“Zagubieni w kosmosie” – finał kosmicznej odysei [Recenzja]

Zagubieni w kosmosie, Netflix
Kadr z 3. sezonu "Zagubionych w kosmosie", fot. Netflix
Ostatnie dni upłynęły mi na oglądaniu 3. sezonu jednego z najlepiej zrealizowanych seriali Netflixa. Mowa o "Zagubionych w kosmosie", których finałowa seria miała premierę w zeszłym tygodniu. W zakończeniu tej kosmicznej odysei nie brakuje akcji i emocji, a realizacja momentami zwala z nóg.

Serial “Zagubieni w kosmosie” miał swoją premierę na Netflixie w 2018 roku. Jest to nowa wersja popularnego serialu telewizyjnego z drugiej połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Opowiada on o rodzinie Robinsonów, którzy udają się do kolonii na planecie Alfą Centauri mającej zastąpić ludzkości przeludnioną Ziemię. Niestety po drodze ich statek zbacza z kursu – i tak rozpoczyna się ich tułaczka po kosmosie.

Pierwsze dwa sezony

Maxwell Jenkins, Will Robinson, Zagubieni w kosmosie, Netflxi
Will Robinson (Maxwell Jenkins) i zaprzyjaźniony z nim Robot – kadr z 3. sezonu “Zagubionych w kosmosie”, fot. Netflix

Pomimo tego, że nie oglądałem nigdy oryginalnego serialu, widziałem film z 1998 roku, który powstał na jego bazie. Jakość filmu wypadałoby przemilczeć. Wiedziałem jednak, że historia ta ma spory potencjał i byłem bardzo ciekaw, w jaką stronę pójdzie z nią Netflix. Już po dwóch pierwszy odcinkach pierwszego sezonu byłem całkowicie kupiony tym pomysłem. Im dalej, tym było lepiej. Nie dość, że całość była fantastycznie napisana, to bohaterowie zostali świetnie zarysowani. Całość dopełniała realizacja na naprawdę wysokim poziomie, który rósł z sezonu na sezon.

Bardzo czekałem na sezon drugi, który miał swoją premierę niecałe półtora roku później. W kolejnych odcinkach działo się więcej. Poznawaliśmy lepiej naszych bohaterów, a twórcy wciąż mieli pomysł i to było czuć podczas seansu. Bardzo szybko ogłoszono, że powstanie również trzeci sezon, a później podano informację, że będzie on finałowy. Była to bardzo dobra wiadomość. Mało rzeczy boli równie mocno, co rozciągany na siłę serial, który traci na jakości. Zwiastowano mocne zakończenie historii. Czy takie właśnie jest?

Finał

Zagubieni w kosmosie, Netflix
Kadr z 3. sezonu “Zagubionych w kosmosie”, fot. Netflix

Końcówka roku jest dość interesująca, jeśli chodzi o dobre produkcje – zarówno w kinach, jak i w streamingu. Nie ukrywam, że trzecia seria “Zagubionych w kosmosie” to jeden z tych tytułów, których wyczekiwałem i które chciałem obejrzeć jak najszybciej. Miało to być zakończenie całej historii, którą poznaliśmy na w poprzednich szesnastu odcinkach. Osiem nowych odcinków, z czego każdy trwał prawie godzinę, dostarczyło mi jednak nie tylko doskonałej rozrywki, ale też wielu rozmaitych emocji.

Przez poprzednie dwa sezony poznałem przede wszystkim głównych bohaterów. Rodzinę Robinsonów, doktor Smith i Robota. Zżyłem się z nimi i polubiłem każdego z nich zarówno z osobna, jak i jako całość. Teraz mogliśmy jeszcze lepiej zrozumieć pewne ich motywacje ze wcześniejszych odcinków oraz zastanawiać się, co zrobią za chwilę. Ten sezon pokazał, że nikogo tak naprawdę nie poznaliśmy w stu procentach. Każdy z bohaterów może nas bowiem jeszcze czymś zakończyć.

Mina Sundwall, Penny Robinson, Zagubieni w kosmosie, Netflix
Mina Sundwall jako Penny Robinson – kadr z 3. sezonu “Zagubionych w kosmosie”, fot. Netflix

Zaskakujący i satysfakcjonujący jest przede wszystkim finał. Akcja, która do niego prowadzi, zacieśnia się mniej więcej od połowy sezonu i od tego momentu nie ma kompletnie miejsca na nudę. W zasadzie o ile pierwszą połowę tego sezonu sobie dawkowałem, o tyle ostatnie cztery odcinki pochłonąłem na raz. Nikt, kto dotarł do tego momentu i był zadowolony z historii, nie będzie zawiedziony jej zwieńczeniem.

Otwarta furtka

Penny Robinson, Mina Sundwall, Vijay Dhar, Ajay Friese, Will Robinson, Maxwell Jenkins, Judy Robinson, Taylor Russell, Netflix
Penny Robinson (Mina Sundwall), Vijay Dhar (Ajay Friese), Will Robinson (Maxwell Jenkins) i Judy Robinson (Taylor Russell), fot. Netflix

Twórcy oficjalnie powiedzieli, że całość od początku była rozpisana na trzy serie. Cieszę się, że konsekwentnie doprowadzili do tego, aby tak się to właśnie skończyło. Zostawili sobie jednak nawet nie jedną, a dwie otwarte furtki na wypadek, gdyby losy Robinsonów – ale nie tylko – miały być kontynuowane. Nie wiem, czy z tej szansy skorzystają, ale czasami lepiej taką możliwość mieć, niż oficjalnie wszystko zamknąć, a po kilku latach na siłę wymyślać dalszy ciąg.

“Zagubieni w kosmosie” to świetne widowisko, ale aspekt wizualny jest tutaj drugorzędny. To przede wszystkim ciekawa historia o rodzinie, przyjaźni i więzach, nie tylko, międzyludzkich. Mało spotyka się obecnie produkcji, które nie są stricte dramatyczne i potrafią tak mocno związać nas z bohaterami. Wyraźnie widać, że to oni są tu najważniejsi. Choć, jak pisałem we wstępie, nie znam oryginalnego serialu, to wiem, że zdobył on wiele nagród i był doceniany przez publiczność. Tym samym zakładam, że twórcy nowej wersji wiedzieli, jaka siła drzemała w pierwowzorze. Cieszę się, że potrafili przenieść go na poziom współcześnie realizowanej historii i otrzymaliśmy jeden z najlepszych seriali sci-fi w XXI wieku.

Zwiastun finałowego sezonu serialu “Zagubieni w kosmosie”
Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Midsommar. W biały dzień

Pomimo tego, że premiera kinowa najnowszego filmu Ariego Astera miała miejsce już...
Czytaj wiecej