Zipline to dron, który ratuje ludzkie życie

Fot. Zipline
Fot. Zipline
Drony nie są już niczym niezwykłym na naszym niebie, Zipline idzie jednak o krok dalej, przecierając powietrzne szlaki w zdalnym ratowaniu życia. Mimo że skonstruowano go w Stanach Zjednoczonych, wykorzystywany jest przede wszystkim w Rwandzie – i radzi sobie świetnie.

Fakt, że drony to bezzałogowe statki powietrzne, jest dziś powszechnie znany. Niemal tak powszechnie, jak te urządzenia latające nam nad głowami. Kierowany zdalnie (czasem autonomicznie) pojazd tego typu może dostarczać frajdy lub wypełniać misje niemożliwe do zrealizowania przez człowieka. Technologia rozwija się natomiast tak szybko, że dziś drony wykorzystywane są do coraz bardziej skomplikowanych zadań. Jedną z takich maszyn skonstruowała kalifornijska firma Zipline – dziś za jej pośrednictwem w Rwandzie ratuje się ludzkie życie.

Jak w przypadku wielu technologii wszystko zaczęło się od zastosowań militarnych. Dziś drony wykorzystywane są jednak w bardzo wielu dziedzinach życia. W Stanach Zjednoczonych dostarczają one już paczki, w Chinach czy Wielkiej Brytanii także jedzenie. Nie jest zatem zaskoczeniem, że kalifornijskie Zipline także projektowało swoją maszynę z myślą o transporcie. Firma produkuje drony, które z prędkością 130 km/h mogą dostarczać nawet dwukilogramowe przesyłki w zasięgu stu sześćdziesięciu kilometrów od bazy. Mimo zarejestrowania w Stanach Zjednoczonych korzenie Zipline są jednak zupełnie inne, podobnie jak idea stojąca za tym przedsięwzięciem.

Projekt Zipline to odpowiedź na problemy Rwandy

Dron Zipline podczas startu, fot. Zipline
Dron Zipline podczas startu, fot. Zipline

Rwanda to niewielki kraj kojarzony głównie z ludobójstwem z 1994 roku. Dziś to jednak przede wszystkim jedno z najszybciej rozwijających się afrykańskich państw. Jednym z pomysłodawców drona Zipline jest natomiast Diane Gashumba. Tamtejsza Minister Zdrowia doskonale zna problemy związane z dostępnością medykamentów. Dlatego właśnie postanowiła wymyślić system, dzięki któremu niezbędne materiały, jak np. krew, będą szybko i bezproblemowo dostarczane.

Warto przy tym pamiętać, że w Rwandzie jest zaledwie dwa tysiące kilometrów dróg utwardzonych asfaltem. W przypadku burz czy tymczasowego zablokowania drogi dostarczenie czegokolwiek drogą lądową bywa więc niemożliwe. Wysłanie tego drogą powietrzną może natomiast skrócić czas oczekiwania z kilku godzin do kilkudziesięciu minut. Zipline ma jednak swoje ograniczenia, wynikające choćby ze stosunkowo niewielkich rozmiarów kraju. Ta technologia świetnie sprawdziłaby się w Estonii czy Czarnogórze, których terytorium jest porównywalne z Rwandą, ale w większych krajach dron musiałby dysponować większym zasięgiem i ładownością.

Drony na podobieństwo Zipline to przyszłość

Obecna konstrukcja powstała z myślą o Rwandzie i tam się sprawdza, ale przy odrobinie wysiłku można by ją dopracować. Techniczne ograniczenia to oczywiście temat, który da się przeskoczyć. Wystarczy zwiększyć moc, udźwig i zasięg maszyny lub wprowadzić sieć „baz przeładunkowych”. Tym, co rekompensuje pewne wady projektu, jest natomiast łatwość obsługi drona. Na początku wspomniałem o tym, że bezzałogowe statki są pilotowane zdalnie. Tutaj człowiek musi jedynie zaprogramować trasę z pomocą GPS, a maszyna samodzielnie dotrze do wskazanego miejsca.

Dodatkowo nie trzeba czekać na połączenie z GPS, ponieważ jest on zamontowany w baterii i po włożeniu do drona automatycznie jest połączony. Dron składa się także z kilku części, dlatego w razie awarii uszkodzony element można po prostu wymienić.

W Europie podobne działania ma sprowokować program U-Space

Schemat działania systemu LATAS, którego europejskim odpowiednikiem jest program U-Space, fot. PrecisionHawk
Schemat działania systemu LATAS, którego europejskim odpowiednikiem jest program U-Space, fot. PrecisionHawk

By podobne przedsięwzięcia mogły wypalić w przestrzeni, w której zagęszczenie ruchu powietrznego jest większe, trzeba opracować schemat działania. Między innymi dlatego Komisja Europejska od jakiegoś czasu pracuje nad programem ułatwiającym poruszanie się w powietrzu wielu dronów, także w celu dostarczania paczek, żywności czy pomocy jak w przypadku Zipline. To zresztą kolejny krok w celu popularyzacji ekologicznych form transportu, ale także umożliwienie korzystania z tańszych opcji.

Polska w marcu uruchomiła pierwszy w Europie system koordynacji lotów dronów wokół lotnisk, który uzyskał certyfikat Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. W celu rozwoju programu konieczne jest teraz przygotowanie map określających, gdzie drony mogą się poruszać, utworzenie radarów w celu uniknięcia kolizji i wzajemnej destrukcji dronów.

Ministerstwo Infrastruktury wyliczyło, że do 2026 roku wartość rynku dronów wzrośnie 3,26 miliardów złotych. Pośrednie korzyści z ich udziału w gospodarce mogą natomiast wynieść nawet 576 miliardów złotych.

Nie ma wątpliwości, że przy zwiększeniu zasięgu i prędkości przelotowych pojazdy podobne do Zipline mógłby obsługiwać transport w Polsce. Co ciekawe, w czasie epidemii koronawirusa zdarzało się już wysyłanie próbek do analizy za pośrednictwem dronu. To zresztą bardzo dobre rozwiązanie, by w czasach, kiedy konieczne jest zachowywanie dystansu, ograniczyć rolę człowieka w transporcie i przynajmniej część zadań przekazać dronom.

Autor artykułu
More from Kamil Jabłczyński

Plebiscyt na najlepszego sportowca roku znów z kontrowersjami

Jak co roku wybrano polskiego sportowca roku. Chociaż co do zwycięzcy wątpliwości...
Czytaj wiecej