“Zeszyty Literackie” znikają, ale czy to naprawdę koniec?

Zeszyty Literackie, nr 143
Zeszyty Literackie, nr 143
O zasługach tego kwartalnika dla polskiej kultury i sztuki można by długo pisać. Rynek rządzi się jednak własnymi prawami, a sentyment czy nawet wzgląd na jakość (wyrażaną poprzez najwyższą wartość artystyczną) nie mogą stanowić kontrargumentu wobec braku rentowności. "Zeszyty Literackie" znikną zatem z końcem roku – to już pewne. Nie jest jednak powiedziane, że to definitywny koniec kultowego pisma...

Być może to zaklinanie rzeczywistości lub zbędne snucie niemożliwych do zrealizowania wizji, ale jestem zdania, że koniec końcowi nierówny. “Zeszyty Literackie” są oczywiście przykładem tytułu zasłużonego tak bardzo, że samo jego zamknięcie zdaje po prostu się pomysłem niedorzecznym. Swoją opinię opieram jednak nie na sentymencie, lecz przesłankach zdroworozsądkowych. By mogły one zaistnieć, potrzeba spełnienia jednocześnie kilku warunków, ale nie jest to niemożliwe. Zapytacie pewnie “jakich?” – pędzę więc z odpowiedzią!

Zacznijmy od kilku faktów. Wydawane od 1982 roku – początkowo w Paryżu, a po zmianach systemowych już w Warszawie – “Zeszyty Literackie” stanowiły niegdyś ostatni bastion polskiej literatury współczesnej. To właśnie dzięki staraniom redaktorów tego pisma, na czele z jego założycielką i redaktor naczelną Barbarą Toruńczyk, walczyli o pamięć polskich pisarzy na emigracji. Już w wolnej Polsce priorytety nieco się zmieniły, profil pisma pozostał jednak wierny ideałom. Już na początku lat 90. ważnym było jednak wsparcie, jakie redakcja otrzymała od wydawnictwa Agora. Firma początkowo finansowała “Zeszyty Literackie” bezpośrednio, a następnie za pośrednictwem fundacji – pod koniec zeszłego roku oświadczono jednak, że “Zeszyty” muszą poradzić sobie same.

Już wtedy wielu przeczuwało, że może to być początek końca. O fatalnych prognozach finansowych mówiło się od początku roku, a brak finansowego wsparcia ze strony Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (decyzję zmieniono dopiero po ostrej reakcji środowisk kulturalno-literackich), tylko pogłębiły obawy. Nawet wymuszone na ministrze Glińskim dotacje były zresztą zbyt małe, ale do końca września można było jeszcze zaklinać rzeczywistość…

144 i koniec

Dzień po tym, jak do sprzedaży trafił numer 143. na oficjalnym facebookowym fanpage’u kwartalnika pojawił się list od redakcji:

List pożegnalny redakcji, fot. Zeszyty Literackie
List pożegnalny redakcji, fot. Zeszyty Literackie

Drodzy Przyjaciele,

Pierwszy numer »Zeszytów Literackich« wydaliśmy w Paryżu w 1982 roku. Najbliższy grudniowy numer 144. będzie ostatni.

Wszystkich, którzy chcieliby się z nami pożegnać, prosimy o nadsyłanie listów do redakcji pocztą lub emailem.

Dziękujemy, że towarzyszyliście nam i współtworzyliście »Zeszyty Literackie«, nadając sens naszej pracy.

– Barbara Toruńczyk, Marek Zagańczyk, Mikołaj Nowak-Rogoziński

Przekaz jest jasny i żaden fan nie ma raczej wątpliwości, że należy się bać. Trudno jednak uwierzyć, że coś tak po prostu umiera. Nic więc dziwnego, że odruchowo każdy będzie szukać defibrylatora.

Elitarne pisma na wymarciu?

