Pamięci Kenzo Takady (1939-2020)

Kenzo Takada, Joel Saget, AFP
Kenzo Takada, fot. Joel Saget/AFP
Wyrazisty, odważny i zawsze uśmiechnięty. Kenzo Takada przez całą karierę tworzył tak, jak gdyby żył w "Śnie" Henriego Rousseau czy innym, równie nietuzinkowym świecie. Malarskość jego kolekcji zachwyca i inspiruje do dziś, choć on już, niestety, nie stworzy niczego więcej.

Kilka dni temu zakończyła się piękna, ponadpięćdziesięcioletnia kariera – w sposób nagły, nieodwracalny. Na skutek powikłań wywołanych przez koronawirusa w szpitalu w podparyskim Neuilly-sur-Seine odszedł Kenzo Takada. Jeden z najważniejszych projektantów drugiej połowy XX wieku, twórca marki KENZO – człowiek, który odmienił oblicze świata mody. Miał 81 lat, ale ani myślał odkładać ołówek. Jeszcze niedawno obwieszczał światu swoje plany, zwiastując powiew designerskiej świeżości w kolejnej branży. Nie otrzymał jednak szansy, by je zrealizować.

Na przekór wszelkim przeciwnościom

Rodzina Takadów
Zdjęcie z rodzinnego archiwum Takadów

Coraz mniej pozostało osób, których kariery były tak barwne, a życiowe ścieżki tak kręte, że można by kręcić na ten temat filmy bez doprawiania scenariusza. Urodzony w 1939 roku Kenzo Takada nie miał przecież wielkich szans, by zawojować świat mody. Nie chodzi nawet o odległość dzielącą go od Paryża. Czasy, w których dorastał i ówczesna japońska kultura po prostu wykluczały taką możliwość. Jak sam wielokrotnie wspominał w wywiadach: “Japońskie społeczeństwo lat 50. nie przepadało za kreatywnością”. Mimo to Takada odniósł sukces, choć droga była do tego długa.

Przyszły reformator mody na świat przyszedł w Himeji, leżącym jakieś sześćdziesiąt kilometrów na zachód od Kobe (i dziewięćdziesiąt od Osaki). Miejsce to słynie głównie z czternastowiecznego zamku, nic więc dziwnego, że rodzice Takady prowadzili hotel. Ich wolą było, by syn studiował literaturę – co oczywiście uczynił, zapisując się na ten kierunek na Uniwersytecie w Kobe. Nie zagrzał tam jednak miejsca zbyt długo. Zdecydowanie bardziej niż książki interesował go bowiem magazyny i podręczniki, do których dostęp miała jego siostra, studiująca projektowanie ubioru. Kenzo próbował nawet zmienić kierunek, ale usłyszał, że chłopców tam nie przyjmują.

Trzeba w tym miejscu podkreślić, że choć szkoły projektowania ubioru działały wówczas w Japonii, ich celem było głównie przygotowanie kobiet do roli przykładnych żon. Miały się tam nauczyć, jak wytwarzać czy naprawiać ubrania. W latach 50. nikt zresztą nie myślał o modzie w taki sposób jak dziś. Haute couture nie miało przeciwwagi. Na szczęście jednak w 1958 roku tokijski Bunka Fashion College postanowił otworzyć się także na mężczyzn. To zaś zmieniło zarówno życie Kenzo Takady, jak i historię świata mody.

Rozczarowujący Paryż

Kenzo Takada, LVHM
Kenzo Takada w młodości, fot. LVHM

Przeprowadzka do Tokio okazała się strzałem w dziesiątkę. Kenzo Takada szybko bowiem udowodnił, że drzemie w nim olbrzymi talent. Już w roku 1961 zdobył nagrodę przyznawaną przez prestiżowy magazyn modowy “Sōen”. Pismo tworzone od 1936 roku przez biuro wydawnicze Bunka Fashion College było dla Japończyków jednym z niewielu łączników z wielkim światem paryskiej mody. Nic więc dziwnego, że taki sukces momentalnie zaowocował też pierwszymi zleceniami. Takadę zatrudniono jako projektanta w domu handlowym Sanai. I choć nie był to szczyt jego marzeń, z pomocą przyszły władze Tokio, przygotowujące się do Igrzysk Olimpijskich w 1964 roku.

Nie, to jeszcze nie był moment, w którym Kenzo Takada otrzymał szansę zaprojektowania uniformów japońskiej reprezentacji. Te powierzono mu dopiero w roku 2004. Czterdzieści lat wcześniej przygotowania do olimpiady oznaczały natomiast konieczność wyburzenia bloku, w którym młody projektant mieszkał. Brzmi to tragicznie, ale w ramach rekompensaty Kenzo otrzymał pieniądze, które pozwoliły mu na upragnioną wyprawę do Paryża! Do Europy ruszył statkiem, po drodze odwiedzając kilka miast portowych (m.in. Hongkong, Ho Chi Minh – ówczesny Sajgon – czy Singapur), aż do Marsylii. Stamtąd natomiast pojechał pociągiem na słynny paryski Gare de Lyon, gdzie dotarł 1 stycznia 1965. Rozczarował się.

