodło prym przede wszystkim w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Choć w większości nie są to filmy o wielkiej wartości artystycznej, to oglądało się je bardzo przyjemnie. Nie tworzy się już za wiele takich produkcji, jednak od czasu do czasu zdarzają się swoiste perełki.

Kino z natury „sam jeden zabił wszystkich” wiodło prym przede wszystkim w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Choć w większości nie są to filmy o wielkiej wartości artystycznej, to oglądało się je bardzo przyjemnie. Nie tworzy się już za wiele takich produkcji, jednak od czasu do czasu zdarzają się swoiste perełki.

Taki właśnie był John Wick z 2014 roku. W główną rolę wcielił się Keanu Reeves, który wiele lat temu największą sławę zyskał serią Matrix. „John Wick” to film bardzo prosty w swojej fabularnej konstrukcji. Główny bohater jest byłym mordercą, działającym na zlecenie mafii. Wiedzie spokojne życie, gdyż wycofał się ze swojej profesji i ma teraz żonę oraz piękny dom. Jednak przeszłość lubi o sobie przypominać. Po śmierci żony, którą dopadła choroba, John wbrew swojej woli, zostaje wplątany w sprawy mafii. I co dalej? Strzelanie, zabijanie i bohater, który jest w stanie przeżyć wszystko, by tylko można było o nim zrobić kolejną część filmu. Brzmi nudnie i pospolicie. Czy jest tak naprawdę?

Trochę tak, ale ów film ma jedną wielką zaletę – niczego nie udaje. Tu od początku czujemy, że ma on być kinem strzelanym i bitym, w którym trup ściele się gęsto, a akcja nie zwalnia niemal wcale, nawet na minutę. Czujemy to i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Nie jest to ambitne kino, nie jest to sensacyjna komedia, to po prostu porządny akcyjniak, niedający nam odetchnąć. Kiedy wyszedłem z kina po premierze filmu, byłem zachwycony, z jaką lekkością udało się to wszystko zrealizować i zdałem sobie sprawę, jak bardzo mi takiego kina brakowało. Nie wiem dlaczego, robi się takich filmów tak mało. „John Wick” jest filmem dobrze zrealizowanym, dobrze zagranym i nawet przyzwoicie napisanym. Dochodzi do tego świetna ścieżka dźwiękowa i w 2014 mamy wyśmienity film, który przypominał mi największe hity mojego dzieciństwa, zachowując przy tym swoją świeżość.

Keanu Reeves sprawdził się w tej roli, to odpowiedni człowiek, na odpowiednim miejscu. Ostatnimi czasu brakowało mi go w kinie. Dobrze, że wraca, nawet jak są to filmy, które nie są wielkimi blockbusterami. Kiedy tak patrzę na jego filmografię, to widzę sporą sinusoidę. Ma on w swoim dorobku rozmaite role; od genialnych, po niewarte pamiętania. Zagrał w filmach, które stały się kultowe i weszły do kanonu kina, a także w tytułach będących pomyłkami. Mimo wszystko jest to aktor charakterystyczny, a z wraz z przebiegiem jego kariery, ja poznawałem kino, dlatego zawsze będzie miał on moją sympatię, bez względu na to, w czym i jak zagra.

Do naszych kin wchodzi właśnie John Wick 2, który jest kontynuacją wcześniej wspomnianego filmu. Keanu Reeves ponownie wciela się w tytułowego bohatera. Nie mogę się doczekać seansu tak bardzo, że chyba jest to jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie filmów tego sezonu – bardziej od niektórych tytułów nominowanych do tegorocznych Oscarów. Zza oceanu słychać głosy, że druga część wcale nie jest zła i gorsza od poprzedniej. Myślę, że możemy się spodziewać filmu, będącego na podobnym poziomie co poprzednik. Życzę tego wszystkim, bo brakuje mi ostatnio porządnego kina akcji, które jest najzwyczajniej kinem akcji. Czasami nie potrzebuję niczego więcej.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Avengers: Wojna bez granic – 10 lat czekania

Doczekaliśmy się. Po przeszło dekadzie, odkąd na ekranach kin mogliśmy zobaczyć pierwszy...
Czytaj wiecej