Burning Man zawita do Holandii, tylko po co?

Where the Sheep Sleep - oficjalna grafika
Burning Man powoli staje się miejscem kultowym, a na fali jego popularności powstaje coraz więcej festiwalowych klonów. Tym razem pokusili się o to Holendrzy, którzy własne Where the Sheep Sleep organizują pod patronatem twórców amerykańskiego pierwowzoru.

Burning Man powoli staje się miejscem kultowym, a na fali jego popularności powstaje coraz więcej festiwalowych klonów. Tym razem pokusili się o to Holendrzy, którzy własne Where the Sheep Sleep organizują pod patronatem twórców amerykańskiego pierwowzoru.

Trudno uwierzyć, ale pierwsza edycja Burning Man (jeśli w ogóle można ją tak określić) przyciągnęła zaledwie dwadzieścia osób. Wszystko zaczęło się od kameralnej imprezy na Baker Beach w San Francisco, w czerwcu 1986 roku. Był to wypad grupy znajomych… którzy podczas wspólnej zabawy postanowili zbudować drewnianą kukłę, by następnie puścić ją z dymem. Oficjalnie nazwa „Burning Man” pojawiła się dopiero dwa lata później, gdy w przedsięwzięciu wzięło udział już około dwustu osób.

Burning Man 2013, fot. Andy Barron dla "Reno Gazette-Journal"
Burning Man 2013, fot. Andy Barron dla “Reno Gazette-Journal”

Po upływie kolejnych dwóch lat malownicze wybrzeże Baker Beach, ze słynnym Golden Gate w tle, okazało się za ciasne. Właśnie wtedy organizatorzy postanowili znaleźć nowe miejsce. Wybór padł na środek wyschniętego jeziora, znanego obecnie jako pustynia Black Rock w stanie Nevada.

Z czasem liczba gości przekroczyła tysiąc, a od roku 1995 organizatorzy zdecydowali się na wprowadzenie opłat. Ilość uczestników festiwalu stale się zwiększa, a wraz z nią rosną także ceny biletów, jednak osoby odwiedzające Black Rock są zgodne – kilkaset dolarów za tydzień na Burning Man to żaden wydatek. W zeszłym roku udział w imprezie wzięło 70’000 osób, a to wynik wielce imponujący biorąc pod uwagę, jak bardzo surrealistyczne jest to przedsięwzięcie.

Nawiązanie do filmu "Mad Max: Beyond Thunderdome" - Burning Man 2015, fot. Aaron Feinberg
Nawiązanie do filmu “Mad Max: Beyond Thunderdome” – Burning Man 2015, fot. Aaron Feinberg

Idea Burning Man żyje własnym życiem

W międzyczasie zaczęły się pojawiać kolejne festiwale, których organizatorzy wprost mówili o swojej fascynacji Burning Man. Część z nich powstawała nawet we współpracy lub pod patronatem twórców pierwowzoru. Dość powiedzieć, że na terenie samych Stanów Zjednoczonych tego typu przedsięwzięć organizowanych jest kilkadziesiąt, a jedynym kontynentem, na którym jeszcze nie zagościła ta kultowa impreza, pozostaje Antarktyda.

I tak docieramy do rewelacji, nad którymi rozwodzą się w ostatnich dniach popularne portale muzyczne: fundacja Burning Man Netherlands zorganizuje pod koniec lipca pierwszy oficjalny europejski odpowiednik tego festiwalu – Where the Sheep Sleep.

By 29, 30 i 31 lipca spędzić w holenderskim Veluwe, należy wykupić członkostwo (10 €), dołączyć do facebookowej grupy (obecnie liczącej nieco ponad 3000 osób), a następnie wydać od 85-124 na bilety… których już nie ma.

Wejściówki rozeszły się „na pniu”. Organizatorzy tak mocno skupili się na zapewnieniach dotyczących niepowtarzalnego klimatu i porównywaniu przedsięwzięcia do oryginalnego Burning Man, że zapomnieli o małym szczególe. Nikt nie wspomniał, że festiwal nawiązujący do siedemdziesięciotysięcznej imprezy, będzie zamknięty dla 250 wybrańców (słownie: dwustu pięćdziesięciu). To już nie robi wrażenia. Chyba że chodziło o odczucie, że “tu jest jakby luksusowo”.

Where the Sheep Sleep - mapa festiwalu
Where the Sheep Sleep – mapa festiwalu

Wśród hipsterów Starego Kontynentu euforia, we mnie zdziwienie – czy aby na pewno potrzeba znanego logo na plakacie, by uczynić imprezę lepszą? Europa ma już podobne festiwale w Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Austrii czy Szwecji. Niemal każdy z nich jest większy i tańszy niż nowo powstający Where the Sheep Sleep.

Czy bez oficjalnego wsparcia Burning Man Project są gorsze?

 

Źródło: burningman.nl

Autor artykułu
More from Damian Halik

Jari-Matti Latvala pojedzie kultową Toyotą Celiką ST185!

Na naszych oczach rajdowa historia łączy się z teraźniejszością. Podczas wrześniowego RallyDay Jari-Matti...
Czytaj wiecej