Zmiany w kodeksie drogowym: nowe tablice i…

Rząd przygotował kilka ułatwień dla kierowców: brak obowiązku posiadania dokumentów auta czy tablice rejestracyjne do aut z USA. Jest jednak pewne „ale”.

Polskie tablice rejestracyjne są zmorą właścicieli samochodów importowanych z USA czy Japonii. Auta z tamtych rynków mają zazwyczaj mniejsze wnęki na numery dostosowane do standardu amerykańskiego i japońskiego. Polskie w nich po prostu się nie mieszczą – zarówno tablice jedno, jak i dwurzędowe. Kierowcy radzą sobie na różne sposoby: doginając oryginalne tablice rejestracyjne czy zamawiając takie o wymiarach amerykańskich z białym tłem i polskim numerem. Jedno i drugie jest niezgodne z prawem i naraża kierowcę na mandat, czy nawet zatrzymanie dowodu rejestracyjnego.

Ustawodawca po wielu latach wreszcie poszedł kierowcom na rękę i wprowadził nowy rozmiar tablic. Niestety – nie zrobiono ich wzorem innych krajów, gdzie po prostu zmniejszono czcionkę i dostosowano wymiar do standardu USA, a zaprezentowano skróconą wersję tablicy jednorzędowej, na której mieszczą się raptem 4 znaki. Chcieli dobrze, wyszło jak zwykle. Owszem, nowe tablice rejestracyjne mieszczą się we wnękach samochodów amerykańskich i japońskich, jednak mają sporo wad. Ponieważ są niższe, nie pasują do fabrycznych otworów montażowych. Są zwyczajnie brzydkie, nie występują w opcji dla pojazdów zabytkowych, a aby je otrzymać dla już posiadanego wozu, trzeba go przerejestrować na nowy numer, ponosząc po raz kolejny koszt ok 180 zł. Poza tym posiadają bardzo ograniczoną pojemność. Wystarczą dla zaledwie ok. 18 tysięcy aut w danym województwie.

Drugim ukłonem państwa w kierunku kierowców jest zniesienie obowiązku posiadania przy sobie dowodu rejestracyjnego i poświadczenie zawarcia polisy ubezpieczenia OC. W razie kontroli drogowej, ważność badania technicznego, czy OC policjant ma sprawdzać w policyjnej bazie danych. Obecnie za brak papierowego dowodu i potwierdzenia opłacenia OC grozi mandat w wysokości 50 zł za każdy dokument. Niestety, pomimo że nowelizacja została już przyjęta, nie wiadomo, kiedy wejdzie w życie. Aby policja miała nieograniczony dostęp do tego typu informacji, w kraju musi zostać wprowadzony do końca CEPiK 2.0 (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców). Ponieważ są z tym problemy, a baza jest wprowadzana stopniowo, nie wiadomo, kiedy skończy się wożenie tony papierów w samochodzie. Pesymiści mówią, ze może stać się to nawet dopiero za dwa lata.

Ponadto niezrzeszony poseł Piotr Liroy-Marzec walczy o kolejne ułatwienia. Jakiś czas temu złożył interpelację w sprawie przywrócenia możliwości wyrejestrowania czasowego samochodu – np. na czas remontu. Dzięki temu kierowcy uniknęliby konieczności opłacania polisy OC za nieużywane auto. W ubiegłym miesiącu interpelował w sprawie zachowania numeru rejestracyjnego. Obecnie każdy pojazd w momencie zmiany właściciela musi zostać przerejestrowany i otrzymać nowe tablice rejestracyjne. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja, w której zarówno nabywca, jak i sprzedający są zameldowani na terenie podległym pod jeden wydział komunikacji. Według projektu posła Marca tablice rejestracyjne miałyby być wydawane raz, czyli przy wprowadzaniu auta na rynek, i zostawać z nim na całe życie. Podobny system funkcjonuje np. w Wielkiej Brytanii. Niestety – okroiłoby to znacząco wpływy do urzędów oraz zarobki producentów tablic.

Czy się to uda? Trzymamy kciuki.

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Poranny kopniak

Macie problem ze wstawaniem? Jeśli tak, to na rynku pojawił się budzik,...
Czytaj wiecej