Jest w naszym kraju grupa magazynów, których tytuły powiedzą coś może kilku setkom osób. Niektóre pojawiają się i znikają, czasem robiąc przy tym nieco szumu; inne trwają, choć zupełnie na bocznym torze prasowego życia. Część z nich to tytuły tworzone niemalże hobbystycznie, którym wystarczają rządowe dotacje. Inne to twory na łasce czytelników, których twórcy nie mają nawet pewności, czy kolejny numer się ukaże. To jednak przypadki skrajne, najczęściej nieprzekraczające kilkuset egzemplarzy nakładu. Tymczasem swoisty elitaryzm nie zawsze musi oznaczać eskapistycznych tendencji i odcinania się od masowości. W gruncie rzeczy “Zeszyty Literackie” – choć tłumów nie przyciągały – wcale tak małego nakładu nie miały! Miały natomiast grono oddanych fanów, które w tym trudnym momencie okazać się kluczowe.

Oczywiście informacja o nadchodzącym końcu działalności wywołała sporą falę smutku. Wielu nie może się z tym pogodzić, inni nieco chłodniej strofują co bardziej dramatyzujących, że o dramatycznej sytuacji wiadomo było od dawna. I rzeczywiście trudno było o niej nie wiedzieć – zwłaszcza będąc fanem. Już po tym, jak w zeszłym roku “Zeszyty Literackie” przestały być wspierane przez Agorę, fundacja stanęła na skraju bankructwa. Nie pomogły także dotacje, o czym Pani Toruńczyk mówiła otwarcie.

Już na tym etapie pojawiły się pomysły finansowania społecznego. Nieśmiałe nawoływania nie wzbudziły jednak większego echa. Teraz, jakby nieco po czasie, motyw ten przewija się w postach miłośników kwartalnika. Czy aby nie za późno? Oczywiście, że nie!

Casus “Przekroju”

Crowdfunding jest w tym przypadku jedną z opcji, jednak nie ulega wątpliwości, że metoda ta nie dawałaby szczególnej pewności bytu. “Zeszyty Literackie” zasługują natomiast na coś więcej, a wcale nie tak dawno ktoś inny pokazał już, jak obchodzić się z kultowymi tytułami!

Mowa oczywiście o Tomaszu Niewiadomskim, który tchnął nowe-stare życie w niegdyś genialny, a u swego kresu niemal żałosny “Przekrój”. Pismo o niesamowicie długiej historii było w latach PRL-u jedną z inteligenckich przystani, ale w XXI wieku sobie nie poradziło. Zmiany, próby nowych formatów i wreszcie długa, niepotrzebna agonia doprowadziły tygodnik do upadku w 2013 roku, ale jego rozpoznawalna marka szybko znalazła nowego nabywcę. Z pewnych względów “Przekrój” zniknął z rynku na kilka lat. W grudniu 2016 roku powrócił jednak w zupełnie odmienionej formie. Tygodnik przemieniono w kwartalnik, a jego szata graficzna wyraźnie nawiązuje do lat świetności pisma. Efekt? Duży nakład, stali czytelnicy z elitarystycznymi zapędami, może nieco hipsterscy, ale przynajmniej dający motywację do prac nad dalszymi odsłonami. A warto przy tym dodać, że pismo nie ma za zadanie zarabiać na siebie. Ono ma istnieć ku artystycznej uciesze właściciela.

“Zeszyty Literackie” wcale nie są słabszą marką. Ba, ich renomę podkreślają nawet ciepłe słowa płynące także z zagranicy! Zdaniem wielu krytyków “ZL” były bowiem jednym z najlepszych europejskich pism o literaturze. Tym trudniej więc uwierzyć, że nie znajdzie się mecenas, który zapragnie wskrzeszenia tego jeszcze (choć ledwo) zipiącego fenomenu kulturowego. Tu jednak pojawia się kolejny czynnik: redakcja. Nawet jeśli okazałoby się, że “Zeszyty Literackie” mają szansę nadal funkcjonować, nie mogłoby się obyć bez dotychczasowych ich twórców. Pytaniem właściwym powinno być zatem nie “czy to naprawdę koniec?”, lecz: “czy redakcja chce, by wsparł ją ktoś z zewnątrz?”. O tym przekonamy się jednak zapewne w najbliższych kilku miesiącach.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Zimowe wakacje? Najciekawsze miejsca do odwiedzenia

Czy to w celu uniknięcia zatłoczonych latem kurortów, czy nietypowego spędzenia okresu...
Czytaj wiecej