Owszem, różnej maści eksperci ubolewają na przykład nad tym, że wolimy czytać Remigiusza Mroza zamiast powieści nominowanej do nagrody Nike. Żywot prozaika w realiach RP nie jest usłany różami, lecz powieściopisarzowi od czasu do czasu zdarzy się przebić na chwilę do głównonurtowej świadomości. Poeta z kolei nie ma już na to absolutnie żadnych szans. Pisanie wierszy niemalże automatycznie skazuje na egzystowanie w głębokiej, ubogiej medialnie niszy. Niszy, która nie wyprodukowała i nie wyprodukuje swojego Mroza. Mało tego – nie wyprodukuje nawet swoich relatywnie znanych i docenianych gwiazd środka, swoich Twardochów czy Żulczyków.

Oczywiście od razu nasuwa się argument mówiący o medialnej nieatrakcyjności poezji. Według tego argumentu poezja jest najmniej seksowną gałęzią literatury. Jeśli ambitne powieści stoją daleko od potencjału klikalności i followalności to tomiki poetyckie rezydują jeszcze dalej – na zupełnie innej planecie. Poeci nie mają kulturowo-komercyjnego kapitału, który pozwoliłby im zaistnieć w XXI wieku. Nie zareklamują znanej marki samochodów. Na podstawie ich wierszy nie powstanie serial telewizyjny. Nie zaprosi ich Wojewódzki. Nie napisze o nich opiniotwórczy portal czy bloger. Ekscytujący, kontestacyjny mit poetów wyklętych, amerykańskich bitników i sowizdrzalskich futurystów już dawno gryzie glebę.

Rzeczywiście poezja w pewnym sensie musi być skazana na uniwersalną porażkę

https://www.youtube.com/watch?v=8A_tDB7t5eg&ab_channel=extropyofdays
Wieszcz bitników recytuje swój wiersz

Jest w tej tezie sporo prawdy, ale trzeba wspomnieć o jeszcze jednym, być może ważniejszym czynniku wpływającym na powszechne nieukochanie poezji. Ogromną rolę w podejściu polskiego masowego czytelnika do poetyckiej formy odgrywa rodzime szkolnictwo. Edukacja w naszym kraju robi wszystko, co może, żeby rzeczoną poezję czytelnikom po prostu obrzydzić. Wychodzi to jeszcze skuteczniej niż obrzydzanie innych dziedzin literatury takich jak dramatopisarstwo czy proza.

Nic dziwnego, że współczesny polski odbiorca czuje niechęć w stosunku do poezji, skoro przez lata wtłaczano mu ją do głowy metodą mechaniczną. Jako uczeń musiał przecież konsumować ją niczym robot. Bez refleksji, bez choćby krztyny krytycznej analizy, bez szansy na dyskusję. Oczekiwano od niego, by uczył się tekstu na pamięć, a następnie, jak przystało na pilnego szkolnego zombie, recytował treść, mierząc swoim bezmyślnym tonem gdzieś w okolice obojętnego sufitu. Szkoła uczyniła z poezji synonim znienawidzonego matematycznego wzoru. Czegoś, co należy zakuć, zaliczyć i zapomnieć. W żadnym wypadku do tego nie wracać, gdy już uda się opuścić opresyjne mury szkolne i wejść w świat niezależnej dorosłości.

Polski odbiorca naturalnie odrzuca poetycką formę, gdyż kojarzy mu się ona także z despotyczną narracją mitycznego Klucza

https://www.youtube.com/watch?v=EjxNCAFyN7Y&ab_channel=PolskaPoezja
Odczyt wiersza Tadeusza Micińskiego – unikalnego poety zaintrygowanego okultyzmem i surrealizmem

Godziny spędzone w szkolnej ławce na interpretacji wierszy musiał uznać za istną katorgę, i to niekoniecznie dlatego, że nie mógł znieść czytania samego dzieła. Problem leżał zupełnie gdzie indziej. Otóż, nawet jeśli wiersz trafił do serc i dusz uczniów, nauczyciel i tak musiał wyprowadzić swoich podopiecznych z ogromnego błędu. Ich personalna interpretacja znaczyła bowiem tyle, co nic. Ich osobisty odbiór wiersza automatycznie nadawał się jedynie do niszczarki.

Świętością był zaś klucz interpretacyjny narzucony przez anonimową, ale wpływową maszynę publicznej edukacji. Owa maszyna patroszyła całe piękno poezji, próbując je fałszywie zobiektywizować i zrównać bogactwo czytelniczych impresji z ziemią. Kultowe "co autor miał na myśli?" było szkolnym bon motem kiedyś i pozostało nim do dziś. Skojarzenie poezji z hermetycznym tekstem ukrywającym jedyną możliwą Prawdę zapisało się w podświadomości wielu z nas i trzeba naprawdę sporo pracy mentalnej, by to przeświadczenie stamtąd wykurzyć.

Chłodna relacja polskiego czytelnika z poezją wynika też z konserwatywnej narracji rządzącej programem edukacyjnym

https://www.youtube.com/watch?v=SjWHqEk3kPs&ab_channel=TeatrNarodowy
Aktor czyta wiersz Brunona Jasieńskiego – czołowego ideologa polskiego futuryzmu

Selekcja poetyckich dzieł (podobnie jest w przypadku dokonań prozaików czy dramatopisarzy) opiera się na bardzo ograniczonych kulturowo oraz historycznie archetypach. Królują dokonania krążące wokół toposów patriotycznych czy sakralnych (mam na myśli nie tyle szeroko pojętą spirytualność, ile skansenowy kolaż idei religii abrahamowych). Lekcje poświęcone poezji z reguły pomijają twórczość, która w jakikolwiek sposób odbiega od standardowych struktur formalnych i myślowych. Owszem, aby docenić rewolucjonistów, trzeba najpierw przyjrzeć się tradycjonalistom. Problem jednak w tym, że polska szkoła zwykle kompletnie zapomina o istnieniu ikonoklastów.

Poezja w kontekście szkolnym jawi się jako banalny, zacofany literacki byt, który jeszcze nie odkrył możliwości ekscytujących eksperymentów. Jest jazzem sprzed ery free jazzu, komiksem sprzed ery powieści graficznej, teatrem sprzed narodzin idei Artauda. Czemu polski masowy czytelnik miałby pokochać poezję, skoro podręczniki milczą na temat całej gamy wyjątkowych poetów – surrealistów, okultystów, prowokatorów, ulicznych socjologów? Dla polskiej publicznej edukacji Miciński nie istnieje, Jasieński jest nieistotny, a, spoglądając poza rodzime rewiry, o takim np. Lautreamoncie strach w ogóle cokolwiek wspominać.

Jeśli zaś chodzi o twórców całkiem współczesnych – oni funkcjonują nawet nie w ramach podmiotów domyślnych, a po prostu anonimowych głosów pożartych przez edukacyjną próżnię. Rodzima poezja jest więc skazana na porażkę i to wcale nie z winy czytelników. To raczej efekt wieloletnich praktyk oświatowych polegających na skutecznym obrzydzaniu tej dziedziny literatury. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Jakaś recepta na poprawę wizerunku poezji i pozwolenie jej na posiadanie większej siły rażenia? Chyba pozostaje tylko jedna opcja: chodzić na wagary i samodzielnie przeguglować potencjał mniej lub bardziej współczesnej formy poetyckiej

Pin It
Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Rocznik 1992. Dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling