Zatrzyj ślady

Jeżeli szukacie minimalistycznego i oszczędnego kina, posiadającego jednocześnie mocny ładunek emocjonalny, to niedawno na platformie Netflix pojawił się film "Zatrzyj ślady", który może być idealną pozycją na weekendowy seans.

Pierwszy raz miałem okazję obejrzeć ten film pod koniec 2018 roku na American Film Festival. I jak sie okazało, był to dla mnie jeden z ciekawszych seansów tego wydarzenia. Dostajemy tu historię, która może i jest dość oszczędna w formie i z powolnym tempem akcji, ale za to przyciągająca do siebie emocjami i relacjami bohaterów.

Film opowiada o ojcu i córce, którzy na co dzień żyją w lasach parku narodowego w Portland, w stanie Oregon. Jest ich tylko dwójka, polują, biorą tylko to, co da im natura i nie mają kontaktu z “cywilizacją”. Pewnego dnia wiele się zmienia, kiedy zostają odkryci przez władze pobliskiego miasteczka. Próbują oni niejako zmusić ich do powrotu do społeczności.

Zatrzyj ślady
Fot. Bleeckerstreetmedia

Główne role w Zatrzyj ślady grają naprawdę znakomity Ben Foster oraz młoda Thomasin McKenzie. Aktorkę mogliśmy zobaczyć już w tym roku na ekranach w filmie Jojo Rabbit.

Reżyserka filmu, Debra Granik („Do szpiku kości“), skupiła się tu na bardzo ważnym problemie. Starała się pokazać, iż bardzo często – jako społeczeństwo – chcemy, by wszyscy się do nas dostosowali. Żyli według dokładnie tych samych zasad i obyczajów, co my. Sama sprawa jest dość dyskusyjna, jednak czy faktycznie trzeba zmuszać do czegoś kogoś, kto swoim zachowaniem i życiem nikomu innemu nie zagraża?

Głównych bohater chciał wraz ze swoją córką żyć w odosobnieniu z jakiegoś powodu, ale takim stanem rzeczy nie robił nikomu krzywdy. Nie powinien być więc zmuszany do zmiany sposobu życia. Jedyną osobą, dla której nie był to dobry „układ“, mogła być jego córka. Dlaczego? Film dość wyraźnie o tym mówi, dlatego polecam seans.

Zatrzyj ślady
Fot. Bleeckerstreetmedia

Niezwykle podobały mi się scenerie wykorzystane do nakręcenia filmu. Piękne krajobrazy parku narodowego i jego okolic sprawiały, że sam z chęcią wyprowadziłbym się z miasta. Poza tym, jest to świetnie napisana i zagrana opowieść o buncie, próbie odnalezienia siebie i – wbrew tytułowi – pozostawienia po sobie jakiegoś śladu. Thomasin McKenzie jest tutaj olśniewająca i w późniejszym filmie Taiki Waititiego tylko potwierdziła swój talent. „Zatrzyj ślady“ bardzo przypomina film “Captain Fantastic” Matta Rossa. Chociaż osobiście “Zatrzyj ślady” przypadł mi do gustu bardziej – najprawdopodobniej przez swój bardziej intymny klimat.

Wiem, że nie jest to najnowsza produkcja, która dopiero co była w kinach. Mam natomiast wrażenie, że film ten jest przez wielu pomijany podczas szukania wieczornego seansu. Jednak jest to jeden z lepszych tytułów, jakie było mi dane obejrzeć w 2018 roku. Do niektórych historia ta może naprawdę dotrzeć i zostawić po sobie dobre wspomnienia. To film, w którym można się zakochać i do którego będzie się chciało wracać, choć nie jest to film bezbolesny.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Niezwykła kobieta

Ostatnia dekada, to zdecydowanie czas komiksowych superbohaterów w kinie. Mogłoby się wydać,...
Czytaj wiecej