Pierwsze wrażenia na widok samego dworca czy poczerniałych od brudu paryskich kamienic nie mogły być inne. Nie to znał z filmów czy starych fotografii. Miasto długo jednak odzyskiwało swój blask po wojnie – dopiero w kolejnej dekadzie rozpoczęto renowację i oczyszczanie tamtejszych budynków. Kenzo Takada nie miał być tego świadkiem. Do Paryża przyjechał na kilka miesięcy, góra pół roku. Nie miał zbyt wielu pieniędzy, nie znał też języka. Nie odrzuciły go jednak chłód i szarość europejskiej stolicy mody. Do kolejnych przeciwności losu podchodził z charakterystyczną dla siebie pogodą ducha. Kupił poradnik, z którego dowiedział się, jak przeżyć za 5$ dziennie, i rozpoczął naukę francuskiego. W Paryżu pozostał przez kolejnych pięćdziesiąt pięć lat.

Jungle Jap – czyli jak Kenzo Takada odmienił oblicze świata mody

Henri Rousseau, Sen, Le Rêve, 1910, fot. Museum of Modern Art, MoMA
Henri Rousseau – “Sen” (fr. “Le Rêve”, 1910), fot. Museum of Modern Art

Czasy, gdy zawitał do Paryża, były momentem idealnym. Zapoczątkowany w połowie lat 60. przez markę Cacharel trend prêt-à-porter stał się przeciwwagą dla haute couture, otwierając nowe możliwości. Samo miasto natomiast, choć ponure, miało sporo do zaoferowania projektantowi. Kenzo Takada chłonął je całym sobą – spacerował, obserwował piękne budynki i modne paryżanki. Inspirowało go to. Na życie zarabiał, sprzedając swoje szkice. Jednym z jego klientów był Louis Féraud – projektant mody, który bardzo młodemu Japończykowi pomógł. W ciągu pięciu lat Kenzo uzbierał na tyle pieniędzy, bo otworzyć własny butik i zaprezentować Paryżowi swoją kolekcję.

Przełom lat 60. i 70. świat mody zapamięta jako skokowy wzrost wartości prêt-à-porter. Domy mody, które nie chciały wypaść z obiegu, musiały się do tych zmian przystosować – Kenzo nie musiał. Debiutując w 1970, doskonale wiedział, jak chce wyrazić siebie. Odważne wzory i kolory towarzyszyły mu zresztą przez całą karierę. Swój pierwszy sklep wymalował w kwieciste wzory rodem ze “Snu” (1910) Henriego Rousseau. Nazwał go Jungle Jap, co też zapewniło mu sporo rozgłosu. Jap było bowiem pogardliwym określeniem japońskich mniejszości, ale on się tym nie przejmował. Na zawsze bowiem zapisał się w historii już swoim pierwszym pokazem – realizował własny sen.

Kenzo Takada, Kazuko Masui, Chihiro Masui, ACC Art Books
Przykładowe szkice z monografii “Kenzo Takada” (Kazuko Masui, Chihiro Masui, 2019), fot. ACC Art Books

Od lat 70. Kenzo Takada wnosił do mody ton poetyckiej lekkości i słodkiej swobody, inspirując wielu projektantów. W tym świeżym i spontanicznym duchu trwale odmienił także świat perfum. Dom mody KENZO, który założył, do dziś rozwija tę wizję.

– Bernard Arnault, prezes i dyrektor generalny LVMH

Sprawy potoczyły się błyskawiczne

KENZO, Bertrand Rindoff Petroff
Przygotowania do pokazu kolekcji Jesień/Zima 1991, fot. Bertrand Rindoff Petroff

Otwierając butik, Kenzo Takada stwierdził, że nie warto robić tego, co robią Francuzi. Od początku postawił więc na własny styl, tworząc kolekcję zupełnie inną, świeżą. Odrzucał konwenanse. Jego twórczość była bowiem zupełnie autorska, choć garściami czerpał z rodzimej, niezbyt w Europie znanej, kultury. Materiały, wzory, kolory. To dawało poczucie odmienności, będąc przeciwieństwem dla stonowanej francuskiej elegancji. Takie podejście szybko zaowocowało. Już w czerwcu 1970 trafił na okładkę “Elle”, później także amerykańskiego “Vogue’a”. Jego kariera nabrała wówczas błyskawicznego rozpędu. Szybko przeniósł butik do Passage Choiseul, w 1971 pokazał swoją kolekcję w Tokio i Nowym Jorku. To właśnie wtedy podjął też decyzję o zmianie nazwy. Wspomniane kontrowersje, które ujawniły się po wizycie w Stanach Zjednoczonych, skłoniły go do refleksji. Tak Jungle Jap przemianowano na KENZO.

