Google wyśle ci twoje najlepsze zdjęcia

Google Photos, Zdjęcia Google, Google
Fot. Google
Kilka tygodni temu Google zaprezentowało nowy smartfon z serii Pixel, przy okazji zapowiadając udoskonalone funkcje swojego edytora zdjęć. Gdzieś między tymi zapowiedziami znalazła się także testowana od początku roku funkcja premium, która oficjalnie wkracza na rynek.

Pixel 5 to kolejna próba zawojowania przez Google branży, choć trudno nie uznać go za wywieszenie białej flagi. Smartfonowi daleko do najpotężniejszych modeli wyspecjalizowanych w fotografii, zresztą nawet wśród średniaków wypada dość przeciętnie. Jedynym jego plusem wydaje się stosunek ceny do jakości, choć i to dyskusyjne. Pomijając jednak samo urządzenie, najistotniejsze jest tu oprogramowania. Już w trakcie premiery Pixela 5 zademonstrowano nowe funkcje Google Photos (dalej – Zdjęcia Google). Obecny w aplikacji edytor ma być bardziej praktyczny, intuicyjny i… inteligentny. Ale dziś w sumie nie o tym.

Oczywiście trudno nie ucieszyć się z nowych udogodnień, jak choćby sugerowanie przez SI poprawek w wykonywanych przez nas zdjęciach czy wręcz ich automatyczne nanoszenie. Sztuczna inteligencja ma być w tym całkiem niezła, choć – niestety – nie wszyscy poznają jej pełne możliwości. Zdjęcia Google znajdziemy na każdym smartfonie z Androidem, ale część nowinek firma postanowiła czasowo zarezerwować dla własnego urządzenia fotograficznego. W całej tej nowoczesności znalazło się jednak miejsce także na coś sentymentalnego (i nie do końca zrozumiałego).

Zdjęcia Google to od teraz także płatna subskrypcja

Google, Google Photos
Fot. Google

Nie wiem, czy macie tego w ogóle świadomość, ale internetowy giganta z Mountain View od dawna oferuje nam… fotoksiążki. W Polsce mamy do wyboru albumy o wymiarach 18×18 lub 23×23 cm w miękkiej bądź twardej oprawie. Ich ceny zaczynają się od 55,99 zł. Wbrew pozorom to czasami przydatna, choć cenowo mało konkurencyjna oferta. W Stanach Zjednoczonych Zdjęcia Google oferują natomiast jeszcze szerszy wachlarz fizycznych pamiątek. Mowa o druku odbitek (od 25 centów za sztukę), ale też nadruku grafiki na płótnie (od 19,99 $). Od początku 2020 roku firma testowała także coś w rodzaju funkcji premium na życzenie. I fajnie, ale nie do końca.

Niegdyś rodzinne albumy przepełniały niezapomniane dzięki utrwaleniu na kliszy momenty – dziś tego typu pamiątki trzymamy w chmurze lub na dysku. Jeśli natomiast do fotografowania wykorzystujemy wyłącznie smartfona, często zdarza się, że nawet nie chce nam się ich zgrywać gdziekolwiek. Właśnie w takich przypadkach Zdjęcia Google zdają się szczególnie przydatną aplikacją, a jej nowa funkcja może okazać się miłym powiewem nostalgii. Nie za darmo, oczywiście.

Premium Print to rodzaj płatnej subskrypcji dla użytkowników Zdjęć Google, która kosztuje tylko 6,99 $ (+VAT). W jej ramach co miesiąc otrzymamy odbitki dziesięciu zdjęć. Jest w tym jednak pewien twist, bo nie tylko cena wydaje się mało adekwatna (drukując samodzielnie z Google Photo Print, zapłacilibyśmy mniej o przeszło połowę); ale też mieszane uczucia budzi element zaskoczenia.

Idea, jaka kryje się za usługą premium, mówi bowiem o tym, że wyboru naszych comiesięcznych zdjęć dokona sztuczna inteligencja. Ta ma w decydowaniu spore doświadczenia, bo w trakcie wspomnianych testów, które zakończono 30 czerwca, uskuteczniano uczenie maszynowe. Wtedy jednak testowi użytkownicy mieli możliwość podpowiadania aplikacji, nadając priorytet kategoriom takim jak “ludzie i zwierzęta”, “krajobrazy” czy “wszystkiego po trochu”. Nie wiadomo, czy ta możliwość zostanie zachowana w finalnej wersji, choć prawdopodobnie tak. Google nie informuje też, jakie formaty będą dostępne, choć biorąc pod uwagę pocztówkowe sugestie, chodzi najprawdopodobniej o wymiary 4×6 cala (10×15 cm). Niektóre źródła donoszą też o formatach 5×7 oraz 8×10 cala (kolejno: 13×18 i 20×25 cm), ale nie znajduje to potwierdzenia w oficjalnych materiałach.

Google Photos, Zdjęcia Google, Google
Fot. Google

Oficjalnie Zdjęcia Google uruchomią płatną subskrypcję niedługo, ale i tu poskąpiono szczegółów. Nie jest też pewne, czy usługa wymierzona jest wyłącznie w rynek amerykański, czy w przyszłości możemy się jej spodziewać także na skalę globalną.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Nolla/Zero Waste Bistro. Wykwintne dania z odzysku

Co łączy Helsinki i Nowy Jork? Pozornie niewiele, ale dzięki zaangażowaniu Finnish...
Czytaj wiecej