Lata 70. to najbardziej szalony okres w jego karierze. Po wielkim sukcesie Kenzo Takada nie zwalniał tempa. Pojawiały się kolejne wyróżnienia, awanse w modowej hierarchii. W 1976 roku otworzył swój flagowy butik przy paryskim Place des Victoires. Nieskończone wydawały się także jego pokłady inwencji twórczej. Dwa lata później raz jeszcze zaskoczył świat, tym razem organizując pokaz w namiocie cyrkowym. Występ był widowiskowy, a sam projektant uświetnił go, wjeżdżając na słoniu. Wszystko to budowało wokół niego aurę niesamowitości, przez co kolejne pokazy przyciągały coraz większe tłumy.

Kolejna dekada była natomiast czasem największego rozwoju marki KENZO. Najpierw w 1980 roku “dla zabawy” – jak sam stwierdził – skomponował swoje pierwsze perfumy – zapach King Kong. Z kolei w 1983 zdecydował się na poszerzenie asortymentu także o kolekcję męską. Rok później przyszedł czas na współpracę z sieciówką Limited Stores, dla której Kenzo Takada stworzył linię ubrań w nieco bardziej przystępnych cenach. W 1986 roku wypuścił natomiast kolekcję dziecięcą Kenzo Jungle i pierwszą kolekcję jeansów dla kobiet i mężczyzn. Dwa lata później, już na poważnie, zapoczątkował linię swoich perfum Kenzo de Kenzo – a w 1991 skomponował także zapach dla panów.

Z uśmiechem przez życie

KENZO, Daniel Simon, Gamma-Rapho
Pokaz kolekcji Jesień Zima 1998, fot. Daniel Simon/Gamma-Rapho

Sielanka nie trwała wiecznie, bo już w 1993 Kenzo Takada spotkał się z prawdopodobnie największymi w swoim życiu przeciwnościami losu. Jego życiowy partner zmarł, a biznesowy wspólnik doznał wylewu. KENZO znalazło się w fatalnej sytuacji i ostatecznie trafiło w ręce koncernu LVMH. Ta trudna decyzja przyniosła mu 80 milionów dolarów, ale nie pieniądze były najważniejsze. Jeszcze przez kilka lat przewodził marce, by w 1999 roku odejść na emeryturę. To, co przez kilkadziesiąt lat sprawiało mu radość, zaczęło nabierać szaleńczego tempa – nie był z tego faktu zadowolony.

Przez pięćdziesiąt lat Pan Takada był wyróżniającą osobowością w branży modowej – zawsze wnosząc w ten świat kreatywność i kolory. Do dziś jego optymizm, chęć do życia i hojność stanowią filary naszego domu mody. Będzie nam go bardzo brakować, ale na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

– Sylvie Colin, CEO domu mody KENZO

Będąc na zasłużonej emeryturze Kenzo Takada miał wreszcie czas, by podróżować. Nie potrafił jednak wytrzymać bez pracy. Zajął się projektowaniem wnętrz, stworzył też operowe kostiumy, a w 2004 roku, o czym już wspominałem, zaprojektował uniformy dla japońskiej reprezentacji olimpijskiej. W 2010 roku zorganizowano pierwszą wystawę jego prac malarskich, a kolejne lata przyniosły mu między innymi Order Legii Honorowej – najwyższe francuskie odznaczenie; czy monografię napisaną wespół z Kazuko Masui i Chihiro Masui. Ledwie kilka miesięcy temu, w styczniu – jeszcze przed swoimi 81. urodzinami, Kenzo Takada obwieścił natomiast nową inicjatywę. K3 miało być luksusową marką wnętrzarską i lifestyle’ową.

Kenzo Takada, Paris Fashion Week Mens Spring/Summer 2019, Edward Berthelot
Kenzo Takada podczas Paris Fashion Week Mens Spring/Summer 2019, fot. instagram.com/edwardspict/

Choć los go nie oszczędzał, charakterystyczny uśmiech niemal nie opuszczał jego twarzy. Twórczość była dla niego celem samym w sobie, ale i odskocznią. Dawała mu poczucie sprawczości i możliwość wyrażania siebie. A potrafił to robić jak nikt inny! Nie chodzi tylko o wyraziste projekty czy sposób ich prezentacji. To był styl życia, którym Kenzo Takada zarażał – podobnie jak wspomnianym uśmiechem. Wielka szkoda, że tak kończy się ta historia.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Zuza Gadomska w modernistycznym hołdzie mistrzom

Słyszeliście kiedyś o akcji 36 Days of Type? To wyzwanie, ale przede wszystkim świetna...
Czytaj wiecej